Hughie Fury chce iść drogą Tysona Fury'ego

Wielu spodziewało się właśnie takiego obrazu pojedynku i takiego zakończenia. Po jednostronnych dziesięciu rundach Hughie Fury (19-0, 10 KO) pewnie pokonał Dominicka Guinna (35-11-1, 24 KO).

Amerykanin swego czasu należał do ścisłej czołówki wagi ciężkiej. Po zwycięstwach i efektownych występach przeciwko takim zawodnikom jak Grant czy Dokiwari na antenie HBO wydawało się, że może być przyszłym mistrzem, ale od momentu pierwszej porażki z Barrettem wszystko się posypało.

Reklama

Było jeszcze kilka ciekawych zwycięstw, lecz wraz z upływem lat "The Southern Disaster" z pretendenta stał się co najwyżej solidnym journeymanem, który po prostu nie daje sobie zrobić większej krzywdy.

Pierwotnie rywalem Fury'ego miał być Nagy Aguilera, lecz wycofał się, a sprowadzony w zastępstwie na ostatni moment Guinn wniósł do ringu aż 115,5 kilograma. I niestety to odbiło się na jego formie. Słynący kiedyś z szybkości Dominick człapał za podwójną gardą, zaś były mistrz świata juniorów kontrolował go swoim lewym prostym, od czasu do czasu uderzając mocniej prawym.

Tak oto w potyczce bez większych emocji po ostatnim gongu punktacja mogła być tylko jedna - 100:90 na korzyść Anglika, którego teraz czeka walka 30 kwietnia podczas gali w Londynie.

Hughie Fury to kuzyn mistrza świata Tysona. Swego czasu obaj pięściarze zapowiadali, że chcą zacząć dominować. Tak, jak przed laty robili to bracia Kliczko. Trenerem obu brytyjskich bokserów jest Peter Fury - prywatnie ojciec Hughie.

Dowiedz się więcej na temat: Hughie Fury

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje