Astrid Uhrenholdt Jacobsen wygrała maraton na Spitsbergenie

Z ponad półgodzinną przewagą nad kolejnymi rywalkami minęła linię mety arktycznego maratonu narciarskiego na Spitsbergenie Norweżka Astrid Uhrenholdt Jacobsen. Uzbrojeni ochroniarze strzegli uczestników biegu przed atakiem białych niedźwiedzi.

Rywalka Justyny Kowalczyk zdominowała bieg, przekraczając metę w czasie 2 godzin i 16 minut.

Reklama

Svalbard Ski Marathon to rozgrywany od 24 lat 42-kilometrowy bieg zatwierdzony przez Międzynarodową Federację Narciarską (FIS). Obowiązuje technika klasyczna. Trasa należy do trudnych, z najwyższym wzniesieniem 430 metrów nad poziomem morza. Znajdą się na niej cztery punkty żywieniowe z obowiązkowymi ciepłymi posiłkami. W tegorocznych zawodach uczestniczyło 900 osób.

Jacobsen powiedziała, że zdecydowała się wystartować w biegu kończącym sezon narciarski w Norwegii, gdy okazało się, że będzie mogła kontynuować karierę. Jest w połowie studiów medycznych i uczelnia nie chciała jej pozwolić na kolejny rok przerwy. Wszystko zakończyło się jednak szczęśliwie.

- Udało mi się dojść do porozumienia z władzami uniwersytetu tak, że teraz moim głównym celem jest start w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Lahti. Uczestnictwo i wygrana z tak dobrym czasem w tym specyficznym maratonie miały dlatego dla mnie szczególne - powiedziała sześciokrotna medalistka MŚ, w tym mistrzyni w sprincie z Sapporo (2007) i sztafecie z Falun (2015).

Arktyczny maraton jest co roku wydarzeniem turystycznym, a regulamin zawodów opracowany przez Norweską Federację Narciarską jest nieco inny niż w podobnych biegach i bardzo surowy.

Tutaj każdy z uczestników musi mieć ze sobą plecak o wadze trzech kilogramów, w którym muszą znajdować się: czapka kominiarka, gogle, ciepłe skarpety, rękawice i ubrania z chroniącego przed wiatrem materiału oraz suchy prowiant i termos z ciepłym napojem.

Jak podkreślają w regulaminie organizatorzy, broń jest dozwolona, lecz "nie jest konieczna", ponieważ zawsze wzdłuż trasy są rozmieszczeni strażnicy z karabinami, których zadaniem jest ochrona przed białymi niedźwiedziami, których w archipelagu Svalbard, do którego należy Spitsbergen, żyje ponad trzy tysiące.

W śledzeniu tych zwierząt w tym roku pomagały również helikoptery, a na początku, z tyłu i wzdłuż peletonu narciarzy poruszali się uzbrojeni ochroniarze na skuterach śnieżnych.

Ryzyko zaatakowania o tej porze roku uczestników maratonu oceniane jest przez organizatorów jako stosunkowo duże, ponieważ zwierzęta są wygłodzone po długiej zimie. Przed trzema laty niedźwiedź rzucił się na dwóch narciarzy podczas treningu dzień przed zawodami. Byli jednak uzbrojeni i zastrzelili zwierzę. Przed rokiem czeski narciarz został zaatakowany i poważnie poturbowany przez niedźwiedzia.

Dowiedz się więcej na temat: Astrid Jacobsen | spitsbergen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje