Kobe Bryant wygrał z czasem

Trzy dni temu w meczu z Boston Celtics Kobe Bryant przegrał z czasem, zdobywając dwa punkty ułamki sekundy po końcowej syrenie i koszykarze Los Angeles Lakers schodzili z parkietu pokonani.

Dzisiejszej nocy Bryant wygrał z czasem i oddał celny rzut w ostatniej sekundzie, dając zwycięstwo obrońcom mistrzowskiego tytułu nad Charlotte Hornets 96:94. Po końcowej syrenie Kobe wzniósł rękę w geście triumfu.

Reklama

- To wspaniałe uczucie, kiedy zdobywasz decydujący o zwycięstwie punkt w ostatniej sekundzie - powiedział Bryant, który w całym meczu zdobył 21 punktów. - To uczucie odebrano mi w meczu z Boston Celtics, ale powróciło ono dziś wieczorem.

- To jest właśnie piękno NBA. W jednym meczu przegrywasz spotkanie w ostatniej sekundzie, aby w kolejnym wygrać w dokładnie ten sam sposób - podsumował coach Phil Jackson.

Ponad 23 000 kibiców przybyło do hali Charlotte Coliseum, aby zobaczyć w akcji dwóch supergwiazdorów, Shaquille'a O'Neal'a i Kobe Bryanta. Shaq pokazał, że po kontuzji nie ma już nawet śladu i rzucił rywalom 31 punktów. Najskuteczniej w drużynie z Charlotte zagrał Baron Davis, który zdobył 37 punktów.

Wiele radości dają ostatnio swoim kibicom gracze Detroit Pistons. Tym razem pokonali oni Toronto Raptors 80:72 ustanawiając nowy rekord wyjazdowych wygranych. Podopieczni Ricka Carlise'a siódmy raz z rzędu wygrali w obcej hali. - Nie myśleliśmy przed meczem o tym rekordzie. Bardziej myślał o tym trener niż my. Naszym zadaniem jest wyjść na parkiet i grać dobrą koszykówkę - powiedział po spotkaniu Clifford Robinson, który zdobył 21 punktów.

Raptors grali bez Vince'a Cartera, a jego nieobecność pokazuje, ile znaczy on dla tej drużyny.

Kluczem do wygranej była znakomita gra Pistons w defensywie. Agresywna obrona spowodowała aż 21 strat graczy z Toronto, z czego ekipa z Detroit zdobyła 20 punktów. Do tego Pistons 9 razy zablokowali rzuty rywali z czego aż 5 bloków było autorstwa Bena Wallace'a.

Drugie zwycięstwo z rzędu odnieśli gracz Chicago Bulls. W swoim drugim występie w nowej drużynie Jalen Rose zdobył 22 punkty z czego 13 w ostaniej kwarcie i Byki wygrały z Phoenix Suns 91:83.

- Jestem zadowolony z nowych możliwości oraz z udanego startu w nowej drużynie - powiedział po meczu Rose. - Powiedziałem sobie, że zrobię wszystko dobrze co do mnie należy i na razie mi się to udaje. To naprawdę wielka okazja dla mnie oraz dla moich kolegów z drużyny, aby nie tylko szło nam lepiej, ale aby nauczyć się jak wygrywać mecze.

O punkt mniej niż Rose zdobył rezerwowy Marcus Fizer, a rookie Tyson Chandler zaaplikował Suns 16 oczek. Widać przyjście Rose'a dobrze podziałało na graczy z Chicago.

New Jersey Nets pokonali u siebie New York Knicks 115:93, a grający pierwszy rok w lidze Richard Jefferson (Nets) odnotował najwyższą zdobycz punktową w karierze - 22. Jego partner z zespołu

Jason Kidd - uczestnik meczu All Star - zdobył 17 pkt i zapisał na swoim koncie 11 asyst i siedem zbiórek.

W ekipie nowojorczyków Latrell Sprewell zakończył spotkanie z dorobkiem 30 punktów, ale kolejny najskuteczniejszy strzelec Knicks - Othella Harrington zdobył ich tylko 10.

Zobacz wyniki meczów z 22 lutego

Dowiedz się więcej na temat: wygraj | Boston | boston celtics | Kobe Bryant

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje