Magomied Abdusałamow otrzymał gigantyczne odszkodowanie za nieodwracalną utratę zdrowia

Boks, w dawnych czasach nie przez przypadek nazywany "szermierką na pięści", bywa piękną sztuką walki, ale potrafi też być okrutny. Przekonał się o tym rosyjski pięściarz Magomied Abdusałamow, który w 2013 roku stoczył porywający pojedynek z Mikiem Perezem, ale brutalną wojnę przepłacił utratą zdrowia. Sparaliżowany ex-pięściarz, bezprecedensowym wyrokiem sądu w Nowym Jorku, teraz otrzyma gigantyczne odszkodowanie w kwocie 22 milionów dolarów.

- Oddałabym wszystkie pieniądze, gdyby tylko zwróciły mi mojego Mago, takiego jakim był - powiedziała po ogłoszeniu wyroku żona rosyjskiego pięściarza Bakanay Abdusałamow, która w chwili próby, gdy jej mąż z silnego jak tur mężczyzny nagle stał się osobą niepełnosprawną, została przy ukochanym.

Reklama

Te chwytające za serce słowa pięknej Bakanay są bodaj najbardziej wymownym wyrazem dramatu, który w rodzinie Abdusałamowów wydarzył się przed niespełna czterema laty i trwa nadal.

Pojedynek Magomieda z Mikiem Perezem odbył się 2 listopada 2013 roku na ringu w Madison Square Garden Theater w Nowym Jorku. To nie była walka, to była istna wojna w wadze ciężkiej! Wymiana ciosów zakończyła się zwycięstwem Kubańczyka, który po 10 rundach wygrał na kartach punktowych całej trójki sędziów.

Popisem brutalności były pierwsze dwie rundy, a później inicjatywa należała do Pereza, który rozbił nos i złamał kość policzkową Rosjaninowi. Mało tego, statystyki po walce pokazały czarno na białym, że na głowę Abdusałamowa w tym pojedynku spadło ponad 300 piekielnie mocnych uderzeń.

Porozbijany pięściarz rodem z Dagestanu słabł z rundy na rundę, ale nie zamierzał się poddawać. Nie pomógł mu także arbiter ringowy, który widząc z bliska słaniającego się na nogach sportowca, który był na skraju ciężkiego nokautu, nie zdecydował się przerwać walki. Nieroztropnie postąpił także narożnik dotąd niepokonanego zawodnika, nie poddając swojego podopiecznego.

Dramat wydarzył się po walce. Jednak, co zatrważające, Magomied czym prędzej nie został przewieziony do szpitala przez obecny na miejscu ambulans, mimo że od razu uskarżał się na bóle głowy. Trafił tam dopiero kilka godzin później, kursem taksówki z domu (!), dzięki przytomności najbliższych. Lekarze zdiagnozowali u niego zakrzep w mózgu. Rosjanina wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej i przeprowadzono operację, w wyniku której usunięto mu fragment czaszki. Od tego momentu przy życiu podtrzymywała go aparatura na oddziale intensywnej terapii.

Dobre wieści napłynęły po trzech tygodniach, a przekazał je na Twitterze promotor pięściarza, Nathan Lewkowicz. "Magomied został odłączony od aparatury podtrzymującej życie i oddycha samodzielnie. To wspaniała wiadomość" - napisał, a jego były podopieczny spędził w szpitalu przeszło dziesięć miesięcy.

Rosjanin ocalił życie, ale z nieodwracalną utratą zdrowia będzie borykał się już zawsze. 36-latek jest sparaliżowany i nie ma czucia w prawej części ciała. Porusza się na wózku, ale na krok nie odstępuje go kochająca żona i trzy córki.

Rodzina od początku wskazywała szereg błędów i zaniechań proceduralnych, które przyczyniły się do tragedii. Wreszcie sprawiedliwości stało się zadość, długie sądzenie się ze stanem Nowy Jork, na terenie którego odbył się pojedynek, zaowocowało tak bardzo oczekiwanym, acz bezprecedensowym wyrokiem sądu.

Wymiar sprawiedliwości nakazał wypłatę odszkodowania w kwocie 22 milionów dolarów.

I pomyśleć, że za walkę, w której ledwo uszedł z życie, "Mago" otrzymał 40 tysięcy dolarów...

AG

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje