Agnieszka Radwańska: Nie może być gorzej niż przed czterema laty

- Nie może być gorzej niż przed czterema laty, bo wtedy mi zupełnie nie poszło - mówi Agnieszka Radwańska, która w tym roku wystąpi w swoich trzecich igrzyskach olimpijskich.

Polska tenisistka wykorzystała moment, kiedy nie gra w turniejach, by odwiedzić w rodzinnym Krakowie imprezę poświęconą swojemu zmarłemu dziadkowi - III Memoriał Władysława Radwańskiego w Tenisie Ziemnym.

Reklama

Interia: Czy rozdawanie autografów i robienie zdjęć podczas takiego wydarzenia jak Memoriał Władysława Radwańskiego, twojego dziadka, to dla ciebie obowiązek czy przyjemność?

Agnieszka Radwańska: - To jest bardzo fajna inicjatywa, bardzo fajna impreza. Cieszę się, że akurat mogłam na nią wpaść, że akurat jestem w Polsce, choć wolałabym być w Paryżu (gdzie w sobotę odbywał się finał gry pojedynczej kobiet wielkoszlemowego Rolanda Garrosa - przyp. red.).

- To przyjemne, że tyle osób tutaj przyszło, tyle gra w tenisa, i że jest takie zainteresowanie. Fajnie, że ta impreza jest tak duża i cieszy się popularnością.

Twój ojciec mówił, że też chciałby w sobotę być w Paryżu, razem z tobą.

- Każdy chciałby być w Paryżu w tym momencie, ale takie jest życie. Nie zawsze jest tak, jak chcemy.

Bardzo byłaś zdenerwowana po meczu z Bułgarką Cwitaną Pironkową w 1/8 finału (Agnieszka prowadziła 6:2, 3:0, kiedy spotkanie przerwano, a gdy je zakończono dwa dni później, to Polka przy deszczowej aurze, przegrała 10 gemów z rzędu i cały mecz 6:2, 3:6, 3:6).

- Trudno, żebym była zadowolona. Widać było, co się działo.

Przed tobą kolejne imprezy, na początek korty trawiaste.

- Po raz pierwszy będę grała turniej w Birmingham (13-19 czerwca), gdzie wzięłam "dziką kartę". To jest decyzja sprzed kilku dni, ponieważ w tym roku okres między Wielkimi Szlemami w Paryżu i Londynie jest dłuższy o tydzień, zdecydowałam się więc wystąpić w jeszcze jednej imprezie. Potem zagram w Eastbourne (19-25 czerwca) i Wimbledonie (27 czerwca-10 lipca).

Zeszły rok zakończyłaś zwycięstwem w mistrzostwach WTA, a finał wypadł symbolicznie, 1 listopada...

- Szkoda, że dziadek nie mógł tego zobaczyć, ale pewnie patrzył z góry.

Wygranie tej imprezy dużo ci dało?

- Na pewno tak. Jest to turniej o znaczeniu ustępującym tylko Wielkim Szlemom, jeden z większych w całych rozgrywkach, więc to ogromny prestiż go wygrać.

W dalszej części sezonu są igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro (turniej tenisowy odbędzie się w dniach 6-14 sierpnia). Nawierzchnia to korty twarde, więc chyba nie najgorzej dla ciebie.

- Nie najgorzej, aczkolwiek poprzednie igrzyska nie wyszły mi tak, jakbym chciała, chociaż zawody odbywały się na trawie (Agnieszka odpadła już w pierwszej rundzie gry pojedynczej - przyp. red.), więc raczej o tym nie myślę. To turniej, który chcę zagrać jak najlepiej, choć w naszym sporcie jest tak, że mamy kilkanaście bardzo ważnych imprez w roku. Oczywiście, nie może być gorzej niż przed czterema laty, bo wtedy mi zupełnie nie poszło. Mam nadzieję, że do trzech razy sztuka i pójdzie mi lepiej niż w poprzednich igrzyskach (w Pekinie przegrała w drugiej rundzie singla - przyp. red.).

A w jakich konkurencjach zagrasz?

- Myślę, że singiel i mikst.

Wybrałaś z kim?

- Jeszcze nie, wszystko jest pod znakiem zapytania. Nie było w ogóle na razie o tym rozmów. Był Wielki Szlem w Paryżu, będzie Wielki Szlem w Londynie, teraz się skupiamy na tym.

Rozmawiał: Paweł Pieprzyca

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | tenis

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje