Arthur Abraham grozi zakończeniem kariery

Zaskakujące doniesienie napływają zza naszej zachodniej granicy. Jedna z gwiazd grupy Sauerland Event - Arthur Abraham (36-4, 28 KO), grozi swoim pracodawcom zakończeniem kariery jeśli ci nie spełnią jego wymagań finansowych.

Przypomnijmy, iż urodzony w Armenii, a od kilku lat reprezentujący niemieckie barwy "Król Arthur" to były lider wagi średniej. To miano zyskał dzięki aż dziesięciu obronom tytułu federacji IBF.

Reklama

Po przenosinach do kategorii super średniej wziął udział w turnieju Super Six, lecz po kapitalnym początku, kiedy ciężko znokautował Jermaina Taylora, potem przyszły trzy porażki. W ubiegłym roku po raz drugi został mistrzem, tylko już w dywizji do 76,2 kilograma.

Pokonał wyraźnie na punkty Roberta Stieglitza, potem obronił pas stopując Mehdi Bouadlę, lecz w rewanżu przeciwko Stieglitzowi został zastopowany przez kontuzję oka, tracąc tym samym tytuł federacji WBO.

Wkrótce miało dojść do ich trzeciego spotkania, choć po drodze Abraham 24 sierpnia w Schwerinie miał odprawić na odbudowanie swojej pozycji Willbeforce'a Shihepo (20-6, 15 KO). Teraz sprawy się skomplikowały.

Były champion nie jest zadowolony z proponowanych mu pieniędzy. Wszak przyzwyczaił się do ogromnych sum kiedy jeszcze siał postrach w dywizji średniej. Po cięciach kosztów rozważa nawet zawieszenie rękawic na kołku.

- Jeżeli grupa Sauerland Event nie dojdzie do porozumienia z moimi prawnikami, wówczas nie wyjdę do ringu ani w Schwerinie, ani gdzie indziej potem. Nie potrzebuję na siłę kontynuować kariery i mógłbym z tym skończyć nawet dzisiaj. Zawodnicy powinni być traktowani z należytym szacunkiem - powiedział Abraham.

Problemem byłego mistrza jest fakt, że włodarze stacji ARD wolą puścić jako główne danie pojedynek Jurgena Brahmera (40-2, 31 KO), który podobno przyciągnie przed telewizory większą rzeszę fanów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje