Mariusz Puzio po kwalifikacjach hokeistów do igrzysk: Nasze miejsce jest poza elitą

Tylko najwięksi optymiści mogli liczyć na awans naszych hokeistów na igrzyska, ale podczas turnieju kwalifikacyjnego w Mińsku nasi reprezentanci wyraźnie odstawali od wszystkich rywali. - Powiem krótko: nie żyjmy jakimiś nadziejami, nasze miejsce, na razie, jest poza elitą - podsumował Mariusz Puzio, który grał w polskiej drużynie na igrzyskach w Albertville w 1992 roku, ostatnich z udziałem "Biało-czerwonych".

Polacy przegrali w Mińsku ze Słowenią 1-6, Białorusią 3-5 oraz Danią 2-5 i zajęli ostatnie miejsce. Awans wywalczyli Słoweńcy.

Reklama

Interia: Oceny występu "Biało-czerwonych" w Mińsku są mocno zróżnicowane. Pamiętając ich tegoroczne mecze z Węgrami, Słowenią czy Austrią, nie mogę się jednak zgodzić ze stwierdzeniem, że rozegrali dobry turniej. Według pana zasłużyli na pochwały?

Mariusz Puzio, były wielokrotny reprezentant Polski, 12-krotny mistrz kraju: - Za co ich chwalić? Przecież niczego nie wygrali.

Nie chodzi tylko o suche wyniki. Owszem, Słoweńców wzmocniło dwóch świetnych napastników, ale nie tłumaczy to faktu, że przed czterema miesiącami pokonaliśmy ich 4-1, a w piątek nie nawiązaliśmy nawet walki. 

- Na mistrzostwach w Katowicach każda drużyna musiała mieć słabszy dzień i akurat trafiliśmy na słabą tego dnia Słowenię. Graliśmy dobry hokej, ale rywale nie pokazali wtedy, na co ich stać. Teraz się wzmocnili i przede wszystkim byli żądni rewanżu. No i pokazali, że jeszcze nam trochę do nich brakuje.

Nie miał pan wrażenia, że na początku meczu ze Słowenią nasi zawodnicy sprawiali wrażenie wystraszonych?

- Powiem inaczej - nie wystarczyło nam umiejętności. Nie wierzyliśmy w to, że możemy cokolwiek zrobić. Wypowiedzi przed turniejem były dość optymistyczne, ale zawodnicy wychodząc na lód byli jakby bojaźliwi, a to wynika z niższych umiejętności.

Byliśmy wolniejsi od wszystkich rywali. Kwestia przygotowania do turnieju czy umiejętności jazdy na łyżwach?

- Przede wszystkim chodzi o technikę jazdy na łyżwach. Ta lekkość, zwinność u Białorusinów, Duńczyków czy Słoweńców... Przyspieszenie, dynamiczny zwód czy osłonięcie się - im tak łatwo to przychodzi, a my tego nie mamy. Rasowy napastnik powinien dorwać krążek, wjechać do tercji, kiwnąć jednego, drugiego, wyjść na czystą pozycję, no i to co najważniejsze - w takiej sytuacji musi być bramka! Nie możemy marnować stuprocentowych okazji w meczach z lepszymi drużynami. W takich spotkaniach mamy mało dobrych sytuacji i musimy je wykorzystywać. Słabo grali też nasi obrońcy. Nie są zwrotni, zwinni. Naprawdę, dużo nam brakuje.

Pana zdaniem wyniki w Mińsku oddają rzeczywiste nasze miejsce w szyku czy zagraliśmy słabo, bo po prostu nie byliśmy dobrze przygotowani?

- Jacek Płachta miał bardzo mało czasu, żeby drużynę przygotować i zrobił to na tyle, na ile był w stanie, co zresztą było widać na lodzie. Powiem krótko: nie żyjmy jakimiś nadziejami, nasze miejsce - na razie - jest poza elitą. Nie mamy gwiazd, grających w dobrych zagranicznych klubach. Mamy zawodników występujących w drugoligowych drużynach i w meczach kadry widać to na lodzie.

Brakowało panu kogoś w naszej drużynie podczas turnieju w Mińsku?

- Cały czas brakuje mi w reprezentacji Kacpra Guzika i Damiana Kapicy. Obaj są młodzi i powinni grać w kadrze przeciwko lepszym drużynom. To jest też dla nich bodziec psychiczny na zasadzie: ktoś na mnie stawia, ktoś mnie chce. Bodziec do pracy! Nie będę mówił kosztem kogo, ale powinni grać. To jest ich czas, muszą się ogrywać.

Awans Słoweńców jest dla pana dużym zaskoczeniem? Przed turniejem wyżej stały akcje Białorusi i Danii.

- Dla mnie faworytami byli Białorusini przede wszystkim dlatego, że grali u siebie. Mieli nieudane mistrzostwa świata i chcieli się zrehabilitować. Wiele spodziewano się po Duńczykach, ale okazało się, że o sile zespole nie świadczy to, że ma się w składzie siedmiu-ośmiu zawodników z NHL. Duńskiej drużynie brakowało zgrania. Natomiast Słowenia to bardzo dobry zespół, trochę niedoceniany. Słoweńscy hokeiści fantastycznie jeżdżą na łyżwach i mają bardzo dobrą technikę. Może nie nazwałbym ich awansu sensacją, ale jest to jakieś zaskoczenie.

Turniej w Mińsku pokazał, jak wiele dzieli nas od europejskich średniaków. Pozostaje nadzieja, że na mistrzostwa świata przygotujemy lepszą formę. Bez optymalnej będziemy skazani na porażki nawet na zapleczu elity.

- Liczymy na lepszą grę. Na szczęście do mistrzostw jest jeszcze sporo czasu. U nas dwukrotnie z rzędu nie potrafiliśmy wywalczyć awansu, może uda się na Ukrainie? Ale tak jak mówiłem - moim zdaniem na razie nasze miejsce jest poza elitą.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje