Najcięższy mecz Barcelona ma za sobą

Kontuzjowany na rozgrzewce Zlatan Ibrahimović nie zagra z Arsenalem, ale bez Szweda Barca wygrała z Athletic Bilbao aż 4-1 po dwóch golach zastępującego go Bojana Krkicia.

Najcięższy mecz Barcelona ma już za sobą. Przynajmniej według słów ojca jej trenera. Jeszcze przed wyprawą do Londynu na mecz z Arsenalem w ćwierćfinale Champions League, Guardiola senior ogłosił, że mniej obawia się Anglików i Realu Madryt (za tydzień Gran Derbi) niż wizyty na Camp Nou Basków z Bilbao. Uzasadniał to w ten sposób, że tytuły zdobywa się i traci w teoretycznie łatwych meczach.

Reklama

Jeszcze bardziej kontrowersyjna była wypowiedź jego syna. Pep Guardiola powiedział, że pojedynek z Realem na Santiago Bernabeu jest najmniej ważny w sezonie. Trener Barcy zaprzeczył sobie jednak nie wystawiając na Basków Xaviego (wszedł w drugiej połowie) i Pedro. Alves nie grał za kartki, Iniesta jest kontuzjowany, Ibrahimović doznał urazu na rozgrzewce. W tej sytuacji grę prowadził Busquets, Maxwell wystąpił jako lewy pomocnik, bo po dwóch miesiącach do obrony wrócił Eric Abidal (i miał dwie asysty). W podstawowym składzie zagrał nawet Dmytro Czyhryński, ale on akurat znów zaliczył słaby występ (zawalił gola). Ukrainiec, który kosztował 25 mln euro wygląda na obrońcę zbyt wolnego nie tylko na Barcelonę, ale w ogóle na Primera Division.

W pojedynku z walczącym o miejsce w Champions League rywalem, Barca zagrała jednak w swoim stylu i na swoim poziomie. Wygląda na to, że nikt w drużynie Guardioli nie jest niezastąpiony: ani Messi, ani Xavi, ani Iniesta. Po prostu mechanizm funkcjonuje po swojemu, bez względu na to, kto zakłada koszulki w kolorze blaugrana. W 26. min Jeffren zdobył debiutanckiego gola, potem Bojan dwa, czwartego Messi (dogonił Rooneya w wyścigu po Złoty But), a na boisku pojawił się jeszcze jeden wychowanek Jonathan dos Santos.

Barca zaliczyła zaskakująco łatwe zwycięstwo nad Baskami, takie w stylu z ubiegłego sezonu, kiedy rywali miażdżyła. Drużyna Guardioli wyraźnie wychodzi z kryzysu z początku roku, ale w odróżnieniu od tego, co uważa trener i jego ojciec, dopiero dwa nadchodzące pojedynki z Arsenalem i Realem będą dla niej miarodajne. Żeby jednak zrozumieć napięcie, w jakim swoje tezy stawia Guardiola, wystarczy kilka cytatów z drugiej strony barykady.

Po świetnym meczu Barcy w Londynie z Arsenalem pytani o formę wielkiego rywala gracze Realu odpowiadali, że w ogóle nie oglądają Champions League. I stwierdził to Cristiano Ronaldo, wciąż najskuteczniejszy piłkarz rozgrywek, w których nie ma już Realu. Po klęsce z Lyonem w 1/8 finału Portugalczyk szybko wyparł z pamięci, że triumf w Lidze Mistrzów dwa lata temu przyniósł mu Złotą Piłkę. Bez skrępowania wsparł go jeszcze Brazylijczyk Marcelo. "Liga Mistrzów? Nudy, nawet nie oglądam" - stwierdził wzruszając ramionami. Czy to nie jest wystarczający dowód, że my wszyscy zbyt wielką wagę przywiązujemy do słów piłkarzy? W końcu bywają oni geniuszami w zupełnie innej dziedzinie.

Real gra w niedzielę w Santander, a potem w Madrycie zacznie się histeryczne odliczanie godzin do Gran Derbi. Nie wiadomo, czy wystąpią w nim kontuzjowani wczoraj Ibrahimovic i Pique. Barcelonę czeka jeszcze we wtorek przystanek Arsenal, bo gracze Guardioli Ligę Mistrzów nie tylko oglądają, ale nawet chcą pojawić się na Santiago Bernabeu, jako półfinaliści. A 22 maja wrócić tam na finał. Być może rzuci na niego okiem sam Cristiano Ronaldo?

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje