Dudu Biton: Najważniejszy gol w karierze

Piłkarze Wisły Kraków w dobrych nastrojach, ale bez przesadnego entuzjazmu, dzielili się wrażeniami po zwycięskim (1-0) meczu w Lidze Europejskiej z londyńskim Fulham.

Reklama

W najlepszym nastroju był oczywiście strzelec zwycięskiego gola - Dudu Biton.

- To był mój najważniejszy gol, podobny do tego, jakiego strzeliłem z Twente, ale bardziej się z niego cieszę, bo dał nam zwycięstwo z angielską drużyną - cieszył się napastnik Wisły. - Miałem piłkę przed sobą, nie zastanawiałem się, tylko kopnąłem. Uważam, że zagraliśmy dobry mecz, uzyskaliśmy wspaniały rezultat. To zwycięstwo doda nam pewności siebie.

Spotkanie z zespołem Premier League było wyjątkowe dla Cezarego Wilka. Gra w tej lidze jest jego największym marzeniem. - Rzeczywiście to było ciekawe doświadczenie, to był mój pierwszy mecz z angielskim zespołem. Widać, że fizycznie to jednak mi trochę brakuje. U nich na środku grał Dickson Etuhu. Ma z metr dziewięćdziesiąt wzrostu, waży też z 90 kilo. Ciężko się z nim walczyło. Teraz jest bardzo ciekawie i nie mogę się już doczekać spotkania wyjazdowego.

Wilk zapytany, o czerwoną kartkę dla Dembele, która według wielu była kluczowym momentem meczu odparł: - Rzeczywiście pomogła nam trochę, przede wszystkim zaczęliśmy grać spokojnie, z większą wiarą, ale jestem przekonany, że gdyby jej nie było, to też powalczylibyśmy o zwycięstwo.

Kapitan Wisły dopytywany, czy nie jest zaskoczony tym, że Fulham grało trochę anemicznie, bez intensywnego pressingu, uciekł w prostą wymówkę: - Gra się tak jak, przeciwnik pozwala.

Siergiej Pareiko nastawiał się przed tym spotkaniem na ciężki wieczór, tymczasem po 29 minutach mecz się dla niego w praktyce skończył, gdy Fulham, straciwszy Dembele, praktycznie przestało atakować.

- Rzeczywiście nie miałem zbyt wiele roboty - przyznał. - Dzięki temu zwycięstwu wciąż mamy jeszcze szanse na awans. Może być tak, że wystarczą nam dwa zwycięstwa w trzech meczach - zauważył. - Na razie nie ma co jeszcze bawić się w spekulacje, ważny będzie najbliższy mecz w Londynie. Wygląda na to, że Twente jest najmocniejszym zespołem w naszej grupie - stwierdził, odnosząc się do wygranej wicemistrzów Holandii 4-1 w wyjazdowym spotkaniu z Odense.

Ivica Iliev był jednym z najlepszych piłkarzy tego meczu. - Dziś dziennikarze pytają mnie, czy będziemy dalej w europejskich pucharach, czy się przełamaliśmy. Nie rozumiem takiej zmiany - dziwił się. - Przecież w całym sezonie nie graliśmy źle. Wygraliśmy kilka ważnych spotkań, z mistrzami Łotwy czy Bułgarii, ale też pierwszy mecz z Apoelem, graliśmy dobrze z Lechem w lidze. Myślę, że mamy dobry start sezonu. Tak naprawdę zagraliśmy jeden fatalny mecz u siebie - z Odense, i jeszcze jeden słabszy. I na podstawie tego meczu ktoś mówi, że gramy słabo. Dziś graliśmy naprawdę dobre spotkanie. Czy czerwona kartka coś zmieniła? Przecież do momentu gdy ją dostaliśmy, przez pierwsze trzydzieści minut, mieliśmy cztery, a może nawet pięć bardzo dobrych okazji - stwierdził Serb.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje