LŚ: Polacy bez medalu, rewanż Amerykanów!

Polscy siatkarze zajęli 4. miejsce w Lidze światowej 2007. W meczu o brązowym medal biało-czerwoni nie sprostali reprezentacji USA przegrywając 1:3.

Porażka z Brazylią w półfinale katowickiego turnieju okazała się brzemienna w skutkach. Wicemistrzowie świata nie potrafili się podnieść po tym niepowodzeniu. Polacy nie wykorzystali szansy na zajęcie najlepszego miejsca w historii występów w tych prestiżowych rozgrywkach. Biało-czerwoni powtórzyli wyczyn z Belgradu sprzed dwóch lat, kiedy to również zajęli 4.miejsce.

Reklama

Polacy w Katowicach już wcześniej zmierzyli się z USA i wygrali 3:0. Ten wynik sugerował, że zdecydowanym faworytem batalii o 3. miejsce w LŚ 2007 byli Polacy.

Raul Lozano wiedział, że przegrany mecz z Brazylią nie pozostał bez śladu i przeciwko USA postanowił dokonać dwóch zmian w żelaznej "szóstce". Za Sebastiana Świderskiego w podstawowym składzie wyszedł Piotr Gruszka, a Łukasza Kadziewicza zastąpił Wojciech Grzyb.

Pierwszy punkt Polacy zdobyli po wyraźnym błędzie Amerykanów. Gabriel Gardner posłał piłkę daleko w aut. Chwilę później już sami gospodarze wzięli się za zdobywanie punktów. Mariusz Wlazły wykorzystał kontratak, a Wojciech Grzyb popisał się skutecznym blokiem. Nasz zespół osiągnął trzypunktową przewagę (4:1).

Nie trwała ona jednak długo. Podopieczni Hugh McCutcheona szybko ?doszli? biało-czerwonych, a nawet wyszli na prowadzenie (6:5). Polscy siatkarze mieli ogromne kłopoty z zatrzymaniem zwłaszcza Williama Priddy'ego. Pierwsza przerwa techniczna odbyła się przy prowadzeniu reprezentacji USA 8:7.

Zagrania Daniela Plińskiego (dwa skuteczne ataki z "krótkiej" i punktowa zagrywka) sprawiły, że wicemistrzowie świata prowadzili 11:10. Dobra gra biało-czerwonych nie trwała długo. Proste błędy w naszych szeregach (kłopoty z przyjęciem zagrywki rywali) bezlitośnie wykorzystywali Amerykanie. Kiedy na tablicy wyników było 14:11 Lozano poprosił o drugą przerwę.

Niewiele to pomogło. Priddy siał spustoszenie po naszej stronie siatki potężną zagrywką (113 km/h). Przewaga gości urosła do czterech "oczek" (18:14).

Z każdą chwilą zwycięstwo w inauguracyjnej partii wymykało się z rąk naszym zawodnikom. Przyjęcie zagrywki ? ten element siatkarskiego rzemiosła wyglądał najgorzej w polskim zespole. Polacy nie byli w stanie dograć piłki dokładnie do Pawła Zagumnego lub nie przyjmowali zagrywki Amerykanów wcale (skrót Ryana Millara wpadł w środek boiska). Pierwszą piłkę setową reprezentacja USA miała przy stanie 24:19. Amerykanie za pierwszym razem wykorzystali okazję na zakończenie tej odsłony.

Początek drugiej partii do złudzenia przypominał wydarzenia z poprzedniego seta. Polacy rozpoczęli od prowadzenia 3:1 (kontra Wlazłego). Szybko jednak z przewaga została roztrwoniona. (6:6 po nieporozumieniu pomiędzy Zagumnym a Grzybem). Na pierwszą przerwę techniczną to jednak biało-czerwoni schodzili z jednopunktową przewagą.

Po powrocie na boisko trwała zażarta walka punkt za punkt. W tym fragmencie spotkania szczególnie utkwiła akcja Winiarskiego, który zaprezentował niemałe piłkarskie umiejętności. Popularny "Winiar" podbił piłkę nogą daleko poza boiskiem, a Piotr Gacek przebił ją na stronę Amerykanów. Niestety, nie udało się po tej ofiarnej interwencji zdobyć punktu. Polski blok nie zatrzymał ataku Gardnera.

Im bliżej końca seta, tym lepiej radzili sobie przeciwnicy. Najpierw Amerykanie "odskoczyli" na dwa punkty (błąd Plińskiego przy stanie 17:18), a chwilę później Polacy mieli już do odrobienia trzy "oczka". Lozano ratował sytuację zmianami (na boisku pojawili się Świderski i Kadziewicz), ale roszady nie przyniosły spodziewanego skutku. Mazurek Dąbrowskiego odśpiewany przez ponad 10 tysięcy kibiców w Spodku też nie zmienił obrazu gry.

Amerykanie prezentowali się za to solidnie i pewnie zmierzali do zakończenia partii. Pierwszą piłkę setową rywale mieli po ataku Gardnera z drugiej linii. Polacy setbola obronili i wówczas na zagrywkę poszedł Kadziewicz. Środkowy naszej reprezentacji zaryzykował. Posłał mocny serwis na stronę Amerykanów, ale minimalnie przestrzelił.

Lozano wrócił w trzecim secie do ustawienia do jakiego przyzwyczaił w Katowicach. A więc ze Świderskim i Kadziewiczem. Po początkowych niepowodzeniach (Kadziewicz zatrzymany pojedynczym blokiem), w miarę upływu czasu gra naszego zespołu zaczęła się zazębiać.

Pierwsza przerwa techniczna przy prowadzeniu Polaków 8:7.

Wydarzenia na parkiecie zaczęły przybierać korzystny obrót. Biało-czerwoni poprawili przyjęcie, coraz lepiej funkcjonował blok, a punkty z kontrataków zdobywali Wlazły i Winiarski. Polacy prowadzili 10:8, 13:11, 16:13.

Trener USA posłał na parkiet dysponującego potężną zagrywką Claytona Stanleya. Atakujący swoje zrobił (serwisu Stanleya nie przyjął Gacek), ale za chwilę punkt "oddał" nam Priddy (atak w aut).

Najważniejsze, że bez pomocy rywali nasi gracze zdobywali punkty. Skutecznością imponował zwłaszcza Wlazły, którego nie zraził nawet pojedynczy blok Priddy'ego. Niesieni wspaniałym dopingiem kibiców gospodarze osiągnęli pięć punktów przewagi 21:16. Wydawało się, że wystarczy to do spokojnego wygrania seta. Jednak Amerykanie potwierdzili, że nie przez przypadek zakwalifikowali się do katowickiego turnieju. Odrobili część strat (20:22) i zapowiadała się emocjonująca końcówka.

Na szczęście Polacy nie pozwolili zbliżyć się rywalom. Trzeciego seta zakończył ten na którym głównie spoczywał ciężar zdobywania punktów - Mariusz Wlazły.

Srebrni medaliści MŚ w Japonii nie poszli za ciosem. Czwarta odsłona rozpoczęła się od wysokiego prowadzenia ekipy zza oceanu (6:2). Wszystko zaczęło się od skutecznego bloku Priddy'ego, a chwilę później Kadziewicz posłał piłkę w aut. W polskim zespole brakowało zawodnika, który kończyłby ataki z trudnych piłek. Amerykanie znakomicie bronili i wyprowadzali zabójcze kontry. Trybuny skandowały "Grzegorz Szymański, Grzegorz Szymański!". Lozano spełnił prośby fanów przy prowadzeniu USA 9:3.

Wejście Szymańskiego niestety nie pomogło. Amerykanie poczynali sobie coraz lepiej i systematycznie zwiększali przewagę. Polacy sprawiali wrażenie pogodzonych z porażką. Pierwszą piłkę meczową Amerykanie mieli po ataku Gardnera, który "obił" polski, potrójny blok. Za chwilę Kadziewicz zepsuł zagrywkę i tak zakończył się ten mecz. Zasłużenie wygrany przez Amerykanów.

Polska - USA 1:3 (19:25, 21:25, 25:22, 19:25)

Polska: Zagumny, Winiarski, Pliński, Gruszka, Grzyb, Wlazły, Gacek (libero) oraz Bąkiewicz, Kadziewicz, Świderski, Żygadło

USA: Hansen, Priddy, Lee, Millar, Salmon, Gardner, Lambourne (libero) oraz Stanley, Hoff.

Robert Kopeć; Katowice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje