Palacios bije bardzo mocno, "Diablo" musi uważać

"Sobotnią walkę wygra ten, kto narzuci swój styl. Liczę na to, że Krzysztof, który w trudnych spotkaniach się sprężał i pokazywał poziom mistrzowski, poprowadzi walkę po swojemu, narzuci swoje warunki i w ten sposób wygra" - mówi o sobotnim pojedynku Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka z Francisco Palaciosem promotor Andrzej Wasilewski.

Maciej Jermakow: Zacznijmy od standardowego pytania - jak wyglądały ostatnie dni u Krzysztofa Włodarczyka? Czym się zajmował, na jakie elementy poświecił najwięcej czasu na treningach?

Andrzej Wasilewski: Tym razem dosyć nietypowo zorganizowaliśmy ostatnie dni Krzysztofa. Mianowicie, Krzysztof do samego końca został na obozie w Wiśle. Prosto stamtąd udał się do Wrocławia. To logistyczne ułożenie spowodowało troszkę emocji, ponieważ Palacios czuł się trochę poddenerwowany, ze Krzysztofa jeszcze nie ma na konferencjach, które się obywały. Jedna z ogólnopolskich gazet wysiliła się nawet na filozofowanie, że tak nie powinno być. Stwierdziliśmy, że wożenie Krzysztofa z Wisły do Warszawy i znów do Wisły, kiedy był we Wrocławiu chyba trzykrotnie w ciągu ostatnich czterech tygodni na różnych konferencjach prasowych, nie ma sensu. Krzysztof praktycznie do samej walki został w Wiśle. Chcieliśmy uniknąć momentu dekoncentracji, rozprężenia. Wydaje nam się, że dla dzisiejszego Krzysztofa taka mobilizacja, poprzez pełne zamknięcie, jest najlepsza. Czy mieliśmy rację? To okaże się w sobotę.

Reklama


Ostatnie 10 miesięcy bez boksowania na ringu przy kibicach, przy pełnych trybunach, to długi okres. Czas spędzony w różnych zawirowaniach, różnych sytuacjach życiowych. Co pan - jako promotor - i trenerzy oraz cały sztab Krzysztofa, musieliście zrobić, aby nie zapomniał boksowania i żeby boks był na pierwszym miejscu w hierarchii?

- To prawda, że ułożyło się akurat mało szczęśliwie, bo - przypomnę - negocjowaliśmy w kwietniu i maju. Byliśmy bardzo zaawansowani w rozmowach o walkę z Antonio Tarverem, która miała się odbyć w Stanach Zjednoczonych. Nieoczekiwanie ta walka nam odpadła - stąd ten czas się tak wydłużył. Przypomnę - mieliśmy Igrzyska Olimpijskie, Euro, czyli czerwiec, lipiec i sierpień - 1/4 roku nam w ogóle uciekła. Teraz mamy wrzesień i Krzysztof boksuje. Tak się po prostu ułożyło. Różni zawodnicy, różnie reagują na przerwy. Są pięściarze, którzy wracają często - i po roku i po dwóch latach przerwy - i mimo zaawansowanego wieku boksują nawet lepiej, niż przed przerwą. Są jednak zawodnicy, którzy muszą mieć dosyć regularnie dostarczaną dawkę adrenaliny i krótsze cykle treningowe. Jeśli chodzi o Krzysztofa, wydaje mi się, że  nie powinno mieć to większego znaczenia. Był to niepełny rok przerwy. Krzysztof jest dosyć aktywnym człowiekiem, także poza ringiem. Wydaje nam się, że nie powinno być źle. Rozpoczął cykl dużo wcześniej. Miał krótszą, ale większą liczbę rund sparingowych, żeby mógł się oswoić z przeciwnikiem, złapać szlify bokserskie. O przygotowaniu fizycznym na tym poziomie już nie mówimy, bo jest doskonałe. Gdybym miał możliwość samodzielnego wybierania - wolałbym, żeby Krzysztof boksował, co 4, 5 miesięcy. 

Krzysztof "Diablo" Włodarczyk musi obudzić w sobie diabła, żeby wygrać tego wieczoru? Musi obudzić w sobie taką sportową złość?

- Tu jest właśnie chyba najważniejsza rzecz. Dlatego, że Krzysztof jest dobrze znanym pięściarzem w Polsce - i nie tylko - już od prawie 11 lat. Był twarzą boksu w TVP 1 przez wiele lat. Boksował wspaniale w najlepszych godzinach transmisyjnych, wtedy, kiedy te gale w TVP 1 miały gigantyczną oglądalność. Od 6 lat jest zawodnikiem związanym z Polsatem. Boksuje także na terenie otwartym, boksuje w różnych krajach. Myślę, że Krzysztof jest w pewnym sensie celebrytą. Słowo "celebryta" się różnie kojarzy. Co jakiś czas, przy dłuższych przerwach, kiedy Krzysztof ma trochę więcej czasu, przychodzą różne oferty - nawet wydaje mi się, ze występuje w jednym odcinku "M jak miłość". Nie ma to oczywiście nic wspólnego z jego zainteresowaniami, ale jak się zgłaszają ludzie z ciekawą, śmieszną i często finansowo korzystną ofertą, to ją  rozważamy. Oczywiście w momentach, kiedy jest przerwa w treningach. Tak było z "Tańcem z gwiazdami", tak było z kilkoma występami u Kuby Wojewódzkiego czy epizodami w różnych, modnych serialach. Krzysztof już wiele, wiele lat jest na topie. Nie jest pięściarzem, który z urodzenia jest chuliganem, który jest ulicznym zakapiorem, człowiekiem, który lubi kogoś pobić, żeby się dowartościować. Nigdy taki nie był. Myślę, że u pięściarzy z tak wielką karierą na koncie - bo powiedzmy, że Krzysztof zrobił wielka karierę: był mistrzem świata w dwóch federacjach i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa - u takich ludzi jest troszkę złości, nutki chuligana. Taki zew powinien być. Być może to jest to, czego Krzysztofowi brakuje. On po prostu jest dobrym, uczciwym, dosyć skromnym człowiekiem. W tym ringu czasami muszą się wyzwalać emocję, najlepiej oczywiście w miarę kontrolowane, ale emocje takiej złości sportowej.

Analizowaliście razem z Krzysztofem tę pierwsza walkę z Panasiasem - minuta po minucie, sekunda po sekundzie? Czy to jest za długa przerwa, żeby teraz jeszcze wyciągać wnioski?

- Raczej koncentrowaliśmy się na ostatniej walce Krzysztofa z Dannym Greenem. Wiemy, co Krzysztof zrobił dobrze w pierwszej walce, wiemy, czego nie zrobił. Było tego niestety całkiem dużo, nawet bardzo dużo. Tak na prawdę, przyznam szczerze, nie boję się w ogóle przeciwników Krzysia. Boję się o to, czy tego dnia Krzysztof będzie zawodnikiem aktywnym w ringu. To jest, jak to mawia Przemek Saleta, przekleństwo wszystkich zawodników obdarzonych potężnym uderzeniem. To jest dar od Pana Boga, tego w żadnym treningu wzmocnić się nie da. To się albo po prostu ma, albo się nie ma. Jak to mawia Przemek Saleta, to przekleństwo polega na tym, że ci pięściarze od początku kariery są leniwi w ringu, ponieważ mając walkę na wiele rund zakontraktowaną mają, nawet gdzieś w podświadomości, przekonanie, że zdążą przeciwnika znokautować. Czasami nie zdążają i wtedy jest kłopot.

Na co trzeba uważać w tej walce?

- Na pewno Palacios jest zawodnikiem szybszym i dużo bardziej ruchliwym. Na pewno jest dużo bardziej swobodny ruchowo, wprowadza większą liczbę ciosów. Jest zawodnikiem, który bardzo mocno bije. Może nie wygląda na to fizycznie, ale wiemy, że bardzo mocno bije - trzeba uważać na silne ciosy. Tak naprawdę wydaje się, że tę walkę wygra ten, kto narzuci swój styl. Liczę na to, że Krzysztof, który w trudnych spotkaniach się sprężał i pokazywał poziom mistrzowski, jednak poprowadzi walkę po swojemu, narzuci swoje warunki i w ten sposób ją wygra.

Żeby zamknąć usta krytykom i Palaciosowi, potrzebne jest naprawdę pewne zwycięstwo.

- Myślę, że usta Palaciosa, tak jak większości pięściarzy i przeciwników, nie mają tutaj większego znaczenia. Aczkolwiek Palacios ma to, czego Krzysiowi trochę brakuje, mianowicie latynoski temperament - złość ringowa, ten głód. Krzysztofowi na pewno nie można w żaden sposób odmówić ambicji. Aczkolwiek nie oszukujmy się: człowiek, który w sposób fizyczny jest głodny, jest bardziej zdeterminowany, niż człowiek, który już jest najedzony i żyje sobie w cieple.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje