• 1 .Legia Warszawa (38 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (36 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (36 pkt.)
  • 4 .Lech Poznań (32 pkt.)
  • 5 .Arka Gdynia (31 pkt.)
  • 6 .Korona Kielce (30 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (28 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (28 pkt.)

Lech - Legia. Bjelica pyta "Pana Sławka": Był faul?

Na konferencji zapowiadającej mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa trener "Kolejorza" Nenad Bjelica poszukał mikrofonu telewizji Canal+, wziął go w ręce i zapytał: "Panie Sławku, pytam pana: co było bardziej faulem - atak na Makuszewskiego czy starcie Szituma z Koseckim?". Chorwat po meczu ze Śląskiem Wrocław jest zawieszony i hitowe starcia z Legią, a później także Jagiellonią w Białymstoku obejrzy z trybun.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Lech - Legia

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

W 33. minucie ostatniego meczu, już przy stanie 1-0 dla Śląska, Maciej Makuszewski został sfaulowany w okolicy pola karnego wrocławian przez Djordje Czotrę. Serb zahaczył reprezentanta Polski przy próbie wybicia piłki - trafił go w tylną część nogi, tam, gdzie nie ma ochraniacza. I choć Makuszewski upadł, a w powtórkach było widać nieczyste zagranie Czotry, to sędzia Paweł Gil nie zareagował. I wtedy właśnie rozpoczęły się emocjonalne tyrady Nenada Bjelicy. Najpierw w kierunku arbitra technicznego, a później - drugiego trenera Śląska Kibu Vicuny.

Sytuację spotęgował jeszcze odgwizdany już przez arbitra w 44. minucie drugi faul łokciem Marcina Robaka na Rafale Janickim, tym razem bez żółtej kartki. Tej właśnie domagał się Bjelica. - Widziałem, co się stało z Robakiem i Janickim, trener musi bronić swoją drużynę. Druga sytuacja była podobna do pierwszej, tylko kary nie było. Intencja była ta sama, nie widziałem różnicy. Widziałem za to różnicę między faulem na Makuszewskim, a tym Szituma na Koseckim, za który był rzut karny. Porównajmy te dwie sytuacje: co bardziej było faulem? Pytam pana Sławka: co bardziej było faulem? Można pokazać te dwie sytuacje i odpowiedzieć. Dla mnie: nie ma porównania - mówi Bjelica.

W niedzielnej Lidze+ Ekstra sytuacja z Koseckim była analizowana - eksperci, włącznie ze Sławomirem Stempniewskim uznali, że był kontakt między chorwackim obrońcą Lecha a Koseckim, a to jest podstawą do odgwizdania rzutu karnego. Analiza faulu Czotry na Makuszewskim się nie znalazła, choć przewinienie to trafiło do materiału "Liga od Kuchni". Tam właśnie widać, jak bardzo emocje poniosły wtedy Bjelicę. - We Włoszech, gdyby dyktować karne po takich faulach, to tych karnych byłoby po 25 w meczu. A w Anglii śmiałby się cały stadion. Nie akceptuję takiego kryterium, że na Koseckim jest faul, a na Makuszewskim nie ma. Do 30. minuty byłem bardzo spokojny, podobnie jak w całym spotkaniu np. z Zagłębiem Lubin (prowadził je Szymon Marciniak - red.). Dlaczego? Bo sędzia nie zrobił błędu. A teraz trzy sytuacje mi się nie podobały. Sędzia techniczny powiedział mi, że widział to tak jak ja, ale problem w tym, że pan Gil  nie widział. Kilka razy już powtarzałem, że w Polsce jest bardzo wysoki poziom sędziowania, a pracowałem już w Austrii czy Włoszech, więc wiem, co mówię. Zdarzają się dwa, trzy błędne sytuacje, ale trudno - twierdzi Bjelica.

W efekcie trener Lecha został wyrzucony na trybuny - to drugi jego przypadek w 13-miesięcznej pracy w Poznaniu. Sęk w tym, że poprzednio nie mógł tylko prowadzić drużyny w wyjazdowym meczu ze słabą wówczas Arką Gdynia (4-1 dla Lecha), teraz zaś ominą go dwa prestiżowe pojedynki: z Legią w niedzielę oraz z Jagiellonią w Białymstoku po przerwie reprezentacyjnej. Zastępować go będzie Austriak Rene Poms. - Pierwsze, co mogę powiedzieć, że to będzie problem dla Szymona Marciniaka, bo Rene Poms ma w sobie więcej emocji niż Nenad Bjelica. Rene jest moim asystentem od pięciu lat, on wie, jak grają nasze zespoły. O wszystkim porozmawiamy przed meczem, na każdą sytucję będziemy mieli dwa, trzy warianty ewentualnych zmian i roszad - mówi Bjelica, który ostatni kontakt z zespołem może mieć na pół godziny przed spotkaniem. Później nie może pojawić się już w szatni.

Chorwat cieszy się, że mecz Lecha z Legią poprowadzi Szymon Marciniak, choć sędzia z Płocka rok temu popełnił ogromny błąd w starciu tych drużyn. W doliczonym czasie gry uznał gola ze spalonego Kaspera Hamalainena i Legia wygrała 2-1. - Szanuję sędziego Marciniaka, on jest najlepszy nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Jak zrobił błąd w tamtym spotkaniu, to powiedział później "przepraszam". Choć to nie był jego błąd, a asystenta. Szanuję te jego słowa. Błąd może zrobić każdy z nas, problem jednak w tym, że jak trener go zrobi, to idzie na trybuny, a sędzia pracuje dalej. To jest dla nas, trenerów, kłopotliwe. Nie możemy pokazać emocji i nie możemy zrobić błędu, bo czeka nas absencja - tłumaczy Bjelica.

Jego zdaniem, wysłanie na trybuny we Wrocławiu było niesprawiedliwe. Stało się to po słownej wymianie z Kibu Vicuną, gdy Bjelica pytał Hiszpana po hiszpańsku "Czego chcesz?". - Było to głośne, może agresywnie wyglądało, ale nie było pozbawione szacunku. Moja komunikacja z sędzią technicznym też była głośna, też może agresywna, ale nigdy bez szacunku. Mieliśmy 25 różnych arbitrów w tych 53 meczach, jak prowadzę Lecha, ale nikomu nie powiedziałem: jesteś słaby. Moje emocje były teraz związane ze słowem: "Pytam!". A pytanie brzmiało, czy faul na Makuszewskim nie był faulem? Dla mnie to było wejście na żółtą kartkę. Tacy trenerzy jak Mourinho, Klopp, Conte czy Simeone też grają z emocjami, grają ze swoimi drużynami. Więc pytam: dlaczego to nie był faul? - emocjonalnie opowiadał Nenad Bjelica.

Jego zdaniem sankcje powinny być nakładane w przypadku braku szacunku. - W ostatnim roku ani razu mi tego szacunku nie zabrakło. Tak było również z Kibu, pytałem go po hiszpańsku "czego chcesz"? Ci z Komisji Ligi napisali, że agresywnie rozmawiałem, ale nie wiedzą, co powiedziałem, bo były to słowa po hiszpańsku. Bardzo agresywnie i emocjonalnie, więc to jest powód, dla którego muszę dwa mecze oglądać z trybun. Nie ma w tym logiki. Drugi raz jestem odesłany na trybuny, ale ani razu nie stało się to po konflikcie z sędzią - dodał Chorwat.

Obaj chorwaccy szkoleniowcy: Romeo Jozak z Legii i Nenad Bjelica nie spotkają się więc w niedzielę przy ławkach rezerwowych, bo Lecha reprezentować będzie Rene Poms. - Ale on mieszka blisko Chorwacji - śmieje się Bjelica. - Jeden z dziennikarzy powiedział ostatnio: "bałkańska krew". To nie jest takie proste, bo każdy trener jest inny. Mourinho, Klopp, Conte czy Simeone nie pochodzą w Bałkanów, ale pokazują emocje. A Rene będzie spokojny, wie co ma robić - dodaje trener Lecha.

Andrzej Grupa

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Dowiedz się więcej na temat: Nenad Bjelica | Lech Poznań | Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje