Zarzeczny: Żyć czy pić?

"Byt' ili nie byt', wot w cziom wopros!" - tak zaczyna się spektakl o Wysockim.

Był to mój ukochany bard młodości. Śpiewający przepiękne rosyjskie ballady, znakomity aktor (stąd ta nieśmiertelna hamletowska kwestia na starcie). Ale zapił się na śmierć. Stąd zresztą tytuł. Żyć czy pić?

Reklama

Kochali go Rosjanie i Polacy, bo był to artysta tragiczny, jak całe ich życie. Prześladowany, ale nieugięty. Z charakterem. Śpiewał w mieszkaniach, świetlicach, jego utwory rozpowszechniano na taśmach magnetofonowych - takie muzyczne "samizdaty" z drugiego, nieformalnego obiegu. Człowiek, który śpiewając piosenki więźniów, łagierników, chuliganów zawsze idealnie trafiał w czułą słowiańską duszę. Duszę ludzi cierpiących, gnębionych, głodnych i bitych. Prosty gitarowy rytm, za to bogactwo słów. Teksty pełne metafor i alegorii, ale i konkretu, buntu, odwagi. To na nim wychował się nasz bard najwybitniejszy, Jacek Kaczmarski, a jego "Wilki" czy "Epitafium" to przecież najzwyklejsze kalki z Wysockiego. Obaj pięknie pisali, cudnie grali, niezwykle śpiewali, ale też zdrowo popijali. I obaj odeszli młodo. Zbyt młodo. A zatem: żyć czy pić?

Wysocki wyciskał łzy, pozował na męczennika i ofiarę systemu, ale w końcu i jego sowieci złapali w sidła. Ostatnie lata życia, gdy w szpony chwycił go Mosfilm i wydawnictwo płytowe Melodia, seriale w tv, nagrania z orkiestrą - coś strasznego. Koncerty na Zachodzie, ślub z francuską aktorką Mariną Vlady, i rajdy własnym mercedesem po Moskwie. Życie na full - nie bieda, lecz powodzenie tego człowieka zniszczyło. Jak wspominała żona (choć żonom z zasady bym nie wierzył, cóż, wytrzymać trudno, a zabić nie wolno...), otóż Marina opisywała, że gdy chowała przed mężem flaszki, on wypijał jej w łazience perfumy.

Straszny to obraz, ale jaki realny! Czy artysta tej miary mógł tworzyć nie wprowadzając się w stan pewnego uniesienia? Czy można było w Moskwie śpiewać źle o komunie i Stalinie, nie będąc choćby w stanie częściowego upojenia? (zresztą opozycjoniści posądzani byli na ogół o chorobę psychiczną i przymusowo kierowani na leczenie, ot taki sowiecki "Lot nad kukułczym gniazdem"). I wracam do pytania: żyć czy pić? Każdy domyśla się odpowiedzi. W dawnych sowietach nie dało się ani żyć, ani nie pić... I w tamtej Polsce też.

Właśnie w Warszawie teatr Krystyny Jandy "Polonia" dał kilka wspomnieniowych spektakli o Wysockim. Śpiewa (zresztą znakomicie, to ten sam ochrypły baryton), młody rosyjski aktor, a łzy same cisną się do oczu. Człowiek, który w Stanach byłby Bobem Dylanem, a w Anglii Eltonem Johnem, w Moskwie zmarł jak zabiedzony pijak, niemal pod płotem, byle jak - ale jak miliony (a lekarz wezwany do ratowania mu życia zwyczajnie zasnął w czasie ataku serca - też był na bani?). I co z tego, że był Wysocki geniuszem swych czasów? Kronikarzem? Sumieniem narodu? Poetą? Dla takich jak on, jak Kaczmarski nie znalazło się miejsce w świecie zestandaryzowanym i poprawnym, nie znoszącym sprzeciwu, czy to komunistycznym, czy kapitalistycznym. On szarpał się między tym co dozwolone i tym co zakazane, ale szarpał przy tym rodzinę, kolejne kobiety, kolejne dzieci, no i najbardziej chyba samego siebie. Próbował zagłuszyć głowę, nerwy, serce, duszę - tym co było pod ręką. Nie dał rady. Uznał, że lepiej pić, niż żyć. Hm, niepiękna to śmierć, pamiętacie "Zostawić Las Vegas"? To co zagrał tam Cage, Nicolas zresztą, to prawda o najgłupszej śmierci człowieka kiedyś mądrego...

Czy tacy ludzie nie powinni być chronieni? Zostańmy przy Wysockim - Rosja o ludzi nie dbała nigdy. Zwłaszcza o tych najlepszych. Czytałem kiedyś wspomnienia o zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki. Według tej relacji, amerykański prezydent Truman lojalnie poinformował swego alianta Josifa Wissarionowicza, że zrzuci na Japonię bomby o niespotykanej dotąd mocy. A zapytany czemu to robi, odparł, że według analiz sztabu zdobywanie tych wysp w sposób konwencjonalny kosztować będzie życie aż 200 tysięcy amerykańskich żołnierzy, a on tego nie chce. Podobno Stalin odpowiedział wtedy: "Ale przecież te wyspy może zdobyć i Armia Radziecka! Nas mnogo!"

Słuchając w teatrze przepięknych ballad, miałem to stwierdzenie "nas mnogo" tuż przed oczami. Tak, nas mnogo, to prawda. Pyłem jesteśmy, planktonem, zwykłą sieczką. Ale są ludzie, których wcale nie jest "mnogo". Nie ma dotąd ani drugiego Wysockiego, ani Kaczmarskiego... Niestety. Bo oni na pytanie żyć czy pić odpowiedzieliby zgodnie - nie dało się inaczej żyć. Tak niedoskonały jest nasz, ludzki gatunek. Tworzy, a zarazem sam się unicestwia.

Czemu tak się dzieje - oto jest pytanie! Raz po razem sprawdzają się słowa wypowiedziane niegdyś przez Plautusa za Menandrem: "Umiłowani przez Bogów umierają młodo".

Ale marna to pociecha. Bo umiłowani przez ludzi powinni wśród ludzi pozostać. A nie odchodzić tak bezdennie durno, jak Wołodia Wysockij.

Paweł Zarzeczny

P.S. Nie mogę się powstrzymać, żeby nie przypomnieć "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego", napisanego i wykonywanego przez Jacka K. To cała prawda o Związku Radzieckim, o kraju społecznej szczęśliwości, ale i o życiu w tamtych czasach. Dobrze, że przeminęły...

"To moja droga z piekła do piekła

W dół na złamanie karku gnam!

Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla

Nie zrywa mostów, nie stawia bram!

Po grani! Po grani! Po grani!

Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania!

Tu na trzeźwo diabli wezmą

Zdradzi mnie rozsądek - drań

W wilczy dół wspomnienia zmienią

Ostrą grań!

Po grani! Po grani! Po grani!

Tu mi drogi nie zastąpią pokonani!

Tylko łapią mnie za nogi,

Krzyczą - nie idź! Krzyczą - stań!

Ci, co w pół stanęli drogi

I zębami, pazurami kruszą grań!

To moja droga z piekła do piekła

W przepaść na łeb na szyję skok!

"Boskiej Komedii" nowy przekład

I w pierwszy krąg piekła mój pierwszy krok!

Tu do mnie! Tu do mnie! Tu do mnie!

Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi

I do końskiej grzywy wiąże

Szarpię grzywę - rumak rży!

Ona - co ci jest mój książę? -

Szepce mi...

Do piekła! Do piekła! Do piekła!

Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła!

- Nie wiesz ty co cię tam czeka -

Mówi sine tocząc łzy

- Piekło też jest dla człowieka!

Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!

To moja droga z piekła do piekła

Wokół postaci bladych tłok

Koń mnie nad nimi unosi z lekka

I w drugi krąg kieruje krok!

Zesłani! Zesłani! Zesłani!

Naznaczeni, potępieni i sprzedani!

Co robicie w piekła sztolniach

Brodząc w błocie, depcząc lód!

Czy śmierć daje ludzi wolnych

Znów pod knut!?

- To nie tak! To nie tak! To nie tak!

Nie użalaj się nad nami - tyś poeta!

Myśmy raju znieść nie mogli

Tu nasz żywioł, tu nasz dom!

Tu nie wejdą ludzie podli

Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!

- Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól,

Rozpal w łaźni kamienie na biel!

Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból

Tatuaże weźmiemy na cel!

Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży,

Pot zalewa mu oczy i wąs!

Jego profil specjalnie tam kłuli my

Żeby słyszał jak serca się rwą!

To moja droga z piekła do piekła

Lampy naftowe wabią wzrok

Podmiejska chata, mała izdebka

I w trzeci krąg kieruję krok:

- Wchodź śmiało! Wchodź śmiało! Wchodź śmiało!

Nie wiem jak ci trafić tutaj się udało!

Ot jak raz samowar kipi, pij herbatę

Synu, pij!

Samogonu z nami wypij!

Zdrowy żyj!

Nam znośnie! Nam znośnie! Nam znośnie!

Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie!

Pożyjemy i pomrzemy

Nie usłyszy o nas świat

A po śmierci wypijemy

Za przeżytych w dobrej wierze parę lat!

To moja droga z piekła do piekła

Miasto a w Mieście przy bloku blok

Wciągam powietrze i chwiejny z lekka

Już w czwarty krąg kieruję krok!

Do cyrku! Do cyrku! Do kina!

Telewizor włączyć - bajka się zaczyna!

Mama w sklepie, tata w barze

Syn z pepeszy tnie aż gra!

Na pionierskiej chuście marzeń

Gwiazdę ma!

Na mecze! Na mecze! Na wiece!

Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!

Sąsiad - owszem, wypić można

Lecz to sąsiad, brat - to brat.

Jak świat światem do ostrożnych

Zwykł należeć i uśmiechać się ten świat!

To moja droga z piekła do piekła

Na scenie Hamlet, skłuty bok

Z którego właśnie krew wyciekła -

To w piąty krąg kolejny krok!

O Matko! O Matko! O Matko!

Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo!

Wszak on męża twego zabił

Zgładzi mnie, splugawi tron

Zniszczy Danię, lud ograbi

Bijcie w dzwon!

Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę!

Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem!

Póki czas naprawić błędy

Matko, nie rób tego - stój!

Cenzor z dziewiątego rzędu:

- Nie, w tej formie to nie może wcale pójść!

To moja droga z piekła do piekła

Wódka i piwo, koniak, grog,

Najlepszych z nas ostatnia Mekka

I w szósty krąg kolejny krok!

Na górze! Na górze! Na górze!

Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!

O to warto się postarać!

To jest nałóg, zrozum to!

Tam się żyje jak za cara!

I ot co!

Na dole, na dole, na dole

Szklanka wódki i razowy chleb na stole!

I my wszyscy tam - i tutaj

Tłum rozdartych dusz na pół,

Po huśtawce mdłość i smutek

Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół!

To moja droga z piekła do piekła

Z wolna zapada nade mną mrok

Więc biesów szpaler szlak mi oświetla

Bo w siódmy krąg kieruję krok!

Tam milczą i siedzą

I na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą

Siedzą, ale nie gadają

Mętny wzrok spod powiek lśni

Żują coś, bo im wypadły

Dawno kły!

Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję!

A przed nimi leży w teczce życie moje!

Nie czytają, nie pytają -

Milczą, siedzą - kaszle ktoś,

A za oknem werble grają -

Znów parada, święto albo jeszcze coś...

I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu

I za gardło porywa mnie strach!

Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum

Macie w uszach i w oczach piach!

Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk

Mnie nie będą katować i strzyc!

Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!

Ósmy krąg, w którym nie ma już nic.

Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił!

Choć przemknąłem przed wami jak cień!

Palcie w łaźni, aż kamień się zmieni w pył -

Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama