Fonfara - Stevenson. Trener Virgil Hunter tłumaczy, dlaczego poddał Polaka

Nadzieje Andrzeja Fonfary (29-5, 17 KO) szybko zostały brutalnie zweryfikowane przez Adonisa Stevensona (29-1, 24 KO). Polski pięściarz zebrał mocne ciosy w walce o mistrzostwo świata wagi półciężkiej według federacji WBC i jego trener Virgil Hunter poprosił o przerwanie pojedynku. - Andrzej nie doszedł do siebie po ciosach z pierwszej rundy. Powiedziałem mu w narożniku w przerwie, żeby nawet nie zadawał ciosów, tylko się bronił, aż dojdzie do siebie - relacjonował Hunter.

Polak był liczony już w pierwszej odsłonie pojedynku w Montrealu, a na początku drugiej, po serii mocnych ciosów mistrza świata, Virgil Hunter poddał pretendenta.

Reklama

- Kontynuowanie walki nie miało sensu, bo Andrzej nie doszedł do siebie po ciosach z pierwszej rundy. Powiedziałem mu w narożniku w przerwie, żeby nawet nie zadawał ciosów, tylko się bronił, aż dojdzie do siebie. Takie rzeczy jednak się zdarzają w boksie. Do czasu tego ciosu w połowie rundy wszystko wyglądało dobrze, lecz po nim Andrzej nie był już sobą - skomentował na gorąco ten krótki pojedynek Virgil Hunter, który poprosił arbitra o zastopowanie potyczki w 28. sekundzie drugiego starcia.

- Hunter słusznie zrobił, że przerwał walkę. Po tym, co się stało w ubiegłym tygodniu z Davidem Whittomem, musiał zwrócić szczególną uwagę na zdrowie swojego zawodnika - oświadczył Stevenson, który po raz ósmy obronił pas WBC w kategorii półciężkiej.

Wspomniany Whittom, 38-letni zawodnik z Kanady, doznał pod koniec maja urazu mózgu wskutek ciosów, jakie otrzymał w przegranej walce z Garym Kopasem. Po pojedynku trafił do szpitala, gdzie przeszedł dwugodzinną operację polegającą na usunięciu części czaszki. Było to konieczne ze względu na obrzęk mózgu.

- Widzicie co się dzieje, gdy jestem naprawdę skupiony?! - mówił po zastopowaniu Fonfary zadowolony Adonis Stevenson.

- Nie spieszyłem się, czekałem na swój cios, złapałem go lewym kiedy na mnie szedł, a wiedziałem, że tak będzie atakował. Byłem naprawdę dobrze przygotowany, nie miałem problemów z dłońmi jak wcześniej i widzieliście co się działo. Jestem królem tej dywizji i mogę zmierzyć się z każdym - zapewniał "Superman".

- Złapał mnie lewym sierpem i ten cios wszystko zmienił. Od tego momentu nie byłem już sobą. Muszę wrócić do ciężkiej roboty. Stevenson bije naprawdę mocno, to znakomity zawodnik, ale wrócę jeszcze mocniejszy - mówił przygnębiony Fonfara.

Opromieniony kolejnym sukcesem Stevenson chciałby teraz walki unifikacyjnej ze zwycięzcą zaplanowanego na 17 czerwca pojedynku Ward-Kowaliow o trzy pozostałe tytuły mistrzowskie. Jeśli nie uda się do niej doprowadzić, najprawdopodobniej zmierzy się z Eleiderem Alvarezem (23-0, 11 KO), który nad ranem pokonał w Montrealu Jeana Pascala (31-5-1, 18 KO) i zachował status oficjalnego pretendenta do pasa WBC.

Dowiedz się więcej na temat: Adonis Stevenson | Andrzej Fonfara | boks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje