• 1 .Legia Warszawa (38 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (36 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (36 pkt.)
  • 4 .Lech Poznań (33 pkt.)
  • 5 .Arka Gdynia (31 pkt.)
  • 6 .Wisła Kraków (31 pkt.)
  • 7 .Korona Kielce (30 pkt.)
  • 8 .Zagłębie Lubin (29 pkt.)

Sandecja. Wojciech Trochim: Wielu uważa, że Sandecja to wiejski klub

Sandecja od sześciu meczów nie może zainkasować trzech punktów, a przed nią trudnym terminarz. - Musimy się wziąć w garść, ale nie ma co obwieszczać tragedii - mówi w rozmowie z Interią jeden z najbardziej walecznych zawodników z Nowego Sącza Wojciech Trochim. Pomocnik zdecydowanie odpowiada także tym, którzy sugerują, że jego klub znalazł się w Ekstraklasie przypadkowo.

Adrianna Kmak, eurosport.interia.pl: Przerwa na reprezentację bardzo wam się teraz przydała?

Reklama

Wojciech Trochim, piłkarz Sandecji: - Tak, mieliśmy trochę czasu, żeby popracować i wrócić do gry, którą pokazywaliśmy wcześniej. Troszkę nam brakowało szczęścia ostatnio. Mecz z Górnikiem Zabrze (1-2) dla mnie był bardzo dziwny. Trzeba powiedzieć otwarcie, ja się tego nie boję zrobić, bo twierdzą też to eksperci, że karny przy 0-0 nam się należał. Strzeliliśmy bramkę na 1-0, po czym przy stanie 1-1 powinna być czerwona kartka dla zawodnika Górnika. Nie chciałbym zrzucać wszystkiego na sędziów, ale gdzieś te sytuacje wpływają na to, że wyniki nie są, jakie być powinny. Mówię, to z pełną odpowiedzialnością.

Ostatni mecz z Wisłą Kraków był waszą najwyższą porażką w tym sezonie.

- Byliśmy słabsi. Trzeba to powiedzieć otwarcie. Było u nas za dużo słabych punktów. Nie jesteśmy zespołem wirtuozów, ale drużyną, która jest charakterna, coś umie pograć w piłkę. Wisła jednak obnażyła nasze słabe punkty. Trzeba mieć trochę charakteru i odwagi, żeby przyznać, że było się słabszym.

Po meczu w Krakowie wasz kapitan -  Dawid Szufryn powiedział mi, że może niektórzy zawodnicy poczuli się zbyt pewnie, po waszym dobrym początku w Ekstraklasie i dlatego teraz wam nie wychodzi. Zgadza się pan z tym?

- Dawid ma swoje zdanie, ja też mam swoje. Uważam, że mieliśmy dużo szczęścia w spotkaniach początkowych. To szczęście nie bierze się jednak z niczego, bo wyglądaliśmy i prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Weszliśmy w ten sezon miłym akcentem. Zaskoczyliśmy nie tylko samych siebie, ale wszystkich dookoła. Jestem w stanie otwarcie powiedzieć, że nikt nam nie dawał żadnych szans jadąc np. na Lechię, Jagiellonię czy Lech Poznań. Z Legią też graliśmy fajne spotkanie, do czerwonej kartki.

Teraz macie pierwszą, cięższą próbę?

- Piłka czasami brutalnie weryfikuje. Trzeba to wziąć na klatę, usiąść, pogadać, uderzyć się w pierś i wrócić do tego, co graliśmy na początku sezonu. Myślę, że będzie dobrze. Nie możemy z tego robić jakiejś wielkiej tragedii. Wiadomo było, że będziemy walczyć o utrzymanie Sandecji w Ekstraklasie do upadłego. Rozwijamy się jako klub, zespół. Tak samo było w pierwszej lidze i jest teraz. Ja wierzę w swój zespół i siebie samego. Myślę, że jesteśmy w stanie zrobić jeszcze niejedną niespodziankę. Może ostatnio wygląda to trochę słabiej, ale mamy niezły zespół i stać nas na to, żeby utrzymać Ekstraklasę dla Nowego Sącza.

Z czym według pana macie teraz największy problem?

- Z utrzymaniem rytmu. Z Górnikiem Zabrze zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę. Z Piastem Gliwice przespaliśmy pierwszą część, a w drugiej pokazaliśmy się z dobrej strony. Można by tu przytaczać jeszcze inne spotkania, w których było podobnie. Piłka jest grą błędów. Jak coś nam odjęto, to wierzę w to z całego serca, że odda nam się to w innych meczach. Musimy tylko zacząć być drużyną, którą byliśmy do tej pory.

Ci, którzy mówią już o waszym kryzysie trochę się pospieszyli?

- Mnie bardzo zależy na tym klubie, zespole, chłopakach, bo dużo przeżyliśmy ze sobą. Wiadomo, że trzeba wyciągnąć wnioski, bo każdy widzi, że czegoś nam brakuje i coś nie gra w pewnych fazach meczu. Musimy się wziąć w garść, ale nie ma co obwieszczać tragedii. Uważam, że trzy punkty do strefy mistrzowskiej i cztery do spadkowej, to nie jest tragedia. Popatrzmy na to przez pryzmat tej rundy, nie kilku ostatnich spotkań, gdzie dostaliśmy po głowie. Weźmy pod uwagę, jak wygląda nasza kadra, ile mamy kontuzji, kartek.

Czyli kryzys to za mocne słowo?

- Każdy zespół łapie jakiś kryzys i my musimy z tego wyjść. Myślę, że w tej lidze są drużyny, które mają większe problemy niż my. Nie ma co robić nerwowych ruchów. W I Lidze też byliśmy w wielu krytycznych sytuacjach i potrafiliśmy z tego wyjść. Potrzebujemy tylko troszkę spokoju, porozmawiania, wytłumaczenia pewnych spraw i wrócenia do tego, co było wcześniej.

Często pojawiają się głosy, że Sandecja znalazła się w Ekstraklasie przypadkowo. Zgadza się pan z tym?

- Wielu mówi, że Sandecja to wiejski klub, bo nie ma stadionu i w ogóle po co taka drużyna w Ekstraklasie itd. My wywalczyliśmy sobie to na boisku. Do każdego podchodzę z szacunkiem i tak samo powinno być w stosunku do nas. Nie znaleźliśmy się w Ekstraklasie przez wygraną w ostatniej kolejce I Ligi. Zrobiliśmy to dużo wcześniej - pewnie i zdecydowanie. Chciałbym, żeby nas szanowano, bo mamy fajny, charakterny i doświadczony zespół.

Miasto robi wszystko, żeby postawić piękny stadion. To tylko kwestia czasu. Byliśmy bardzo mocnym zespołem, jeżeli chodzi o swoje boisko. Teraz gramy wszystko na wyjazdach. Nieciecza, to nie jest to samo, co swój stadion. Początek był bardzo ciężki, bo trzeba było się przestawić na podróż itd. Jak jedziemy do Niecieczy, spotykamy się bardzo wcześnie. Cały dzień jest rozbity. Nie ma co jednak szukać wymówek i usprawiedliwień. To jest jakiś mały minusik, ale trzeba walczyć.

Sandecja jest dla pana wyjątkowym miejscem?

- Awans z Sandecją był dla mnie pierwszym i bardzo pięknym w przygodzie z piłką. Bardzo go przeżyłem. Wiążę przyszłość z Nowym Sączem. Chcę tutaj zostać i zamieszkać. To dla mnie bardzo cenne miejsce, klub. Może za bardzo się odkrywam, bo niektórzy "jadą" ze mną na stadionach, ale to mnie tylko buduje. Dziękuję moim przeciwnikom, że tak mnie wspierają na trybunach.

Co ma pan na myśli mówiąc, że z panem "jadą" na trybunach? Chodzi o jakieś wyzwiska itp.?

- Nie wiem, o co im chodzi. Nie zwracam uwagi na to czy ktoś mi ubliża. Nie dobieram tego do siebie. Gram teraz dla Sandecji, której bardzo dużo zawdzięczam. Uważam też, że bardzo dużo pomogłem temu klubowi swoją postawą i grą. Cieszę się tym, gdzie jestem.

W klubie dużo się zmieniło od czasu awansu do Ekstraklasy?

- Klub się cały czas rozwija. Jest duża różnica, jeżeli chodzi o płynność i stabilizację drużyny.  Teraz będzie powstawał nowy stadion, marketing też zaczyna coraz lepiej funkcjonować. Wiadomo, że nic się nie zrobi z dnia na dzień. Niedociągnięcia zawsze będą, ale one nie są tylko u nas, ale też w innych klubach w Ekstraklasie. Niektórzy są w lidze dłużej niż my, a nie wygląda to u nich idealnie. U nas starają się jak mogą i na tyle, ile potrafią. Nic złego na ten temat nie mogę powiedzieć.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Lotto Ekstraklasy

Rozmawiała: Adrianna Kmak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje