Adrian Zieliński: W Zakopanem siłownia zamiast gór

Zajęcia w siłowni zdominowały dwutygodniowe zgrupowanie kadry ciężarowców w Zakopanem. Indywidualnie trenował Adrian Zieliński, który przygotowuje się docelowo do igrzysk w Londynie. "Wiele powtórzeń, potu i odnowa biologiczna. Żadnych gór" - podsumował.

Mistrz świata z 2010 roku (kat.do 85 kg) trenował inaczej niż koledzy przygotowujący się do występu w mistrzostwach Europy w Antalyi (6-16 kwietnia).

Reklama

W Zakopanem Zieliński koncentrował się na treningach objętościowych. "Bardzo dobrze przepracowałem ten obóz. Ja szedłem indywidualną ścieżką, skupiłem się na robieniu tzw. bazy, czyli siła i objętościówka. Wiele powtórzeń i potu na siłowni" - powiedział sztangista.

Zapytany o wyjścia w Tatry powiedział, że takich wycieczek nie było.

"Podnoszenie ciężarów to specyficzny sport i czasem ciężko przejść z pokoju do pokoju, a co dopiero biegać po górach. Mieliśmy ciężkie treningi w siłowni i oczywiście sporo odnowy biologicznej, bo po wysiłku cierpimy nieraz na tzw. bóle przeciążeniowe, które natychmiast trzeba zlikwidować, by móc kontynuować pracę" - wyjaśnił.

Jak przyznał, nie miał też wiele wolnego czasu. "A nawet jak był, to ja staram się być sportowcem 24 godziny na dobę i nawet po treningu myśleć o właściwym wypoczynku, wystarczającej ilości snu, no i o tym, co jem. W cyklu treningowym każdy dzień ma znaczenie, więc nie można, że dziś odpuszczam. Ja tak nie potrafię. Próbowałem, ale natychmiast zżerało mnie sumienie i wracałem do treningu ze zdwojoną energią" - podkreślił z uśmiechem Zieliński.

Duży wysiłek zaostrza apetyt, jednak musiał narzucić sobie rygor.

"Jedzenie było jak zwykle bardzo pyszne i powiem szczerze ciężko się opanować, żeby sobie nie pofolgować. Jednak myśl o tym, jak ciężko jest zbić wagę i ile to kosztuje wysiłku oraz nerwów natychmiast powoduje włączenie hamulców. Właściwa dieta to odpowiednia siła i rzeźba mięśni, więc nie warto poddawać się łakomstwu i szybko tracić tego, co osiągnęło się długim, żmudnym treningiem" - zapewnił.

Dwukrotny medalista MŚ nie potrafi sobie jednak odmówić ulubionych potraw. "Żeberka z kiszoną kapustą to mój numer jeden. Niestety też fastfoody to pokusa ciężka do odparcia, więc czasem, od święta, mogę sobie pozwolić. Nawet w drodze na zgrupowanie popełniłem drobny grzeszek" - przyznał.

Zieliński, który 28 marca skończy 23 lata, w 2009 roku został mistrzem Europy i świata juniorów. Rok później, już jako senior, w tureckiej Antalyi zdobył złoty medal MŚ w dwuboju w kat. 85 kg. W ubiegłym roku na mistrzostwach świata w Paryżu był trzeci.

Te sukcesy spowodowały, że wielu widzi w nim kandydata do medalu olimpijskiego w Londynie. Jego zdaniem, największą presję oczekiwań wywiera na sobie sam.

"Nikt nie wywiera na mnie większej presji niż ja sam. Zawsze stawiam sobie najwyższe cele" - dodał wychowanek klubu Tarpan Mrocza (woj.kujawsko-pomorskie).

Przyznał jednak, że pewniakiem do podium nie czuje się. "To jest sport i jak wiadomo wszystko się może zdarzyć. Tym bardziej podczas tak wielkiej imprezy, gdzie dużą rolę odgrywają emocje. Staram się podchodzić do wszystkiego spokojnie, nie dodawać sztucznego ciśnienia i nie słuchać, że coś muszę. Ja po prostu chcę" - stwierdził Zieliński.

Zauważył, że doskonałych zawodników w jego wadze jest wielu. "Irańczyk Kianoush Rostami, Białorusin Andriej Rybakow, do tego bardzo mocni Chińczycy, Francuzi czy Rosjanie. Mimo wszystko liczę na medal" - poinformował.

W sobotę kadrowicze wystartują w rundzie drużynowych mistrzostw Polski. "Potem tydzień przerwy i zgrupowanie w Spale, po którym koledzy jadą na ME, a ja do domu trenować. Przede mną jeszcze dużo ciężkiej pracy" - podsumował Zieliński.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: odnowa biologiczna | Adrian Zieliński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje