Bykow z Zacharkinem wysyłają SOS dla polskiego hokeja

- Polak powinien walczyć w obronie interesów Polaka - powiedział do mnie wielki Rosjanin Wiaczesław Bykow, który jest trenerem-koordynatorem hokejowej reprezentacji Polski. Sława Bykow namawia do lobbowania za tym, aby państwo, któraś z jego spółek wsparła finansowo polski hokej. Piękna dyscyplina w naszym kraju tonie niczym okręt podwodny "Kursk". Czy znajdzie się ktoś, kto ją uratuje?

- Jeśli nie poprawimy sytuacji materialnej, dalej nie ruszymy - podkreśla selekcjoner "Biało-czerwonych" Igor Zacharkin. Razem z Bykowem wysyłają w świat sygnał: SOS dla polskiego hokeja.

Reklama

Wyprawa do Popradu na 66. Tatrzański Puchar, w którym Orły pokonały HK Poprad (5-2), lecz następne mecze z kretesem przegrały (1-6 z HC Koszyce i 1-5 z Graz 99ers) była pouczająca. Obietnice prezesa PZHL-u Piotra Hałasika o znalezieniu sponsora, który uratuje sytuację polskiego hokeja zostały jak dotąd niespełnione. Jedynymi sponsorami reprezentacji Polski są obecnie sami kadrowicze. Nie dostali pieniędzy za zgrupowanie przed i podczas MŚ na Ukrainie, nie zapłacił im nikt za treningi - najpierw w Sosnowcu, a później w KTH 1928, choć ponosili koszty wynajmu mieszkań i wyżywienia. Mało tego, z braku pieniędzy, po raz pierwszy od dawna, na zgrupowaniu w Krynicy większość kadrowiczów mieszkała w wynajmowanych przez siebie mieszkaniach, a ci, którzy są spoza KTH 1928 zostali ulokowani w znacznie tańszym hotelu niż czterogwiazdkowy "Krynica", gdzie kwaterowano ich zazwyczaj.

- Żadnych odżywek, żadnego sprzętu, na turnieju w Popradzie przypominaliśmy bardziej tabor cygański, a nie narodową reprezentację - kręcił głową jeden z kadrowiczów.

Konferencji nie ma, jest wstyd

Prezes Hałasik zorganizował z rozmachem konferencję prasową w listopadzie 2012 roku przed turniejem kwalifikacyjnym do IO w Soczi, sam ją poprowadził, pochwalił się, że kadrowicze dostają piękne stroje z Białymi Orłami. Dziewięć miesięcy później, gdy związek tonie w długach, konferencji już nie ma. Jest wstyd.

Działacze, którzy półtora roku temu, z wypiekami na twarzy przekonywali mnie do Hałasika, po czym go wybrali na prezesa hokejowego związku, dzisiaj toczą z  nim zażartą wojnę. Prezes Hałasik chce do ligi dopuścić tylko trzy kluby, a wyrzucić buntowników (m.in. GKS Tychy i Cracovię), kluby szykują wariant awaryjny, oparty na turniejach w poszczególnych miastach z udziałem czterech zespołów, by nie stracić kibiców.

Rozważania na ten temat, co skłoniło prezesów do zagłosowania na Hałasika i dlaczego nikomu nie dała do myślenia historia siatkarzy Kazimierza Płomień Sosnowiec, którymi ten człowiek zarządzał (bankructwo i wycofanie z ligi w 2008 r.), dzisiaj nie mają żadnego sensu. Mleko się rozlało i zamiast brać się za łby, trzeba myśleć, jak ratować sytuację.

Dni Piotra Hałasika jako prezesa PZHL-u zdają się być policzone. Skoro nie znalazł sponsora przez 14 miesięcy, choć termin jego ogłoszenia przekładał już czterokrotnie, to trudno się spodziewać, aby znalazł bogatego wujka dla hokeja nagle teraz. Zostaną gigantyczne rachunki do zapłacenia. Prezes sam postawił sobie ultimatum: - Nie będzie sponsora do połowy września, to podam się do dymisji.

Raport w Sejmie RP

Sytuacją w polskim hokeju na czwartkowym posiedzeniu zajmie się Sejmowa Komisja Sportu i Turystyki, która zaprosiła prezesa Hałasika i szefów klubów. - Nie możemy pozwolić sobie na poślizg z rozpoczęciem sezonu, bo odstraszymy resztki sponsorów - uważa najlepszy nasz napastnik Leszek Laszkiewicz.

- Na turnieju w Popradzie prezes Hałasik zapewnił nas, że liga ruszy w niedzielę 8 września i będzie w pełni profesjonalna. Ja wracam do Polski w piątek, żeby nadal trenować kadrowiczów z KTH Krynica - powiedział nam selekcjoner reprezentacji Polski - Igor Zacharkin.

Wiaczesław Bykow i Igor Zacharkin to świetni trenerzy, o uznanej renomie, których rekomendować nie trzeba.  Pytanie tylko, czy polski hokej stać było na zatrudnienie tej klasy fachowców za 100 tys. euro, gdy kasa świeci pustkami?

- Moim zdaniem, Polska potrzebuje świetnych trenerów przede wszystkim do szkolenia młodzieży, bo obrońcy, których przywiozła wasza reprezentacja do Popradu, to katastrofa - łapał się za głowę trener Popradu Milan Janczuszka, który w Polsce pracował z Podhalem i Ciarko KH Sanok. - Gdybym miał tak niedoszkolonych graczy, to wolałbym do obrony cofnąć któregoś napastnika. Kiedyś na mecz z Cracovią cofnąłem do obrony Marcina Kolusza i był najlepszym defensorem. Przez szkolenie na słabym poziomie młodzi nie wypierają ze składu starych wyjadaczy i ciągle najlepszym zawodnikiem jest Leszek Laszkiewicz, choć ma już 35 lat.

Trudno się z trenerem Janczuszką nie zgodzić.

Bez poprawy szkolenia nie ruszymy

W słowackim hokeju też się nie przelewa, na jedno gwizdnięcie najlepsi wyjeżdżają za granicę, bo norma zarobków w tamtejszej ekstralidze waha się między 500-700 euro dla młodzieży a 1500-3000 euro dla liderów. Młodzi chłopcy godzą się grać za tak niskie, jak na profesjonalny sport stawki, gdyż wiedzą, że wypromują się i prędko wyjadą do hojniejszych pracodawców. Z tego parcia młodych hokeistów do wielkiej kariery bierze się blisko 80 zawodników z małej Słowacji, jacy grali, bądź grają w NHL, z tego wynikają medale Słowacji na MŚ. A my tęsknimy za obrońcami pokroju Jacka Zamojskiego, Sebastiana Gonery, Henryka Grutha.

Problem szkolenia  w skali makro pozostaje nierozwiązany. Na razie światełkiem w tunelu jest Andriej Parfionow, którzy z reprezentacją do lat 20 awansował na zaplecze światowej elity. Przed nim kluczowe zadanie - utrzymać się tam bez najlepszego strzelca Kacpra Guzika, który skończył już 20 lat. Wpieriod Andriej! W rękach i nogach twoich zawodników spoczywa przyszłość!

Jeszcze młodszy narybek nie nastraja optymistycznie. Reprezentacja do lat 18 na ostatnim turnieju w Opolu została zbita nie tylko przez rówieśników z Węgier (3-5), ale też przez o rok młodszych Białorusinów (1-4) i o dwa lata młodszych Słowaków (aż 2-7).

Zawodnicy traktowani jak niewolnicy

Polski hokej nie będzie zdrowy, dopóki zawodnicy nie będą traktowani jak partnerzy, a nie niewolnicy. Przepisy licencyjne powinniśmy zapożyczyć od Słowaków. U naszych południowych sąsiadów klub, który zalega z wypłatami zawodnikom, nie dostaje licencji. A u nas? Hulaj dusza, piekła nie ma!

- Zagłębie Sosnowiec zalega mi pięć wypłat, czyli 27 tysięcy złotych. Bardzo bym chciał, ale pewnie nie odzyskam tych pieniędzy. Natomiast alimenty muszę płacić - rozkłada ręce były reprezentant Polski Martin Voznik, który znalazł się w dramatycznym położeniu. Gdyby w Sosnowcu powstał "dream team", na co się zanosiło, o Vozniku i innych wierzycielach nikt by nawet nie pomyślał.

Wstrząsający wywiad Darka Jaronia z Martinem Voznikiem znajdziesz TU!

Najświeższy przykład mamy jednak w Krynicy - KTH 1928, gdzie kadrowicze na próżno wyglądają pieniędzy za najcięższe w życiu przygotowania. Nie każdego stać na to, żeby pokrywać rachunki za mieszkanie i wyżywienie w nieskończoność, skoro klub nie płaci. Jako pierwszy powiedział "dosyć" Michał Kotlorz, który związał się kontraktem z GKS-em Tychy. Co z pozostałymi? Jeśli klub zbankrutuje jeszcze przed pierwszym oficjalnym meczem, kto im znajdzie zatrudnienie? Pozostałe kluby mają już domknięte kadry.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama