Izu Ugonoh: Wierzę, że Mariusza Wacha dodatkowo zmotywuje Święto Niepodległości

- Jarrell Miller na pewno potrafi mocno uderzyć i robi w ringu wiele rzeczy, które mogą fajnie wyglądać. Pytanie brzmi, czy nie popełni błędu taktycznego. A błędem taktycznym będzie to, jeśli zechce bardzo mocno zbić Mariusza Wacha w pierwszych rundach - mówi w rozmowie z Interią polski pięściarz wagi ciężkiej Izu Ugonoh.

Transmisja walki Wach - Miller z Uniondale koło Nowego Jorku w nocy, z soboty na niedzielę (godz. 3), w Polsacie Sport.

Artur Gac, Interia: Daje Pan Mariuszowi Wachowi duże szanse na zwycięstwo, czy tylko iluzoryczne?

Reklama

Izu Ugonoh: - Szanse Mariusza oceniał na podstawie ostatniej walki, którą stoczył z Erkanem Teperem. Na ringu w Niemczech zaprezentował się z bardzo dobrej strony, miał dobrą strategię na ten pojedynek. To był Mariusz w dobrej formie, wykorzystujący lewą rękę i swoje gabaryty w należyty sposób.

Z Amerykaninem będzie trudniej.

- Miller jest "byczkiem", na pewno bardzo mocno bijącym. Ma na sobie kawał "mięsa", więc z pewnością walka do późniejszych rund nie będzie działała na jego korzyść. A Wach, jak doskonale wiemy, to nie jest gość, który się przewraca. Trzeba się nastawić na boksowanie z nim do ostatniej sekundy. No chyba, że Miller będzie tym pierwszym, który "złamie" Wacha.

Ma pan takie przeczucie?

- Bardziej takie, że Mariusz wyjdzie do tej walki mocno zmotywowany, między innymi faktem, że w Polsce trwa Narodowe Święto Niepodległości, co dodatkowo doda mu wiatru w żagle. W sumie w ogóle nie stawiam Wacha na straconej pozycji. Dla mnie ta walka, szczerze mówiąc, jest w okolicach 50 na 50. Dla mnie Miller wcale nie jest takim wielkim faworytem tego pojedynku. Jeśli Amerykanin nastawi się na to, że wejdzie do ringu i zgniecie Polaka, to jest w wielkim błędzie.

Taki ma plan, o czym sam mówi. Zamierza non stop szturmować Polaka, zasypać go ciosami i nie dać mu chwili na dojście do siebie.

- A ja uważam, zresztą samemu myśląc kiedyś o walce z takim zawodnikiem, jak Mariusz, że trzeba boksować całą noc i przez całą walkę go obskakiwać; zadawać ciosy, po czym wychodzić z półdystansu. Przecież Miller wcale nie jest lotny na nogach. Więcej, wydaje mi się, że będzie stał, co ułatwi zadanie Mariuszowi. Dlatego uważam, że "Big Baby" może się grubo zaskoczyć w tej walce. I szczerze mówiąc, mam taką nadzieję, bo w takich starciach kibicuję rodakom. Jestem za tym, by Mariusz wygrał ten pojedynek i sądzę, że to jest do zrobienia.

Mamy bardzo podobna optykę. Według mnie lekkim faworytem jest Miller, ale Amerykanin nie jest żadnym wirtuozem. Ma słabe nogi, podobnie jak balans tułowia. Natomiast ma ofensywny styl walki i atakując dobrze wodzi głową na boki, co sprawia, że jest niewygodny do skontrowania. Do tego z pewnością będzie "rzucał" wieloma ciosami.

- To wszystko prawda, dlatego zobaczymy, czym Mariusz odpowie. Albo inaczej - jakiego Wacha zobaczymy. Jeśli będzie skutecznie "kąsał" lewą ręką, to powiedzmy sobie uczciwie, że ten pojedynek będzie do wygrania. Przecież Mariusz już był w takim miejscu, w jakim Miller chciałby być i walczył z takimi zawodnikami, w jakich Amerykanin dopiero celuje. Wobec tego, całą swoją przewagę w doświadczeniu, może w ringu znakomicie wykorzystać. Niech pokaże temu młodemu, żądnemu krwi rywalowi, że to nie jest tak, jak mu się wydaje. Doświadczenie w boksie jest na wagę złota. Pozostaje tylko kwestia tego, czy Wach wykorzysta rutynę i jak jest przygotowany.

Też nie ma co oczekiwać od Wacha nieprawdopodobnych fajerwerków i nagle niesamowitego kunsztu, z genialnymi kombinacjami ciosów. Musi porządnie pracować lewą rękę, bez przerwy stopując zapędy Millera, a w dogodnych momentach dokładać mocną prawą.

- Dokładnie, sto procent racji, nic więcej. A, jak już powiedzieliśmy, rywal nie będzie poruszał się w tempie ekspresu na nogach, żeby Wach musiał go gonić po ringu, albo przed nim uciekać. Nie, tego po prostu nie będzie. W dodatku wydaje mi się, że taktyka Millera będzie nieodpowiednia.

Nie daj Boże, żeby do ringu wszedł człapiący Wach. Bo jeśli Polak przystąpi do pojedynku z zupełnie pasywnym nastawieniem, to będą bolały oczy.

- Oby tak się nie stało. Nie mam wglądu w to, jak wyglądały Mariusza sparingi, ale mam swoje przeczucia. Wiem, że "Big Baby" Miller na pewno potrafi mocno uderzyć i robi w ringu wiele rzeczy, które mogą fajnie wyglądać. Zasadnicza kwestia tyczy się tego, czy nie popełni błędu taktycznego. A błędem taktycznym będzie to, jeśli zechce bardzo mocno zbić Mariusza w pierwszych rundach. A sądzę, że do tego będzie dążył. Jeśli w początek walki włoży zbyt wiele energii i nie uda mu się znokautować Mariusza, a podobno miewa problemy kondycyjne, to zemści się to na nim w późniejszych rundach. Wach jest jak pociąg, będzie jechał w jednym tempie, ale do przodu.

Wach już pokazywał, że nawet nieprawdopodobnie obijany, jak w starciu z Władymirem Kliczką, jest w stanie przeboksować walkę na pełnym dystansie.

- To prawda, dlatego taki wariant poniekąd zakładam. Czyli Miller w pierwszych rundach trochę będzie obijał Wacha, ale nie uda mu się go pobić. A później ten nasz pociąg z Polski będzie sobie jechał i jechał, lewy prosty zacznie działać, aż w końcu przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę. Oczywiście to optymistyczna wersja.

A pesymistyczna?

- Taka, że Mariusz w ogóle się nie otworzy, ani się nie rozwinie i wszystkim nam będzie bardzo przykro.

Aż zlituje się na nim sędzia?

- Właśnie tak może być, bo to niezdrowe w nieskończoność przyjmować ciosy.

Jak odbiera pan słowa Eddiego Hearna, promotora gali, który mówi, że Wach jest pięściarzem niedocenianym i należy do szerokiej czołówki wagi ciężkiej? To tylko kurtuazja?

- Bądźmy szczerzy, ta walka została po to stworzona, żeby tak naprawdę dobrze wypromować Millera.

Zgadza się, gdyby było inaczej, to Hearn kilka dni temu nie podpisałby kontraktu promotorskiego właśnie z Millerem.

- Otóż to, dlatego sprawa jest oczywista. Miller może bardzo dobrze wyglądać boksersko na tle Wacha i o to chodzi, żeby Amerykanin był trzecim pogromcą Polaka. Kurczę, taka prawda, trzeba rozumieć ten biznes! Tylko, z drugiej strony, nie można po prostu nie doceniać Wacha. Obóz przeciwnika do końca nie jest w stanie stwierdzić, czy to jest dobry moment na takie wyzwanie, czy jednak trochę przesadzili i koniec końców przeliczą się na walce z Mariuszem. A mianownikiem wszelkich dywagacji powinien być fakt, że Wach jest niesamowicie wytrzymały. Okay, mogę myśleć, że może uda się go znokautować, ale bardziej trzeba nastawiać się na wariant, że to nie do zrobienia. Wówczas trzeba umiejętnie boksować z takim gościem od pierwszego do ostatniego gongu. A wydaje mi się, że "Big Baby" Miller będzie miał z tym wielkie problemy.

*o sytuacji samego Izu Ugonoha przeczytasz w kolejnym tekście

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje