MŚ w Lahti: Bjoergen dała pokaz "nieludzkiej i zwierzęcej" siły z "innego świata"

Zdaniem skandynawskich mediów Marit Bjoergen zwyciężając w biegu na 10 km i zdobywając swój 16. tytuł mistrzyni świata dała pokaz "nieludzkiej i zwierzęcej" siły z "innego świata", o czym świadczy przewaga nad drugą Charlotte Kallą i trzecią Astrid Jacobsen.

"W przypadku poprzednich indywidualnych złotych medali olimpijskich i MŚ w biegach dystansowych największa przewaga wyniosła 8,9 sekundy. W takim samym biegu jak we wtorek w Lahti podczas MŚ w Oslo w 2011 roku Justyna Kowalczyk zdobywając srebrny medal odnotowała zaledwie 4,1 s straty, podczas gdy tym razem druga na mecie biegaczka straciła aż 41, a trzecia 55 sekund" - skomentował kanał telewizji NRK.

Reklama

Dziennik "Verdens Gang" obliczył, że - nie licząc sprintów i sztafet - łącznie przewagi złotych medalistów w tych dziewięciu biegach wyniosły 44,9 sekund, a Bjoergen uzyskała ten wynik właściwe tylko w jednym, tym dzisiejszym.

Norweskie media zauważyły, że Bjoergen, wyjątkowo zdenerwowana na starcie i typująca na zwyciężczynię Finkę Kristę Parmakoski, "ruszyła od razu jak maszyna, połykając sekundy i kolejne rywalki, które uczyniła statystkami tego biegu".

Szwedzki dziennik "Aftonbladet" skomentował, że przed biegiem kandydatek do podium było kilka, lecz Justyna Kowalczyk już jako jedna z pierwszych przepadła właściwie już po pierwszym pomiarze czasu, a kolejną ofiarą zwierzęco silnej Norweżki była wielka faworytka gospodarzy Krista Parmakoski.

Według dziennikarzy szwedzkiej telewizji SVT, Bjoergen pokazała "niewiarygodną wręcz wyższość nad rywalkami".

Norweski kanał telewizji TV2 skomentował, że podczas kiedy Bjoergen była w swoim żywiole, Justyna Kowalczyk miała wyraźnie zły dzień, podobnie jak Parmakoski i Norweżka Ingvild Flugstad Oestberg.

W rozmowie z dziennikarzami stacji Polka powiedziała: "Nie jestem w aż tak złej formie jak wskazuje wynik. W rzeczywistości jest ona znacznie wyższa. To był po prosu taki bieg w takim dniu".

Bjoergen podkreśliła wielokrotnie, że miała świetnie przygotowane narty i głównie dzięki nim wygrała z taką przewagą. W odróżnieniu od niej fińskie biegaczki stwierdziły, że ich serwismeni "chybili na całej linii".

Anne Kyllonen, która była 38., powiedziała płacząc na antenie fińskiej telewizji YLE: "Nie trafili ze smarowaniem, a na takich nartach jakie miałyśmy nie powinnyśmy były w ogóle startować".

Parmakoski z kolei przyznała, że w takich warunkach pogodowych narty miały ogromne znaczenie, a w dodatku upadła na jednym ze zjazdów. "Poza złym nasmarowaniem, w całym zdenerwowaniu, mając do wyboru dwie pary nart, wybrałam te zbyt długie i na inną temperaturę śniegu. W efekcie - mimo że dałam z siebie wszystko, po prostu nie jechały" - dodała.

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje