Aleksandra Socha: Ile można siedzieć w domu?

Najbardziej utytułowana polska szablistka Aleksandra Socha wznowiła treningi po przerwie macierzyńskiej, jak podkreśla, niemal wyłącznie z myślą o piątym występie w igrzyskach olimpijskich. - Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie zabraknąć w Tokio - przyznała.

- Myślę, że ten prawie roczny rozbrat ze sportem wyjdzie mi na dobre. Na szermierczej planszy spędziłam już 24 lata i potrzebowałam odpoczynku. Po igrzyskach w Rio de Janeiro, gdzie w drużynie byłyśmy naprawdę blisko strefy medalowej, i tak myślałam, żeby zrobić sobie przerwę, zresetować. A wiadomość, że jestem w ciąży ucieszyła mnie podwójnie, bo nie ukrywam, że zegar biologiczny już tykał - powiedziała 35-letnia Socha.

Reklama

Po urodzeniu syna zaczęła treningi w połowie września. Na razie skupia się na przygotowaniu ogólnorozwojowym.

- Mówiąc żartem, ile można siedzieć w domu. Kiedyś nie było mnie w nim 200-250 dni w roku, a teraz głównie w domu. A poważnie, to motoryka, trening funkcjonalny i tak są nieodzownymi elementami przygotowania szermierczego. Ja z oczywistych względów muszę przede wszystkim wrócić do formy fizycznej. Pomaga mi w tym Dorian Łomża, który zajmował się też Anitą Włodarczyk czy Oktawią Nowacką. Z efektów jestem bardzo zadowolona i chciałabym, żeby nasza współpraca trwała do igrzysk w Tokio - poinformowała.

Do szermierki wraca powoli. Na razie odbyła tylko kilka lekcji z fechmistrzem Piotrem Stroką. - I wygląda na to, że dużo przez ten rok przerwy nie straciłam. Moja technika wygląda dobrze - dodała.

Po raz ostatni w zawodach Pucharu Świata wystąpiła w połowie grudnia 2016 w Cancun. I po niemal równo roku właśnie w tym samym miejscu chce wrócić do międzynarodowej rywalizacji.

- Tam zamknęłam jeden rozdział, tam chcę zacząć nowy. Nie nastawiam się na konkretny wynik, nie wyznaczam sobie żadnych celów pośrednich. Wróciłam praktycznie wyłącznie z myślą o Tokio. To byłyby moje piąte igrzyska. Coś pięknego... W polskim kobiecym sporcie pod tym względem dogoniłabym panią Irenę Szewińską, choć oczywiście jej dorobek sportowy jest dla mnie nieosiągalny - wspomniała.

O medalu olimpijskim marzy od pierwszego startu w Atenach w 2004 roku. Ciągle się nie udaje, choć zawsze startowała z pozycji zawodniczki światowej czołówki.

- I dalej marzę, nadal chcę go wywalczyć. Dlaczego ma być inaczej, skoro zdrowie mi dopisuje, mogę robić to, co kocham, co jest moją pasją, nie mam problemów z motywacją, trenuję z radością. Dzięki synkowi jednak trochę zmieniły się priorytety, człowiek inaczej patrzy na sport, na życie. Ma mniej czasu na rozmyślania. Może to wyjdzie mi na dobre... - powiedziała brązowa medalistka mistrzostw świata (2003) i trzykrotna indywidualna medalistka mistrzostw Europy.

Na razie będzie trenować w klubie, na zgrupowania kadry jeździć jeszcze nie może. Liczy, że z Polskim Związkiem Szermierczym uzgodni wszelkie formalności.

- W Warszawie mam wszystko, czego mi potrzeba. Obiekty AWF są oddalone od mojego mieszkania o dwie minuty, co bardzo ułatwia mi wszelką logistykę, planowanie dnia. Jest wiele przykładów, także w szermierce, że kobiety po przerwie macierzyńskiej wracają do sportu silniejsze i też osiągają sukcesy. Mam nadzieję, że pójdę tą drogą - podsumowała.

Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Socha | szabla

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje