David Haye: Muszę zmiażdżyć Bellewa. Inaczej koniec kariery

David Haye (28-3, 26 KO) deklaruje, że samo zwycięstwo w rewanżowym pojedynku z Tonym Bellewem (29-2-1, 17 KO) nie sprawi mu satysfakcji. "Hayemaker" chce zdeklasować swojego rywala, a jeśli ta sztuka mu się nie uda, to przekonuje, że zakończy sportową karierę.

37-latek wciąż marzy o walkach z najpoważniejszymi graczami w wadze ciężkiej i zdaje sobie sprawę, że jeśli nie zdemoluje swojego najbliższego oponenta, to o światowych tytułach będzie musiał zapomnieć. Do rewanżowego boju Haye - Bellew dojdzie 17 grudnia w hali O2 Arena w Londynie.

"Nawet jeśli wygram, może to być mój koniec. Jeśli pokonam Bellewa, ale go nie zdemoluję, to się pożegnam. Jeśli będę miał jakiekolwiek problemy i nie będę w stanie go rozbić, będę musiał sobie szczerze powiedzieć, że nie mogę rywalizować z większymi i młodszymi facetami niż on" - mówi "Hayemaker".

"Ludzie lubią mówić: David, daj spokój, nie jesteś już tym samym pięściarzem. Ja jednak jestem wystarczająco inteligentny, by samemu móc o sobie decydować, i jeśli nie wypadnę w walce z Bellewem wystarczająco przekonująco, to zakończę karierę. Mimo to wciąż wierzę, że mam w sobie to coś" - dodaje Haye.

Jeśli Davidowi udałoby się spektakularnie zrewanżować Bellewowi, to w przyszłym roku mogłoby dojść do jego potyczki z królem wagi ciężkiej, Anthonym Joshuą. Haye nie ukrywa, że takie starcie ciągle jest jego celem.

"Taki scenariusz byłby idealny, choć obaj mamy teraz przed sobą inne wyzwania. Jeśli jednak wygralibyśmy swoje najbliższe walki, to nasze starcie mogłoby być większym wydarzeniem niż jakiekolwiek inne. Ale nie będę mógł o tym myśleć dopóki w spektakularnym stylu nie pokonam Bellewa" - zakończył David Haye.

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: haye | Tony Bellew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje