Olga Morawska: Himalaje zabrały mi męża, ale znalazłam swoją drogę

Olga Morawska straciła męża w Himalajach. Zginął w 2009 roku w wieku 32 lat. Dwa lata później założyła fundację Nagle Sami, której celem jest przyjście z pomocą osobom znajdującym się w trudnych sytuacjach życiowych.

Piotr Morawski był zdobywcą sześciu ośmiotysięczników i jedną z największych nadziei polskiego himalaizmu. Na Daulaghiri wpadł do 25-metrowej szczeliny.

- Od 8 kwietnia 2009 roku jestem wdową. Wydałam dwie książki o Piotrku. I dwa razy pojechałam w Himalaje. To było moim wielkim marzeniem, ale inaczej sobie wyobrażałam spełnienie tego marzenia niż wyjazd, żeby zbudować mężowi grób - powiedziała.

Przyznała, że nie wiedziała, jaka była jego wola, bo o tym nie rozmawiali. - Gdyby wyjawił, że w razie śmierci chciałby spocząć w Himalajach, powiedziałabym mu, że ma więcej nie jechać. Nie widziałam sensu sprowadzania tu ciała, bo jeśli nie żył, niewiele by to zmieniło. Skoro zginął w górach, które tak kochał, to chyba tak miało być. I przede wszystkim istniało duże ryzyko, że przy transporcie jego ciała może ktoś zginąć - a tego bym sobie nie mogła darować. Zostałam sama wraz z dwoma synami - 3,5-letnim Ignasiem oraz 2-letnim Guciem - zaznaczyła.

Nagła, bolesna strata, osamotnienie, bezradność bliskich, brak pomocy ze strony powołanych ku temu instytucji nasunęły jej pomysł założenia w 2011 roku fundacji.

- Fundacja Nagle Sami służy pomocą - psychologiczną i prawną, chce także zainicjować dyskusję o doświadczeniu żałoby oraz kształtować wrażliwość społeczną na sytuację osieroconych dorosłych i dzieci. Jesteśmy otwarci na ludzi, działamy dla ludzi. Prowadzimy grupy wsparcia i pomoc indywidualną. Nasi prawnicy pomagają w wybraniu odpowiedniej drogi spadkowej, pomagamy także w trudnych i często niejednoznacznych sprawach ubezpieczeniowych, współpracujemy z ZUS - pomagamy w sprawach związanych z rentami, odszkodowaniami itp. - poinformowała Morawska.

Z jakimi kwestiami, problemami, sprawami można się zwrócić do fundacji? - Praktycznie z każdym problemem. Prowadzimy pomoc psychologiczną, duchową, prawną. Proszę pamiętać, że my - prowadząc fundację również cały czas się uczymy. Jeśli nie potrafimy pomóc od ręki, znajdziemy z czasem rozwiązanie. O żałobie warto i można rozmawiać, z pożytkiem dla życia - zaznaczyła.

Dodała, że chce założyć także dział pomagającym osobom ze złamanymi sercami. - Chciałabym, żeby był już opracowany nasz autorski program radzenia sobie ze stratą. Chciałabym, żeby udało się przeprowadzić kilka poprawek w polskim prawie. Wierzę, że uda się uruchomić program pomocy dla dzieci - półsierot - zarówno w szkołach, jak i na uczelniach.

Morawska podkreśliła, że mąż był najważniejszą osobą w jej życiu i człowiekiem, bez którego sobie nie wyobrażała przyszłości. - Początkowo myślałam, że sobie nie poradzę i że życie bez osoby, którą się kocha najbardziej, nie ma sensu. Ale życie jest zaskakujące i okazuje się, że wydeptujemy nowe ścieżki. Bo trzeba żyć mimo wszystko i pomimo wielkiej straty, jaką jest śmierć najbliższej osoby.

Piotr Morawski zginął 8 kwietnia 2009 roku podczas wyjścia na Dhaulagiri (8167 m). Celem jego wyprawy była wtedy zachodnia ściana Manaslu (8156 m), a "Biała góra" miała stanowić jedynie etap aklimatyzacji. Niestety, wpadł do szczeliny i zaklinował się na 20. metrze. Nie udało się go uratować. Zgodnie ze swoją wolą został pochowany w Himalajach - jego ciało opuszczono do szczeliny.

Dowiedz się więcej na temat: Olga Morawska | piotr morawski | Himalaje

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje