Senczenko pobił Hattona, a teraz żałuje

Wiaczesław Senczenko (33-1, 22 KO) w ubiegłą sobotę zanotował najważniejsze zwycięstwo w swojej karierze. Wcześniej zdobywał już mistrzostwo świata kategorii półśredniej, ale to pokonanie Ricky'ego Hattona i odesłanie go z powrotem na sportową emeryturę wydaje się być największym osiągnięciem 35-letniego Ukraińca.

Senczence trochę jest smutno, że to właśnie on zadał decydującą porażkę "Hitmanowi", lecz jak sam przyznał: "Taki jest sport". Przypomnijmy, że przegrywając nieznacznie u wszystkich sędziów na punkty Wiaczesław w przedostatnim, dziewiątym starciu, piekielnym lewym hakiem w okolice wątroby znokautował wojownika z Manchesteru.
 
"To dla mnie przykre, że właśnie ja zakończyłem jego wielką karierę. To jego decyzja i tylko on ją może podjąć, bo tylko on wie tak dokładnie, jak się czuje i na co go jeszcze stać. Wiem natomiast, że Ricky to nadal kawał twardziela, z ogromnym sercem do walki. Jeśli jednak podjął taką a nie inną decyzję, to należy to uszanować. Na pewno zostanie zapamiętany jako wspaniały pięściarz, co do tego nie mam żadnych wątpliwości" - powiedział Senczenko, któremu wygrana nad Hattonem otworzy w przyszłym roku możliwość toczenia potyczek z najlepszymi zawodnikami za duże pieniądze.

Dowiedz się więcej na temat: Ricky Hatton | Wiaczesław Senczenko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL