Zbigniew Gutkowski: Nie zrezygnuję z walki o zwycięstwo

Zbigniew Gutkowski przyznał, że mimo przeciwności losu, nie zrezygnuje z walki o zwycięstwo w następnym wokółziemskim wyścigu Vendee Globe. Tym razem po 11 dniach żeglowania musiał się wycofać z powodu problemów z elektroniką na jachcie "Energa".

"Pierwsze kłopoty pojawiły się już kilka godzin po wyjściu w morze z francuskiego Les Sables-d'Olonne 10 listopada. Mogłem jeszcze wrócić do portu, gdyż tak zwana bramka startowa była otwarta przez 10 dni. Jednak po konsultacji z producentem sprzętu, światowym liderem w tej branży, uznano, że nie ma takiej potrzeby, bo usterkę da się usunąć. Zapewniano mnie, że na 99,9 procent" - wspomniał w środę na konferencji prasowej w Warszawie Gutkowski.

Reklama

Pierwszy Polak, który został dopuszczony do regat uważanych za mistrzostwa świata w żeglarstwie oceanicznym powiedział, że robił wszystko, co mu podpowiadali eksperci, aby naprawić awarię elektroniki.

"Pewne elementy udało się zreperować, z wyjątkiem najważniejszego - autopilota. W pewnym momencie myślałem, że kłopot mam już z głowy. Przy słabych wiatrach było okej, jednak przy bardzo silnych - problem powracał. Ręcznie mógłbym sterować, bo jacht był przygotowany znakomicie, ale to nie był rejs turystyczny. Nie mając sprawnego autopilota, nie byłem w stanie żeglować" - zaznaczył.

Mieszkający w Trójmieście 39-letni "Gutek" Gutkowski nie ukrywał, że konieczność wycofania się z wokółziemskiego wyścigu, rozgrywanego co cztery lata, podcięła mu skrzydła.

"Musiałem podjąć bardzo trudną decyzję, jedną z najtrudniejszych w moim życiu, ale... morze weryfikuje wszystko i wszystkich, karty rozdaje ocean. Żeglowanie bez sprawnego autopilota byłoby głupotą, nieodpowiedzialnością i na pewno żadnym aktem bohaterstwa" - podkreślił.

Gutkowski przyznał, że... płakał. "Gdy rozmawiałem z dziennikarzami na ten temat, miałem łzy w oczach. Podobnie było, jak mi przyszło oficjalnie powiadomić biuro regat oraz mój teamem Energa Sailing. Ale świat się na tym nie kończy, życie toczy się dalej. Na pewno nie zrezygnuję z walki o zwycięstwo w następnej edycji Vendee Globe, chyba że nie będę miał żadnego wsparcia i sponsorów. Póki co nie odwrócili się ode mnie, za co jestem im bardzo wdzięczny, tak samo jak i kibicom".

Gutkowski zaznaczył, że za cztery lata nie będzie można wystartować w Vendee Globe z tego samego poziomu jak w tym roku.

"Z jachtami i sprzętem żeglarskim jest tak, jak na przykład z komputerami czy telefonami komórkowymi. Dziś są hitem, a za parę lat będą starociami. Wszystko idzie do przodu, nie można stać w miejscu i czekać na następny wyścig. Mam już jakieś tam pomysły, ale najpierw muszę doprowadzić do końca sprawę autopilota" - powiedział gdańszczanin.

Po wycofaniu się z Vendee Globe, Gutkowski "zaprowadził" jacht na Wyspy Kanaryjskie, do portu Santa Cruz na Teneryfie. Tam przylecą specjaliści producenta urządzenia.

"Będę patrzył im na ręce, aby nie mówili, że Gutkowski nie potrafił wcisnąć jakiegoś tam guzika, bo jakby to zrobił, autopilot by działał. Na razie nie wiadomo, gdzie leży przyczyna awarii. Może to być sprawa wirusa, może niewłaściwego wgrania programu, a może zupełnie inna" - wspomniał.

Gutkowski przyznał, że Vendee Globe jest wprawdzie wielkim wyzwaniem, ale on nie jest fanem tej formy żeglowania. "Samotne regaty są tańsze, jednak nie są moją preferencją. Wolę być w gronie załogi".

10 listopada z Les Sables-d'Olonne do siódmej edycji Vendee Globe wystartowało 20 jachtów. Przed Gutkowskim wycofało się pięciu uczestników. Obecnie w stawce pozostało trzynastu żeglarzy.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Gutkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy