Agnieszka Radwańska krytykuje zmniejszoną pulę rozstawień w Wielkim Szlemie

Od sezonu 2019 w wielkoszlemowych imprezach pula rozstawionych zawodników i zawodniczek zmniejszy się z 32 do 16. Agnieszka Radwańska uważa, że to nie najlepszy pomysł. - Nie wiem, dlaczego postanowili to zmienić. Nie wiem, dlaczego uznano, że obecne rozwiązanie jest złe - powiedziała Radwańska w rozmowie z serwisem Sport360 podczas obozu przygotowawczego w Dubaju.

- Myślę, że niektóre przepisy zmieniają się, bo coś trzeba zmienić dla zasady i nawet jeśli coś działa dobrze, to dokonują zmian. Myślę, że 32 rozstawienia były dobre. To są Wielkie Szlemy, więc dlaczego masz grać w pierwszej rundzie z kimś, kto jest na 17. miejscu w rankingu zamiast zagrać w czwartej? - zastanawiała się polska tenisistka.

Reklama

Radwańska ma za sobą kiepski sezon, w którym zmagała się z ustabilizowaniem formy, co sprawiło, że spadła w rankingu na 28. pozycję. Gdyby przepisy, o których mowa, wchodziły w życie w zbliżającym się sezonie, to w Australian Open Polka nie byłaby rozstawiona. Zmiany mają sprawić, że w pierwszych rundach dojdzie do większej liczby zaciętych pojedynków.

- Nie wiem, czy to jest fair, szczególnie gdy ciężko pracujesz na rozstawienie, wliczając w to tych rozstawionych od 16. do 32. miejsca - stwierdziła.

Do starć mocnych rywali dochodzi rzadziej w początkowych fazach turniejów. Niedawno kibice tenisa mogli doświadczyć tego, co może nastąpić od sezonu 2019. Wracająca po zawieszeniu za doping Maria Szarapowa już w pierwszej rundzie wpadła na rozstawioną z dwójką Simonę Halep. Efekt był taki, że Rumunka odpadła już na samym starcie zawodów.

- Zawsze stanie się tak, że część mocnych zawodniczek będzie sklasyfikowana niżej z jakichś powodów. Nie jesteśmy maszynami. Każdy prędzej czy później będzie kontuzjowany, zachoruje albo nie będzie grać przez jakiś czas z innych powodów, więc takie mecze się przytrafią.

- Ale jeśli jest szansa, by uniknąć gry z kimś mocnym w pierwszej rundzie, to czemu ją odbierać? Być może to jest dobre dla telewizji, bo wszyscy ekscytują się takimi meczami (jak Halep - Szarapowa), ale nie sądzę, żeby one były z tego zadowolone. Nawet zwycięzca nie chce mieć takiej pierwszej rundy - tłumaczyła.

To nie koniec zmian w tenisowych przepisach. Już w styczniowym Australian Open czas na wznowienie gry po zakończonym punkcie będzie wynosić 25 sekund. Radwańska w tym przypadku także nie jest zwolenniczką nowych rozwiązań.

- Pamiętam z IPTL ten piszczący zegarek, który powodował pośpiech. Nie było łatwo, bo masz w głowie to tykanie. To było stresujące. Ale wiem, ze niektórzy przedłużali grę i sędziowie nie przywiązywali do tego wagi. To dziwne i na pewno nie fair. Z poziomu kanapy ciężko też coś oceniać. Zobaczymy, co się będzie działo na korcie - mówiła 28-letnia krakowianka.

W Wielkim Szlemie zawodnik nie może też korzystać z pomocy trenera w przerwie między gemami, choć w tourze WTA jest to dozwolone. Jedną z proponowanych zmian jest też objęcie wielkoszlemowych imprez takim rozwiązaniem. Testowano je np. podczas eliminacji do tegorocznego US Open.

- Jest dobrze bez tego - oceniła Radwańska. - To też chcieli chyba zmienić dla zasady. Jeśli coś takiego ma być, to niech będzie wszędzie. Skoro nie ma tego na najważniejszej imprezie w roku, to dlaczego ma być gdzieś indziej? Ja z tego specjalnie nie korzystam. Inni to wykorzystują cały czas, więc może w Wielkim Szlemie czują różnicę, gdy nie mogą wezwać trenera. Ja do tego nie jestem przyzwyczajona - powiedziała.

kip

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Wielki Szlem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje