Andrzej Gołota: Spoczywaj w pokoju, trenerze

Polskie środowisko bokserskie z wielkim smutkiem przyjęło informację o śmierci legendarnego trenera Louisa "Lou" Duvy, który odszedł do wieczności w wieku 94 lat w szpitalu w Paterson (New Jersey). Poruszony śmiercią amerykańskiego szkoleniowca jest między innymi jego wieloletni podopieczny Andrzej Gołota.

49-letni Gołota, czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej, ma wspaniałe wspomnienia związane z okresem współpracy z trenerem Duvą. "Z ogromnym smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Lou Duvy. Zawsze będę wdzięczny za każdą chwilę przy moim narożniku i wszystko, czego mnie nauczył. Spoczywaj w spokoju, trenerze".

Reklama

Jeszcze więcej do powiedzenia miał żona "Andrew" Mariola Gołota, zwracając uwagę na szczególe relacje między pięściarzem i szkoleniowcem. "Lou był bardzo ciepłym człowiekiem. Spotykaliśmy się z dala od bokserskich hal, raczej w prywatnych okolicznościach. Pamiętam, że kiedy przyjeżdżałam z córką Olą na zgrupowania, to zabierał nas do Walt Disney stores i kupował sobie i Andrzejowi koszulki z Kaczorem Donaldem. Na Andrzeja patrzył jak w obrazek, uwielbiał go, traktował jak swojego syna. Jeszcze trzy lata temu dzwonił do Sama Colonny i pytał, czy może potrenować Andrzeja, bo wciąż wierzył, że on zostanie mistrzem świata. Myślę, że to mogło być jego niespełnionym marzeniem".

Wspomnienia związane z trenerem nosi w sobie też mistrz świata dwóch kategorii wagowych Tomasz Adamek. "Poznałem Lou Duvę osiem lat temu, był już schorowany, ale wciąż żył tym sportem. Pamiętam, kiedy po walce z Andrzejem Gołotą powiedział mi: 'Masz talent, masz charakter, dlatego wygrałeś'. Środowisko bokserskie straciło postać, która potrafiła przebić się do świadomości pięściarzy, dotrzeć do ich charakteru i wykrzesać z nich maksimum. Był szlifierzem talentów. Prowadził przecież Gołotę w najlepszym dla niego momencie. Niestety nikt nie żyje wiecznie, jemu było dane przeżyć 94 lata. Koło się zamknęło, otaczam modlitwą Jego oraz jego bliskich i znajomych".

Szczególny stosunek do Duvy ma także były polski promotor boksu Mariusz Kołodziej, który doprowadził Mariusza Wacha do walki o mistrzostwo świata z Władimirem Kliczką. Szkoleniowiec gościł w jego już nieistniejącym gymie Global Boxing w New Jersey.

"Odeszła ikona boksu, z którą przede wszystkim utożsamiany jest złoty okres wagi ciężkiej z lat 80. i 90-tych. W tych dekadach boks to był On. Znałem go bardzo dobrze, współpracowałem z jego synem Dino. W moim Global Boxing Gym trenowali jego zawodnicy. Często dawał wskazówki naszym, polskim bokserom podczas treningów. Otoczony był wielkim respektem - tak jak każdy chciałby sobie zrobić zdjęcie z Mike Tysonem jako zawodnikiem, tak każdy chciał go dotknąć i zrobić pamiątkowe ujęcie z Lou jako trenerem. Z jego odejściem zakończyła się pewna era w zawodowym boksie a już szczególnie w wadze ciężkiej. Teraz boks jest bardzo przewidywalny. To wielka strata, nikt go nie zastąpi".

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje