Roman Kołtoń: U nich Collina, u nas Eksztajn

Pierlugi Collina, jeden z najbardziej charyzmatycznych sędziów ostatnich dwudziestu lat w światowym futbolu, porządkuje sprawy sędziowskie na Ukrainie. A u nas króluje Janusz Eksztajn, który nie ma jasnego zdania w żadnej sprawie.

Zarząd PZPN w środę zastanawiał się nad pracą Janusza Eksztajna na stanowisku przewodniczącego Kolegium Sędziów. Zamiast wyciągnąć wnioski personalne, wolał powołać komisję, która coś tam będzie rozważać, coś analizować. Tymczasem Eksztajn w "Piłce Nożnej" mówi: "Być może trzeba okroić liczbę zawodowych arbitrów" i - jak to ujął - "wyraża nadzieję, że nowe kontrakty dla sędziów wejdą w życie z dniem 1 stycznia przyszłego roku".

Lato grzęźnie w układzie, którego celem jest trwanie

Reklama

Pozostawienie Eksztajna na stanowisku to - w moim przekonaniu - strzał nie w kolano, a w głowę. Jak Kolegium Sędziów PZPN może kierować osoba bez wizji i charyzmy, w dodatku skonfliktowana z młodszym pokoleniem, którego przedstawicielem jest Rafał Rostkowski? Swego czasu Eksztajn zapowiadał odejście, gdyby były zatrzymania sędziów spośród tych, którzy obecnie prowadzą zawody w T-Mobile Ekstraklasie. Niedawno dwóch arbitrów, którzy gwizdali w najwyższej klasie rozgrywkowej w sezonie 2011/2012, zostało odwiezionych od Wrocławia w kajdankach. Co na to Eksztajn? "Nie mogę odpowiadać za czyny, których rzekomo dopuścili się arbitrzy w latach, w których nie byłem przewodniczącym" - powiedział dziennikarzowi "PN". Rzekomo? Jasne, skąd ja znam ten język. "Rzekomo", "to tylko zarzuty", "trzeba poczekać na prawomocny wyrok", "jedna czarna owca"...

Niech Eksztajn rządzi dalej. Działa to na niekorzyść Grzegorza Laty, który pod hasłem reformy szedł do wyborów na prezesa PZPN, a teraz grzęźnie w układzie, który nie szuka rozwiązania żadnych problemów. W układzie, którego jednym celem jest trwanie.

Collina od ponad roku robi porządki na Ukrainie

Świetny znawca międzynarodowej piłki, mój redakcyjny kolega z Polsatu Sport, Marcin Lepa zwrócił uwagę, że od lata 2010 roku sprawy sędziowskie na Ukrainie porządkuje Pierlugi Collina. "To jeden z najbardziej charyzmatycznych sędziów w historii futbolu, który prowadził finał mistrzostw świata w 2002 roku i finał Ligi Mistrzów w 1999 roku. Collina kilka razy był wybierany najlepszym sędzią świata, a po karierze kierował już organizacją sędziowską we Włoszech. Jest członkiem komisji sędziowskiej UEFA" - mówi Marcin. Dodaje: "Jednak trudno mi sobie wyobrazić, aby Lato postawił na fachowca zagranicznego. Nie chciał tego zrobić na stanowisku selekcjonera, choć zgłaszał się Zaccheroni". Przypomnijmy, że Alberto Zaccheroni nawet zaakceptował warunki finansowe PZPN, jednak Lato się do niego nie odezwał. Później Włoch objął reprezentację Japonii, z którą w styczniu 2011 roku wywalczył tytuł mistrza Azji!

Jest super, więc o co ci chodzi?

Wróćmy jednak do spraw sędziowskich. Na Ukrainie też było wiele oskarżeń, wiele niejasności. Niesamowita walka między Dynamem Kijów, Hrihorija Surkisa a Szachtarem Donieck, Rinata Achmetowa. Wielokrotnie dochodziło do wypaczenia wyników meczów. Znaleziono jednak kompromis w imię rywalizacji sportowej - postawiono na Pierluigiego Collinę, człowieka z zewnątrz, który bezstronnym okiem stara się przyjrzeć całemu środowisku.

W Polsce środowisko arbitrów jest słabe, przetrzebione aferą korupcyjną, zdruzgotane ostatnimi wpadkami. Potrzeba radykalnych działań, których symbolem musi być silna osobowość na stanowisku przewodniczącego Kolegium Sędziów PZPN. Czy nikt, na czele z Latą, tego nie dostrzega? Czy dalej trzeba tolerować Eksztajna, który głosi, że "sytuacja w środowisku sędziowskim jest bardzo dobra"?

Czytaj inne teksty Romka Kołtonia i dyskutuj z nim na jego blogu!

Dowiedz się więcej na temat: Kołtoń | Roman Kołtoń | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje