Nie pomogły 43 punkty Jamisona

43 punkty Antawna Jamisona bynajmniej nie uchroniły Golden State Warriors od porażki z Houston Rockets. Oto życiową partię rozegrał Cuttino Mobley (41 punktów) wydatnie wspomożony przez Walta Williamsa (22 "oczka") i ekipa z Teksasu, pokonując "Wojowników" 112:104, odniosła 11. z kolei triumf w Oakland Arena.

Trwa znakomita seria podopiecznych Rudy Tomjanovicha w występach na wyjeździe. Zwycięstwo z Golden State było dla "Rakiet" ósmym triumfem w 11 ostatnich meczach rozgrywanych poza Houston. Mobley trafił z pola gry 14 z 26 rzutów i dodał 11 celnych osobistych (na 13) poprawiając o 6 "oczek" swe najlepsze dotychczas snajperskie osiągnięcie z 16 kwietnia w starciu z Seattle SuperSonics.

Reklama

Rzutem zza łuku 7,24 metra, równo z syreną wieńczącą IV kwartę, Michael Finley wyrównał stan meczu Dallas Mavericks - Orlando Magic i doprowadził do dogrywki. W dodatkowym czasie gry istniała już tylko jedna ekipa. Eisley znakomicie od tygodnie zastępujący w pierwszej piątce Mavs kontuzjowanego Steve`a Nasha, zdobył 6 punktów z rzędu i gospodarze wygrali dogrywkę 16:7 i cały mecz 115:106.

To drugie szczęśliwe zwycięstwo zespołu Marka Cubana w ostatnich dniach. W środę "trójka" Eisley`a w ostatniej sekundzie meczu dała ekipie z Teksasu zwycięstwo w starciu z Charlotte Hornets (91:90), mimo że "Szerszenie" prowadzili już różnicą 16 punktów.

Zobacz wyniki i zdobywców punktów w meczach z 18 stycznia

Dowiedz się więcej na temat: Houston Rockets | Entourage | houston

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje