• 1 .Legia Warszawa (38 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (36 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (36 pkt.)
  • 4 .Lech Poznań (33 pkt.)
  • 5 .Arka Gdynia (31 pkt.)
  • 6 .Wisła Kraków (31 pkt.)
  • 7 .Korona Kielce (31 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (30 pkt.)

Pogoń Szczecin. Kazimierz Moskal: Nie stać nas na falstart

- Gdyby była inna sytuacja w tabeli, to powiedziałbym, że Puchar Polski jest tak blisko, że nastawiamy się wyłącznie na niego, ale w związku z układem spotkań na początku wiosny musimy być gotowi na jedno i drugie. Nie możemy sobie pozwolić na falstart - mówi Interii trener Pogoni Szczecin Kazimierz Moskal.

Kazimierz Moskal, obejmując Pogoń Szczecin, miał jasno sprecyzowany cel: poprawić styl gry zespołu i utrzymać dotychczasową jego skuteczność. O ile to pierwsze udało się zrealizować, o tyle, "Portowcy" mają deficyt punktowy. Po 20 kolejkach Ekstraklasy zajmują 7. miejsce z 26 punktami. W analogicznym okresie ubiegłego sezonu mieli 33 "oczka", co dawało im czwartą lokatę.

Reklama

Niewątpliwie sukcesem Moskala i jego ekipy jest awans do półfinału Pucharu Polski.

Interia: Z awansu do wielkiej "czwórki" Pucharu Polski jest pan z pewnością zadowolony, ale czy to, co udało się osiągnąć zespołowi po 20 kolejkach ligowych wywołuje uśmiech na twarzy czy bardziej zadumę?

Kazimierz Moskal, trener Pogoni Szczecin: - Żeby była jasność - nie liczyłem z góry, ile punktów zrobimy. Nigdy tak nie robię. To podobne do dzielenia pieniędzy przed ich otrzymaniem, jeżeli nie masz w kieszeni, to nie dziel. Ale zgadzam się z tym, że patrząc na przebieg rundy jesiennej i pięciu kolejek rundy rewanżowej, powinniśmy mieć o kilka punktów więcej.

- W trzech meczach byliśmy zespołem, który powinien przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale się nie udało. Dlatego czujemy niedosyt. Zarówno ja, jak i zawodnicy, w klubie wszyscy mają podobne odczucia.

Strzelacie sporo, prawie czternastokrotnie na mecz, ale czy nie brakuje wam skutecznego napastnika? Przecież musiał się pan ratować przesunięciem do ataku byłego obrońcy Adama Frączczaka, który z siedmioma golami jest najlepszym strzelcem zespołu.

- Statystyki są dobre, żeby na nie od czasu do czasu popatrzyć, ale też każdy je może interpretować na swój sposób. Ja zbyt wielkiej wagi do nich nie przywiązuję, natomiast jeśli chodzi o strzelanie bramek, to mieliśmy z tym problem. Na początku sezonu przewijał się w ataku Zwoliński, później Kitano, dopiero w następnej kolejności postawiliśmy na Adama. Szukaliśmy optymalnego rozwiązania. Dotyczyło to także linii środkowej, jeśli chodzi o ustawienie Drygasa z Murawskim i Matrasem. Zastanawialiśmy się, czy tak to ma wyglądać. W pierwszym meczu, na stadionie Wisły, Rafała Murawskiego ustawiliśmy najwyżej. 

- Poza tym, trwała aklimatyzacja Delewa. Musieliśmy na niego trochę poczekać, a gdy zaczął funkcjonować dobrze, w końcówce roku wypadł z powodu kontuzji. Przyczyn deficytu punktowego znalazłoby się kilka, ale ja absolutnie nie chcę szukać usprawiedliwienia. Gramy tymi, których mamy i nawet w tej sytuacji, jaka była, powinniśmy lepiej punktować.

Jesienią dokonał pan dokładnego przeglądu armii. Wykorzystał pan 24 zawodników, z czego tylko Gracjan Jaroch, Hubert Matynia i Marcin Listkowski wystąpili symbolicznie, poniżej 100 minut we wszystkich meczach. Czy na wiosnę Pogoń będzie grała bardziej ustabilizowanym składem, "jedenastką" plus czterech-pięciu na zmianę?

- Chciałoby się mieć taką ustabilizowaną kadrę, ale wie pan przecież, że w piłce można sobie pewne sprawy zaplanować, poukładać, a nagle zdarzy się coś, przez co wszystko musisz przewrócić do góry nogami. Gdyby nie było kontuzji, kartek, innych wykluczeń, to grając systematycznie jedną kadrą, robiąc jedynie nieliczne zmiany, to wpłynęłoby na korzyść zespołu. Ekipa poznałaby się lepiej, zrozumiała na boisku, zadziałałyby te automatyzmy, o których tak często mówi nasz selekcjoner.

- Z drugiej strony, taka stabilizacja składu jest swego rodzaju pułapką. Przecież w którymś momencie może przyjść kryzys. Nie utrzyma się formy wszystkich zawodników na wysokim poziomie przez cały sezon, więc trzeba siłami odpowiednio szafować i wyczuć moment, w którym można kogoś odpowiednio oszczędzić. Nie zmienia to faktu, ze będę jednak chciał iść w kierunku stabilizacji kadry, by nie było zbyt wielu rotacji.

Zdecydowaliście się na rezygnację z Akahoshiego, który miewał niezłe momenty w meczach, ale nie strzelał bramek, rzadko asystował, a tego należy wymagać od zawodnika grającego na jego pozycji. Czy brak goli i asyst spowodował, że nie ma już tego Japończyka w Pogoni?

- Powiem tak: gdyby on nie chciał odejść, to zostałby, bo kontrakt miał jeszcze ważny. Z niewolnika nie ma pracownika. Po drugie, ja rzeczywiście oczekiwałem trochę więcej po "Ace". Być może miał niedostatki w przygotowaniu fizycznym, choćby dlatego, że nie zaczął równo z nami pracy latem. Borykał się z problemami. Później, gdy już wszedł w trening, przyplątała mu się kontuzja i długo na niego czekaliśmy. Kontrakt kończył mu się za pół roku, więc zdecydował się zmienić środowisko. Mówi się "trudno, życie".

Czy Akahoshiego zastąpi młody Gruzin Mate Cincadze, którego ostatnio zakontraktowaliście i nie puściliście nawet na zgrupowanie reprezentacji, gdyż odbywało się ono poza terminem FIFA?

- To nie jest tak, że walczymy z federacją gruzińską. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zgrupowanie odbywa się poza terminem FIFA, ja rozmawiałem z selekcjonerem Gruzji Weissem na temat Mate, tłumaczyłem mu, że on dopiero do nas przyszedł, był od dwóch dni na treningach, jest to nowy zawodnik, który musi sobie u nas wywalczyć miejsce w składzie, by być przydatnym reprezentacji. Te przygotowania to dla nas ważny moment, stąd taka, a nie inna decyzja w sprawie zatrzymania Cincadze.

- A czy Mate jest na pozycję "Aki"? Tego na razie nie wiem."Aka" lepiej się spisywał, grając trochę wyżej, natomiast Cicnadze, ustawiony troszkę niżej w środku pola, myślę, że da nam to, czego oczekujemy. Jest to młody chłopak, ocierający się o kadrę. Do sposobu gry, jaki my chcemy preferować, będzie się nadawał.

I wypali tak jak Gyurcso albo Delew?

- Mam taką nadzieję, że uda się go tak poprowadzić, że będzie go widać.

Prasa szczecińska porusza problem, że młodzież Pogoni nie przebija się tak, jak się na to zanosiło. Marcina Listkowskiego wysłaliście do Danii, a Damian Pawłowski pojechał na testy do Empoli. 
   
- Historia z młodzieżą jest podobna w każdym klubie. W Wiśle też ją przerabiałem. W Krakowie wszyscy się dopominali o zawodników, którzy zdobyli mistrzostwo Polski juniorów, a teraz ich nigdzie nie ma. To nie jest tak, że grając dobrze w juniorach, zaraz się wskoczy do pierwszego składu zespołu ekstraklasowego i jeszcze ten zawodnik będzie postacią wiodącą. Przede wszystkim nikt im nie odmawia tego, że ci chłopcy mają talent. Jeśli wygrywa się ligę juniorów, to w tych chłopcach, przynajmniej kilku, ten talent musi być, ale oprócz niego potrzeba jeszcze dużo pracy, dobrego charakteru, odpowiednich doradców, cierpliwości. I pokory. Można by wymieniać jeszcze więcej wymogów, które oni muszą spełnić.

- My żeśmy się zdecydowali na to, żeby wypożyczyć Listkowskiego, bo uważamy, że chłopak ma potencjał, ale musi pograć gdzieś, nabierać doświadczenia w dorosłej piłce. A pozostali? Jedni odchodzą, inni przychodzą. Wzięliśmy kilku młodych na obóz. Wracając do tematu Wisły, znowu były głosy "bo młodzi nie grają", "wpuścić młodych, to będą wyniki", a jak się okaże, że młodzi nie mają wyników, to narzekanie idzie w innym kierunku, że nie ma młodzieży. I tak w kółko jedno i to samo.

- Łatwo jest oceniać po fakcie i dorabiać jakieś teorie. Żaden trener, tym bardziej ja, nie jest idiotą i nie będzie się pozbywał ludzi, którzy prezentują wyższy poziom od tych, którzy zostają. Albo nie będzie dawał grać komuś tylko dlatego, że jest młody, czy stary. Liczy się tylko to, jak się prezentujesz.

Jak układacie priorytety na wiosnę? Czy w związku z tym, że jesteście o trzy mecze od zdobycia Pucharu Polski bardziej się na ten cel nastawiacie, czy jednak liczy się Ekstraklasa, gdzie nie możecie być pewni awansu do mistrzowskiej "ósemki"?

- Nie podchodzę w ten sposób do tego, co nas czeka. Gdyby była inna sytuacja w tabeli, to może bym powiedział, że do Pucharu jest tak blisko, że nastawiamy się tylko i wyłącznie na niego. Tym bardziej, że patrząc na to, jak ta liga będzie się zaczynać, jaki mamy układ, musimy być gotowi na jedno i drugie. Pierwszy mecz mamy z Piastem, później jedziemy na Cracovią, a następnie mamy mecze z Lechem w Pucharze Polski, więc...

... Nie możecie zostać w blokach startowych tak jak na początku sezonu?

- Absolutnie nie możemy sobie na to pozwolić.


Spośród dotychczasowych meczów, z którego jest pan najbardziej dumny: z wysokich zwycięstw nad Jagiellonią, Bruk-Bet Termalicą, Wisłą, czy ze skromnego, ale znaczącego nad Legią?

- Wiadomo, że odbiór wśród kibiców jest taki, że im wyżej się wygra, to tym lepiej. Dla mnie wyjątkowy był ten mecz z Wisłą. Nam wszystko wychodziło, wiem, że Wisła była osłabiona, ale i tak strzelić sześć bramek nie jest bułką z masłem. Natomiast sądzę, że zdecydowanie takie najcenniejsze punkty, które jakby ważą więcej, to jednak te za wygraną z Legią, gdyż to przeciwnik, u którego było widać moc i wydawało się, że będzie nam ciężko, a jednak udało się strzelić trzecią bramkę w drugiej połowie i dowieźć zwycięstwo do końca. Zresztą następne mecze Legii pokazały, że ona ma jednak siłę.

Mecz do zapomnienia to 1-4 z Koroną, gdy graliście bez Rafała Murawskiego?

- Ten mecz mógł się różnie potoczyć, bo oni strzelili nam szybko bramkę, po naszych dwóch kardynalnych błędach - nie mamy prawa w taki sposób tracić bramek, ale wcześniej my oddaliśmy strzał, później mieliśmy sytuację, ale nie udało się jej wykorzystać, natomiast oni strzelali bramki "życia", takie jak my z Wisłą. Na porażkę z Koroną patrzę troszkę inaczej. Mieliśmy trochę problemów przed tym meczem. Zdarzają się takie spotkania. Wolałbym o innym spotkaniu szybciej zapomnieć.

O którym?

- Ech, zostawię to dla siebie.

Praca w Szczecinie ma jakąś specyfikę w porównaniu do tego, co spotykał pan w Krakowie, Katowicach, czy Niecieczy, gdzie dotychczas prowadził pan zespoły? Wynikającą choćby z tego, że bliżej stamtąd do Berlina niż do najbliższego choćby rywali z Ekstraklasy?

- Zdecydowanie, specyfiką są mecze wyjazdowe.

Czy to dlatego w tabeli uwzględniającego tylko mecze wyjazdowe jesteście dopiero na 10. miejscu?

- Nie chciałbym się tłumaczyć, ale jest to dla nas kłopot. Każdy wyjazd, to wyprawa długa i męcząca.

Czy fakt, że dyrektorem sportowym Pogoni jest pana kolega z boiska Maciej Stolarczyk pomaga?

- W piłce profesjonalnej nie ma sentymentów, ale ja sobie cenię to, że możemy często rozmawiać i jest to naturalne. To jest takie naturalne. Myślę, że te nasze stosunki nie wyglądają na przyjacielskie, ale są partnerskie. Jeśli cokolwiek się dzieje, rozmawiamy. Może nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu. Myślę, że tak do powinno wyglądać.

A jak się żyje w Szczecinie? Nie za często wieje?

- No wieje, czasami tego doświadczyliśmy. Ale zdecydowanie łatwiej jest się poruszać po mieście niż np. w Krakowie, choć jest dużo rond i dróg z pierwszeństwem, które niekoniecznie biegną w linii prostej, tylko skręcają i można by sądzić, że są podporządkowanymi. Poza tym, jak w każdym mieście, jak przychodzi nowy trener, to są duże wymagania i oczekiwania i trzeba o swoje walczyć. To nie jest tak za każdym razem, że przychodzi nowy trener do danego klubu i wszyscy go od razu kochają wkoło. 

Kibice na mieście potrafią pokazać sympatię?

- Zdarza się. Na przykład pewnego razu kupowałem sobie torbę podróżną, a pan się mnie pyta, czy już się pakuję (śmiech). 

Po porażce?

- Nie, to pytanie było zdecydowanie w formie żartu.
  

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Moskal | Spas Delew | Pogoń Szczecin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje