"Baszczu" o prowokacji

Kapitan Wisły Kraków, Marcin Baszczyński, otrzymał czerwoną kartkę w 77. minucie meczu ze Śląskiem Wrocław. Obrońca wyleciał z boiska z powodu nieparlamentarnych słów, jakich użył pod adresem prowadzącego ten mecz warszawskiego arbitra Marcina Szulca, a po meczu przyznał, że dał się sprowokować sędziemu.

- Ten pan sędzia już w kilku spotkaniach pokazał, że nie wytrzymuje ciśnienia, że nie potrafi zapanować nad sytuacją, dałem mu się sprowokować, chociaż długo z tym walczyłem. Jest mi z tym źle. Biję się w piersi, bo głupio się czuję - powiedział po meczu Marcin Baszczyński.

Reklama

- Powiedziałem do niego ostre słowa, nie będę się usprawiedliwiał. Takich słów w tym meczu na boisku padło wiele przez całe spotkanie, ale akurat sędzia tak zareagował na moje słowa i to ja wyleciałem z boiska - tłumaczy defensor Wisły.

Akcja Krzysztofa Ostrowskiego, która przyniosła drugą bramkę dla wrocławian, miała miejsce w tej części boiska, za którą odpowiadał Baszczyński.

- To była trudna sytuacja. Ogólnie przez cały mecz napracowałem się, nabiegałem. Miałem takie zadanie, aby oskrzydlać akcje. Zgodnie z naszymi założeniami powinienem być lepiej asekurowany z tej strony. Może troszeczkę rozluźnienia wkradło się w moją grę, gdy z boiska zszedł Garncarczyk, bo nastawiałem się głównie na walkę z nim i to się udało - skomentował "Baszczu"

ASInfo
Dowiedz się więcej na temat: mecz | sędzia | marcin baszczyński | boiska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje