NFL: Ekskluzywny wywiad z Sebastianem Janikowskim

Z polskich sportowców w Stanach Zjednoczonych zdecydowanie najbardziej udany rok ma Sebastian Janikowski.

Kicker futbolowej drużyny Oakland Raiders wystąpi w najbliższą niedzielę w Superbowl - wielkim finale ligi NFL.

Reklama

Spotykamy się w siedzibie Raiders, Sebastian wychodzi z klubu niosąc w pojemnikach jedzenie na wynos

- Nie miałem czasu jeść tam, bo wiedziałem, że czekasz. Jedziemy do domu, tam wrzucę coś na ząb i jedziemy na golfa - zarządził Sebastian.

W domu u Sebastiana przekonuje się, że Raiders, oprócz znakomitych futbolistów maja tez świetnych kucharzy. Nic wiec dziwnego, że futboliści tak "dobrze wyglądają". Żeberka spałaszowaliśmy razem.

Szybko przerzucamy mój sprzęt golfowy do Mercedesa "pięćsetki" i Sebastian mknie na pole golfowe. Przez "pierwszych kilka dołków" gracz wypytuje co tam nowego w polskim sporcie. Gawędzimy trochę o piłce, Sebastian wspomina Piotra Włodarczyka - "Włodar" miał nosa, zawsze był tam gdzie spadała piłka i strzelał dużo goli.

- Powiedz jakie wrażenie odniosłeś oglądając Mundial. Na Tobie, młodym milionerze, widok chłopaków, często rówieśników, w biało-czerwonych koszulkach musiał zrobić wrażenie. Jakie to uczucie, przecież Ty tez przy innym zbiegu okoliczności mogłeś być miedzy nimi, grałeś w reprezentacji Polski Under-17.

- Każdemu Polakowi, gdziekolwiek by nie był, gdy ogląda biało-czerwonych robi się cieplej na sercu, tak samo było ze mną. Śledziłem Mundial pod kątem Polaków. Bardzo podobali mi się w meczu z USA, ale zagrali dobrze tylko jeden mecz. Po pierwszych meczach Polaków, moi koledzy Amerykanie podśmiewali się ze mnie. Cieszę się, że pokonali Stany bo wreszcie mogłem im krzyknąć "yeahh". Moje zdanie jest takie, że nasi pojechali do Korei na wycieczkę i zabawę, a nie robić business. Nie ulega wątpliwości - pokazaliśmy światu, że umiemy grać w piłkę, szkoda ze tylko w jednym meczu.

- Czy marzysz jeszcze o tym żeby zagrać w piłkarskiej reprezentacji Polski, masz dopiero 24 lata?

- Może kiedyś w przyszłości, jednak musiałbym jeszcze dużo poćwiczyć z piłkarzami, bo na co dzień kopie nieco inna piłkę, jajowatą, i bramkę mam zawieszoną wysoko.

- Nic straconego. Twój sezon kończy się w styczniu i przez 6 miesięcy możesz być piłkarzem, z takim strzałem mógłbyś pobić słynnego Ronalda Koemana?

- Podpuszczasz mnie, ale przyznam ze chciałbym kiedyś sprawdzić się jako piłkarz. Wiesz, nie wiadomo czy bym się załapał do jakiejś drużyny. To nie jest moja decyzja, ale na pewno chciałbym spróbować.

- W poprzednim sezonie grałeś w piłkę nożną halową, opowiedz o tym

- Rekreacyjnie graliśmy w hali po sześciu w drużynie. Na normalnym boisku w ostatnich latach tylko raz grałem. Najlepiej się czuję w przodzie czyli atak albo lewa strona pomocy. Moja lewa noga dużo może zrobić. Strzelałem już bramki z ponad trzydziestu czy może nawet z czterdziestu metrów. O uderzenie więc się nie boję, gorzej z resztą.

- W Polsce miałeś jakieś ulubione drużyny piłkarskie?

- Kibicowałem Górnikowi Wałbrzych, mimo tego że byli słabi. Kibicowałem także drużynom gdzie grał mój ojciec, a więc Stali Mielec czy Cracovii. Mnie jako piłkarza zawsze rajcowała Legia Warszawa. Gdy grałem w Polsce w piłkę, to moim celem było dostanie się do Legii, ale jak widać to mi się nie udało. Raiders to też legendarny klub, mający kibiców w całej Ameryce. Pewnie mamy jeszcze więcej fanów niż Legia.

- Nie ciągnie Cię do piłki nożnej, gdy oglądasz mecz piłkarski?

- Naprawdę bardzo lubię to co robię. Gra w NFL to w USA wielka rzecz i prestiż. Mam sentyment do soccera i dla zabawy kiedyś na pewno pogram.

- To juz Twój trzeci sezon w NFL, a w zasadzie jego finisz. Po wygraniu pierwszych czterech meczów, przegraliście cztery, a potem znów zaczęliście wygrywać. Skąd taka metamorfoza?

- Pierwsze cztery mecze wygraliśmy bo graliśmy wszyscy razem jako zespół. Po tych zwycięstwach niektórzy myśleli, że tak będzie zawsze i zaczęli grać na swoją nutę. Okazało się, że futbol to gra zespołowa i grając indywidualnie każdy dla siebie niewiele można zdziałać. Po czterech porażkach jednak się pozbieraliśmy. Lecieliśmy z nożem na gardle na mecz do Denver i mało kto dawał nam jakieś szanse. Ten mecz był w "Monday Night Football". Oglądało nas bardzo dużo ludzi. Zagraliśmy jako drużyna i wygraliśmy. To było przełomem, wszyscy znów uwierzyliśmy, że możemy wygrywać ze wszystkimi.

- Jedną z tych porażek można zapisać na Twoje konto. W meczu z San Diego Chargers to Ty spudłowałeś 2 razy i polegliście w dogrywce.

- Nie wyszło mi dwa razy, to fakt. Jednak ofensywnie nie zdobywaliśmy punktów, a defensywa nie upilnowała przeciwników za każdym razem. Nie można wszystkiego zrzucać na Janikowskiego, w końcu jestem tylko człowiekiem. W ekipie jest 53 zawodników i nie tylko ja jestem od zdobywania punktów. Robię co mogę.

- Ewentualna porażka w Denver mogła bardzo skomplikować wam sytuacje, powiedz jak trenerzy motywowali Was na mecz z Broncos?

- Przed meczem czuło się jednak, że jesteśmy razem. Atmosfera była bardzo bojowa. W szatni rozmowy wszystkich były bardzo pozytywne i nikt nie tracił wiary w sukces. Wszyscy poklepywali się po plecach, mówiąc "będzie dobrze". Uciszyliśmy pełen stadion kibiców w Denver, bo wszyscy zagraliśmy bardzo dobrze.

- W tym meczu, chyba po raz pierwszy, zamiast strzelać za dodatkowy punkt złapałeś piłkę w ręce i próbowałeś szarżować z nią do linii końcowej, by zdobyć dwa punkty. Opowiedz nam jak to się stało.

- Snap, czyli rzucenie piłki od zaczynającego nie było czyste. Shane Lechler jej nie złapał i wiedziałem, że rywale mogą zdążyć zablokować, albo nawet przejąć piłkę. Zamiast strzelać złapałem piłkę i próbowałem dojść do linii końcowej, ale wypchnęli mnie na out. Trochę źle pobiegłem oraz źle obliczyłem kąt i mnie złapali. To pierwszy raz zdarzyło mi się w NFL właśnie w Denver, ale nie w karierze. Kiedyś chyba z 5 lat temu w jednym z moich pierwszych meczy w high-school, po snapie piłka odbiła się i holder (ustawiacz) mi jej nie miał szans ustawić. Ja złapałem piłkę i pobiegłem w tą sama stronę co w Denver i zdobyłem 2 punkty.

- Zachowałeś się jak rutyniarz. Co trenerzy mówili Ci po tej zaskakującej akcji?

- Śmiali się i nabijali. Rzadko ogląda się kopacza szarżującego z piłką do linii końcowej. Takie sytuacje nigdy nie są planowane i trzeba się czasem wykazać przytomnością. To ważne, żeby pod presja nie zrobić jakiejś głupoty

- W tym sezonie masz najwięcej touchbackow w całej NFL. Twoja średnia długość wykopu to prawie 67 jardów, to też czołówka ligi, a przecież na zamówienie trenerów czasami musisz celowo kopać krócej, aby wypełniać założenia taktyczne, a to zaniża Ci tą średnią. Śmiało można więc powiedzieć, że dysponujesz najmocniejszym wykopem w NFL. Jednym zdaniem masz super kopa z tej swojej lewej nogi, jednak aby górować w statystykach NFL potrzebowałeś tych pierwszych dwóch sezonów. W tym trzecim swoim sezonie co zmieniłeś, że jest tak dobrze?

- Na pewno doświadczenia z pierwszych dwóch sezonów procentują. Mam więcej luzu, jestem pewniejszy siebie, a co za tym idzie nie czuję już takiej presji. Wiem, że mogę i dążę do tego, aby być najlepszym. Więcej ćwiczę w siłowni, mam specjalne ćwiczenia na nogi, aby utrzymać je w sprawności przez cały sezon. Nie mogę zajechać mojej lewej nogi, dlatego rzadziej kopię na treningach. Tak na ostro to tylko dwa razy w tygodniu, żeby na meczach być świeżym. Reszta to siłownia, ćwiczenia rozciągające no i staram się dbać o sylwetkę. Myślę też, że nauczyłem się gospodarować siłami. Sezon jest długi, razem ze sparingami i playoffami gramy w sezonie 20-22 mecze więc ważne jest umiejętne rozłożenie sił, aby być w formie cały sezon. W pierwszych dwóch sezonach różnie z tym bywało. Teraz ćwiczenia na nogi sprawiają, że nogi są silniejsze, a, że na treningach mniej kopię, jestem świeższy i piłka odchodzi od nogi idealnie.

- Ile teraz wykonujesz w tygodniu na treningach takich kopnięć i z jakich odległości?

- Odległości wyznacza trener. Są różne, ale często trafiam z dystansu 56-60 jardów. Nie liczę nigdy, ale w ciągu treningu oddaje kilkadziesiąt strzałów. Kiedyś na treningu z wiatrem strzeliłem nawet fieldgoala z 83 jardów. To mój treningowy rekord. Z takiej odległości bramka naprawdę wydaje się taka malutka.

- Tak trenujesz strzały na fieldgoal, a jak ćwiczysz wykopy?

- Jako kopacz jestem w "Special team" czyli nazwijmy to "oddział specjalny" i mamy swój trening, z którym trenujemy kick-off return czy punt-return. Czyli inaczej mówiąc trenujemy zachowania zespołu przy moich wykopach i puntach lub wykopach Lechlera, który wykopuje z powietrza. Z fieldgoal jest tak samo: wszyscy przerywają trening, na placu zostaje moja formacja i ja strzelam.

- Wszystko jest fajnie jak trafiasz, ale na przykład w tym roku w meczu w San Diego spudłowałeś dwa razy i przegraliście mecz. Czy po takim meczu dostajesz jakieś reprymendy, masz rozmowy z trenerami?

- Nie, nic takiego nie miało miejsca. Nie trafiłem dwa razy, ale to się zdarza. Najbardziej przeżywają to kibice. Oni wiedzą, że Janikowski jest od trafiania. Jak się pomylę to robią najwięcej szumu. W klubie natomiast już mnie znają. Wiedzą, że przeżywam to sam oraz widzą jak się staram. W następnym meczu kopałem i znów byłem perfekcyjny. Nie zawsze wszystko idzie tak jak byśmy chcieli.

- Jak radzisz sobie ze stresem po takich nieudanych meczach? Presja wyniku w Oakland zawsze jest wielka. Ty, gdy nie trafiasz uznawany jesteś automatycznie za winowajcę. Prasa też Cię, nie oszczędza po pudłach. Natomiast musisz przyznać, że po Twoich udanych meczach media nie szczędzą Ci komplementów. Ostatnio jednak po tym, jak nie trafiłeś, po męsku stawiłeś czoła odpowiedzialności i byłeś do dyspozycji mediów.

- Rozmawiam z prasą, tego też trzeba się nauczyć. Swoje mediom trzeba oddać, są przecież siłą napędową NFL.

- Dzisiaj miałem przyjemność zagrać z Tobą w golfa. Idzie Ci znakomicie. Masz wszechstronny talent do sportu, nie tylko umiesz mocno kopać, ale piłkę golfową posyłasz czasem na trzysta jardów i to tam gdzie chcesz. Jakie jeszcze sporty uprawiasz?

- Golf jest taką moją pasją. Gram dużo i idzie mi coraz lepiej jak widziałeś dzisiaj. Za to Ty musisz trochę potrenować - śmieje się Sebastian. - Do zawodostwa w golfie jeszcze mi daleko. Gram też w siatkówkę, koszykówkę, tenisa. W kosza gram głównie między sezonami, gdy chodzę na Florydzie na siłownię i chłopaki grają zawsze się pcham na parkiet. Takie rzeczy jednak tylko po sezonie. Wiesz co by się działo, jakby Janikowski przed meczem Raiders np. skręcił nogę grając w koszykówkę...?

- Co robisz między sezonami. Masz prawie pół roku przerwy?

- Nie mam planów. Może zostanę tu w Kalifornii, ale na pewno nie cały czas. Polecę na pewno odpocząć na Hawaje, "popukać" w golfa. Później pojeżdżę też po innych miastach.

- To Twój trzeci sezon w Oakland Raiders i przedostatni rok kontraktu za 6 milionów dolarów. Czy słychać już glosy o przedłużeniu, czy władze klubu czekają na ostatni sezon?

- To wszystko jeszcze zależy od tego jak będę grał. O moim zatrudnieniu w Raiders to jednak nie ja decyduję. Ja jak najbardziej chciałbym zostać w Oakland. Na pewno zrobię wszystko, aby tu zostać. Grać dla Raiders to w NFL wielka sztuka, a także przyjemność. Na dzień dzisiejszy nie wiem gdzie będę grał za półtorej roku i o tym nie myśle, dobrze mi tu.

- Czy przedłużenie kontraktu będzie negocjował Twój agent Paul Healy który wprowadził Cię do NFL?

- Na razie wygląda na to, że to on będzie mnie reprezentował. Jednak teraz jeszcze za wcześnie, aby coś mówić. Jeszcze mój trzeci sezon się nie skończył, ale z gry w Oakland jestem bardzo zadowolony. To wielki klub z tradycjami no i zagramy o Superbowl. Gdy przyszedłem do Raiders dwa razy graliśmy w playoffach i za każdym razem odpadliśmy z późniejszym zwycięzcą. Do trzech razy sztuka i liczę, że w tym roku to my wreszcie wygramy ligę.

- Czy inne drużyny już nie zabiegają o względy Janikowskiego, aby podebrać go z Oakland?

- Nawet jak zabiegają, to ja nic o tym nie wiem. Zainteresowani kontaktują się z agentem. Z takiego klubu jak Oakland samemu się raczej nie odchodzi.

- Oprócz golfa, co jeszcze robisz z wolnym czasem, bo przecież masz go sporo?

- Staram się dobrze jeść, ale przede wszystkim zdrowo. Często jeżdżę do coraz to innych restauracji i testuję różne rodzaje potraw. Dogadzam sobie w restauracjach, jednak uważam z wieczorowymi wyjściami, bo o ósmej rano muszę się zameldować na treningu.

- To jak na zawodowego sportowca nie pośpisz sobie w tygodniu, już o ósmej masz być w klubie?

- Tak, to normalka. Codziennie o ósmej mamy spotkanie. Wstaje jednak już o siódmej, bo za spóźnienia są kary, a poza tym jestem zawodowcem, płacą mi dobrze więc muszę być na czas i do dyspozycji Raiders.

- To ile godzin spędzasz w klubie od rana?

- Czasem nawet od 8 rano do w 15.30 trwają zajęcia. Zależy co jest w planie i jakie są treningi. W sobotę jest najkrócej, bo mamy tylko rozruch. We wtorki mamy dzień wolny, bo taki jest przepis, że jeden dzień wolny w tygodniu musimy mieć.

- Zarabiasz oprócz "bonusa" milion dolarów rocznie. To ile płacisz za ewentualne spóźnienie jak zaśpisz?

- Są kary, ale nie mogę Ci powiedzieć. To sprawy wewnątrz klubowe, nie dla mediów. Kary za spóźnienia są duże i to czy np. do autobusu, czy na trening, nikt nie ma taryfy ulgowej. Dostajesz tylko wiadomość, że się spóźniłeś i automatycznie kara jest pobierana z Twojego czeku. Spóźniać się naprawdę nie opłaca.

- Zdarzyło Ci się zaspać?

- Czasami tak, oczywiście! Jestem normalnym człowiekiem też przecież może mi się zdarzyć. Bolało i kosztowało...

- Rich Gannon, Tim Brown, Jerry Rice, Bill Romanowski są wiekowi. Raiders to drużyna weteranów. Jak sobie radzisz między tymi wyjadaczami? Żyjesz z którymś z tych gwiazdorów w przyjacielskich stosunkach?

- Ze wszystkimi dobrze żyję. Lubię wszystkich Raiders, nie mam jakiegoś faworyta.

- Karierę przed tym sezonem zakończył Steve Wisniewski, ale znów masz w drużynie kumpla z polskim nazwiskiem. Z Denver przyszedł Bill Romanowski - rozmawialiście po polsku?

- Nie po polsku, ale często rozmawiamy. Bill jest fajny. Często śmiejemy się mówiąc do siebie głośno "Hej Ty Polak!" Mamy czasem ubaw, jak się ktoś nas z boku zapyta co to znaczy "Polak". Po polsku jednak Bill nie mówi.

- Powiedz jak to jest z przelotami, bo w sezonie latacie po całej Ameryce. Nie zakłóca to cyklu treningowego, kiedy wylatujecie na niedzielny mecz?

- To zależy gdzie. Do Denver jest tylko dwie godziny lotu, to na poniedziałkowy mecz polecieliśmy w niedzielę. Do Miami, gdzie jest różnica czasu 3 godziny, na niedzielny mecz lecimy już w piątek rano. Tam mamy wtedy zajęcia, spotkanie, a w sobotę spacer po boisku. Później jakieś 6 godzin dla siebie, a wieczorem znowu "mityng", no i w niedzielę mecz.

- A jak gracie w Oakland?

- Na stadion przyjeżdżamy 4 godziny przed meczem. Po meczu mamy obiad w siedzibie Raiders, ale nie jest on obowiązkowy. Ja byłem w tym roku chyba ze trzy razy. Przeważnie jadę prosto do domu się zrelaksować i rozładować napięcie. Oglądam następne mecze w TV. NFL jest pasjonująca.

- Jak często oglądasz powtórki swoich strzałów czy wykopów?

- Bardzo dużo, to standard w NFL. Nazajutrz po każdym meczu, mamy o ósmej rano "mityng" i oglądamy wszystkie zagrania oraz je analizujemy. Bardzo dużo czasu spędzam więc oglądając powtórki, a szczególnie błędów. Zespołowo staramy się analizować nieudane zagrania. Nie oglądam za wiele taśm z zagraniami defensywy czy ofensywy, natomiast wnikliwie analizuję naszą formację czyli "special teams".

- Czy członkowie "Special team" grają też w innych formacjach np. obronie lub ataku?

- Ci najbardziej uniewersalni wychodzą na boisko ze mną. Każdy ma swoje zadania w zależności od sytuacji na boisku.

- Trener, który Cię ściągnął do Oakland Jon Gruden, jest teraz coachem w Tampa Bay. Ty masz tam nieruchomości, mieszkają też w tamtych okolicach rodzice - rozmawiałeś z Grudenem o przejściu do Tampy?

- Od czasu jak odszedł z Oakland rozmawialiśmy raz i była to rozmowa "jak się czujesz, co słychać" itd., ale nie o przejściu do jego drużyny.

- Nie myślałeś o przejściu do Tampy? Byłbyś bliżej rodziców...

- Ha, ha - śmieje się Sebastian - ja tego nie powiedziałem, żebym nie chciał, czy że nie myślałem. To jednak nie ode mnie zależy. Jestem zawodowcem i będę grał tam, gdzie będę miał kontrakt.

- Gdzie masz więcej kibiców na Florydzie gdzie zasłynąłeś w drużynie Uniwersyteckiej czy w Oakland?

- Nie odpowiem na to pytanie. Fanów nie sposób policzyć. Będę grał tam, gdzie mnie będą chcieli.

- Czy i kiedy odwiedzisz Polskę?

- Nie wiem, nie myślałem o tym kiedy, ale na pewno kiedyś polecę. Na razie jednak rodziców mam tutaj, to po co tam pojadę?

- Jak młody milioner radzi sobie z dziewczynami. Cały czas kręcą się koło Ciebie piękności. Żadna Cię jeszcze nie porwała?

- Ha, ha - Na stałe nikogo nie mam, nie chodzę z nikim. Na siłę nie muszę nikogo poznawać żeby tylko z kimś być. Jak poznam kogoś to fajnie, nie to też OK. Nie mam kłopotu z kobietami, ale czekam jednak na tę jedyną. Teraz jednak koncentruję się na futbolu. Siedzę w domu, a do towarzystwa kupiłem sobie psa, owczarka Niemieckiego, wabi sie "Gunner"

- Jednak co jakiś czas pokazujesz się z pięknościami ?

- Znam dużo dziewczyn, ale to nic poważnego. Miałem dziewczynę ostatnio na Florydzie, ale zawsze coś nie tak. Ja tu, ona tam i rozpłynęło się. Najlepiej poznałbym dziewczynę, która nie wie kim jestem, co robię i ile zarabiam, choć nieskromnie powiem, że to coraz trudniejsze - uśmiecha się Sebastian. - Chcę żeby mnie zaakceptowała jako Sebastiana, a nie kickera Oakland Raiders.

- Udzielasz się też charytatywnie. Za każdego fieldgoala i udany wykop przeznaczasz spore pieniądze na fundacje?

- Tak, to część życia zawodowego sportowca w Stanach. Przekazuję kwoty na dzieci i różnego rodzaju fundacje. To już w Raiders tradycja i nie tylko ja to robię, ale cała drużyna. Na "Thanksgiving" w Oakland, rozdawaliśmy żywność biednym dzieciom. Na święta po pięciu -sześciu chłopaków z drużyny idziemy i kupujemy wigilijne jedzenie biednym rodzinom. Jestem dumny z tego ze mogę komuś pomóc. Mnie się udało w życiu, ale wiem, że są też biedni.

- Jak sobie radzisz ze stresem, bo na przykład czasem widać, że napięcie jest ogromne. 70 tysięcy ludzi wyje, a Ty jak nie z tej planety spokojnie wychodzisz i kopiesz jakby nigdy nic?

- Wiesz, nie przejmuję się za bardzo, to przyszło z doświadczeniem. Robię to już przecież ponad 6 lat. Siłą rzeczy wiec musiałem uodpornić się na stress. Wiem, że potrafię. Zrobiłem to już setki razy, dlatego nie przejmuję się, że nie trafię. Chociaż jak później leżę w domu na kanapie i oglądam powtórki z meczu, to sobie myślę: "o kurcze, to naprawdę był ważny moment". Zdaję sobie dopiero w domu, przed telewizorem sprawę, że właśnie przed chwilą kopałem, a oglądało to kilkadziesiąt milionów ludzi. W momencie strzału koncentruję się na uderzeniu. Po prostu wychodzę zawsze pewny, że wejdzie. Jak nie trafiam, to jestem po prostu wkurzony i chce mi się wyć. Ja chcę być najlepszy, dążę do tego, aby być perfekcyjnym, ale przede mną jeszcze dużo pracy. Wiem, że jestem na dobrej drodze. Kwestia treningu i cierpliwości. Z ciężkiej pracy efekty muszą przyjść.

- Po trzech latach w NFL, co Cię najbardziej zaskoczyło w tej lidze, czego się nie spodziewałeś?

- Szybkość meczu, na jakiej szybkości rozgrywane są akcje. Niektórzy z graczy NFL mogliby być sprinterami na Olimpiadzie. Zasuwają jak rakiety. Jest duża różnica w szybkości akcji między liga NFL a Collegem. To przepaść jak dzień do nocy. Wszyscy szybko biegają, kopacze dużo mocniej kopią, na boisku nie ma zartów. Brak uwagi może kosztować stratę punktów drużyny oraz kontuzję. Ułamek sekundy nieuwagi i o błąd jest bardzo łatwo. Trzeba pamiętać, że w tej lidze grają najlepsi z najlepszych. Na świecie już nie ma lepszych. Tu już grają najlepsi wybrani z tysięcy graczy. Dostanie się do NFL to też nie jest prosta sprawa.

- Coś Ci się nie podoba w NFL? Coś jest nie tak? Chyba nie ma samych plusów?

- Co mnie zdenerwowało ostatnio, to zmiana przepisów z piłkami. Na przykład quarterbacks (rozgrywający) mogą sobie piłki przygotować, skrobać, dopasować do siebie, a kopacze nie. Dają nam kickerom na meczach nowe piłki, świeżuteńkie, prosto z fabryki i te nie lecą już tak daleko jak te używane. Uporam się z tym tylko zajmie mi to trochę więcej czasu.

- Słyniesz z tego, że od czasu do czasu musisz mieć jakąś wpadkę z prawem. Jak władze klubu reagują na tego typu Twoje wyskoki?

- Koledzy z drużyny przychodzą na trening i na mecz grać, a nie martwić się o Janikowskiego. Każdy ma swoje problemy i wszyscy robią swoje. Nikogo nie obchodzą moje kłopoty.

- Jak klub reaguje, nie mówią do Ciebie: "hej Sebastian uspokój się, znowu podpadasz z policja"?

- Nikt mi nie zwracał uwagi. Z nikim nie rozmawiam o tych sprawach w klubie, to są moje sprawy.

- Klub pomaga zorganizować Ci pomoc prawną w razie wpadki np za jazdę po alkoholu?

- Nie wiem czy klub i na ile mi pomaga.

- Ale adwokatów chyba sam sobie musisz opłacać?

- Sorry, nie odpowiem na to pytanie - stanowczo zastrzegł Sebastian. - Jestem kopaczem a nie rozrabiaką.

- Z kickerów w NFL jesteś zdecydowanie najbardziej znany i to nie tylko ze względu na sportowe osiągnięcia. Jak coś przeskrobiesz trąbi o Tobie cała Ameryka. Czy wpadek nie masz celowo, ot tak dla szumu w mediach? Gdyby nie Twój rozrywkowy charakter znacznie mniej ludzi wiedziałoby, kto to jest Sebastian Janikowski. Czy to wciąż błędy młodości? Czy masz pecha, że grasz w futbol i policjanci się na Ciebie uwzięli?

- Mówią o mnie co mówią. Nie zmienię tego. Aniołem nie jestem, ale bez przesady. Każdy był młody i robił różne głupoty, więc ja też. Limit wpadek się już wyczerpał, pora spoważnieć.

- W jakich stosunkach żyjesz z innymi kickerami NFL? Rozmawiacie, przyjaźnicie się?

- Znamy się wszyscy i przed, czy po meczach rozmawiamy ze sobą. Dobrymi kumplami jesteśmy z Orlando Mare z Miami. Blisko jestem tez z Adamem Vinatierim, tym który wygrał Superbowl. Fajny jest tez Joe Nedney.

- Wspomniałeś Vinatieriego. To tylko kontrowersyjna decyzja sędziów sprawiła, że w ubiegłorocznym Superbowl grał on i Patriots, a nie Ty i Raiders. Wytłumacz nam, dlaczego trenerzy mając 22 sekundy do końca i "drugi down" nie zaryzykowali przejścia choć trochę do przodu i wysłania Cię na fieldgoal, choćby z 60 jardów. Wtedy dzięki Tobie cała Ameryka usłyszała jaka jest temperatura w Polsce. Kopałes tam w tych zimowych warunkach znakomicie, a spikerzy powtarzali nie martwcie się dziś na tym śniegu o Janikowskiego, on jest Polakiem, a teraz w Warszawie jest -10 stopni Celsjusza. Możesz nam wyjaśnić to, dlaczego nie wyszedłeś rozstrzygnąć meczu, który dawał wam awans i możliwość gry o Superbowl?

- To nie moja decyzja. Ostateczną decyzję podejmuje coach, jednak doradza mu cały sztab szkoleniowy stąd ma słuchawki na uszach, aby się kontaktować. Niektóre zagrania są przesyłane faxem z góry do naszego boksu na płycie boiska, aby quarterback mógł przeanalizować, dlaczego dane zagranie mu nie wyszło itp. W New England, na tym śniegu czułem się dobrze, prawie tak jak w Polsce. Byłem naładowany energią. Czekałem tylko na decyzję trenera. Ja zawsze chcę wyjść i wygrać drużynie mecz, ale to nie ode mnie zależy kiedy wychodzę. Trenerzy w końcówkach czasem grają konserwatywnie, aby w głupi sposób nie stracić piłki, przez wypuszczenie z rąk czy niecelny fieldgoal. Ryzyko jest zawsze, stąd decyzje nie są łatwe. Ostatnio Baltimore zrobili touchdown jak przejęli piłkę po chybionym fieldgoalu i facet przebiegł z piłką 107 jardów robiąc przyłożenie. Bez ryzyka jednak się nie wygrywa. Także w piłce nożnej, tyle że futbolu Amerykańskim odpowiedzialność za wystawienie lub nie kopacza do strzału, spada na głównego trenera.

- Musisz dobrze grać w bilarda. U Ciebie w domu w kameralnym salonie przy kominku stoi stół bilardowy. W drugim salonie u Ciebie stoi ogromny 60-calowy, najnowszy model telewizora ze wszystkimi bajerami audio. Czy dużo czasu spędzasz przed ekranem, jaki sport oprócz futbolu lubisz oglądać?

- Telewizji oglądam sporo, choć nie do przesady. Koszykówkę zawsze lubiłem oglądać i tak jest nadal. Na niektóre mecze NBA Warriors, tu w Oakland, kupuje sobie siedzenia w pierwszym rzędzie na parkiecie. Kibicuję Lakersom, na ich meczach siadam w Oakland w pierwszym rzędzie i uważam żeby mnie Shaq O`Neal czasem nie nadepnół. On jest naprawdę ogromny z bliska. W telewizji oglądam też piłkę nożną, mecze które są dostępne na tutejszych kanałach, ostatnio kibicowałem Ajaxowi.

Czy czytasz prasę?

- Gazet za dużo nie, prawie wcale. Czytam magazyny Sports Illustrated czy ESPN.

Dziękujemy za rozmowę. Życzymy zdrowia oraz wygrania Superbowl Twoim fieldgoalem.

- Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. Trzymajcie za nas kciuki! GO RAIDERS!

Przeczytaj też naszą pierwszą rozmowę z Sebastianem Janikowskim z 2000 roku

Chris Reiko, Oakland

ChrisReiko@hotmail.com

Dowiedz się więcej na temat: kara | piłka | ćwiczenia | USA | trenerzy | trening | bill | mecze | klub | nogi | denver | wywiady | mecz | NFL | Sebastian Janikowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje