Andrzej Fonfara przed życiową szansą. "Determinacja będzie po jego stronie"

"W boksie wszystko może się zdarzyć, dlatego liczę, że od niedzieli będziemy mieli dwóch mistrzów świata" - powiedział Paweł Kołodziej przed walką Andrzeja Fonfary z Adonisem Stevensonem. Stawką pojedynku, który odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę w Montrealu, jest mistrzostwo świata WBC w wadze półciężkiej.

"Zawsze kiedy Polak walczy na zagranicznych ringach, będę trzymał za niego kciuki. Nieważne, że przed potyczką z Dannym Greenem, Fonfara zdecydował się pomagać Australijczykowi w przygotowaniach. Nie ma we mnie nienawiści, życzę mu wygranej" - powiedział Krzysztof "Diablo" Włodarczyk (Sferis KnockOut Promotions), obecnie jedyny polski czempion zawodowy.

Reklama

W nocy z soboty na niedzielę "Polski Książę" Fonfara spotka się w Montrealu z "Supermanem" Stevensonem, który nazywany jest królem nokautów. Zapowiada, że urodzony w Białobrzegach, a mieszkający w Chicago, Polak też nie dotrwa do końca 12. rundy.

"Byłem kilka miesięcy temu na walce Andrzeja z dawnym mistrzem świata Hiszpanem Gabrielem Campillo. Fonfara był w opałach, a mimo wszystko pokazał, że w każdym momencie on też, a nie tylko Stevenson, potrafi znokautować. Kanadyjczyk to jednak kawał dobrego zawodnika. Andrzej będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. Poza tym wydaje mi się, choć nie chcę wchodzić w działkę szkoleniową, że Sam Colonna, trener naszego rodaka, jest dobry do pewnego momentu kariery, a później trzeba poszukać kogoś innego. Fonfarze brakuje luzu w ringu, a fakt, że mocno bije może okazać się za małym atutem na rywala" - dodał mistrz federacji WBC w kategorii junior ciężkiej, który w najbliższym czasie zmierzy się z BJ Floresem (USA) lub Marco Huckiem (Niemcy).

Z optymizmem o szansach Fonfary wypowiada się też kolega z teamu Włodarczyka Paweł Kołodziej, który również jest o krok od walki o mistrzostwo świata jednej z najważniejszych organizacji.

"W boksie wszystko może się zdarzyć, dlatego liczę, że od niedzieli będziemy mieli dwóch mistrzów świata. Fonfara ma mocne uderzenie, a jeśli trafi Stevensona w szczękę lub wątrobę, to pojedynek może skończyć się przed czasem. Wie, co może osiągnąć, determinacja będzie po jego stronie. Analizując obu zawodników, więcej atutów ma jednak kanadyjski bokser, dlatego z dużym zainteresowaniem będę śledził tę walkę" - stwierdził Kołodziej.

Albert Sosnowski z kolei porównuje Fonfarę do... siebie sprzed paru lat. Twierdzi, że stać go na zwycięstwo nad Stevensonem.

"Andrzej jest w podobnej sytuacji do mnie przed walką z Ukraińcem Witalijem Kliczką. I w niego, i we mnie prawie nikt nie wierzył. Nie jest faworytem, ale nie ma nic do stracenia, po dobrym występie będzie mógł liczyć na kolejne ciekawe walki. Jeśli pokusi się o wygraną, to będzie sensacja. Ale one są w boksie możliwe. Już jako nastolatek, jak go pamiętam ze wspólnych treningów w Warszawie, miał trudne momenty w karierze. Ucierał nosa tym niedowiarkom, którzy mówili, aby dał sobie spokój z pięściarstwem" - powiedział Sosnowski, który 31 maja będzie walczył z Marcinem Rekowskim w Lublinie o międzynarodowe mistrzostwo Polski.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje