• 1 .Legia Warszawa (38 pkt.)
  • 2 .Lech Poznań (36 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (36 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (36 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (32 pkt.)
  • 6 .Arka Gdynia (31 pkt.)
  • 7 .Korona Kielce (31 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (31 pkt.)

Wisła Kraków - Franz Smuda do krytyków: Janowicz miał rację!

- Janowicz miał rację, że zrugał dziennikarzy, jestem za nim. Krytycy myślą, że człowiek to jest maszyna. Wystarczy naoliwić, odpalić i sama pracuje. Człowiek wkłada w to całe serce, wszystkie siły, a w razie porażki dostaje po głowie od ludzi, którzy nie wiedzą nawet, co ją spowodowało - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL trener Wisły Kraków Franciszek Smuda.

Interia.pl: Co się stało z Wisłą Kraków? Najpierw przegraliście wygrany mecz z Zagłębiem Lubin (krakowianie prowadzili w końcówce 1-0, by przegrać 1-3), a później z Widzewem? Coś pękło?

Reklama

Franciszek Smuda: - Nic nie pękło, po prostu brakuje nam takiej stabilizacji składu, jaką mieliśmy jesienią. Jeśli z meczu na mecz zmieniasz od dwóch do czterech zawodników, a jeszcze dysponujesz tak wąską kadrą, jaką my mamy, to trudno spodziewać się, że będziemy wygrywali z meczu na mecz.

W polskich klubach jest pan przyzwyczajony do innych serii niż sześć spotkań bez zwycięstwa. Czuje pan rozgoryczenie, gdy słyszy takie wyliczanki i czyta informacje, że to najgorsza passa Wisły w dziejach Tele-Foniki?

- Szkoda, że autorzy takich informacji nie dodają, że jednocześnie mamy najsłabszy skład, odkąd klubem włada Tele-Fonika. Przy moich dwóch podejściach do "Białej Gwiazdy" sytuacja była inna pod każdym względem, to były inne czasy.

- Boli mnie to, że ci, którzy powinni być wdzięczni za to, że udało się to jakoś poukładać, teraz na nas plują. Krytycy nie mogą się zdecydować - przed sezonem mówili, że jesteśmy do spadku, a teraz, gdy mamy czwarte miejsce w lidze, robią awanturę, bo przegraliśmy dwa mecze. Ludzie złoci! Bierzcie pod uwagę to, że mamy w składzie albo żółtodziobów, którzy uczą się dopiero profesjonalnej piłki, albo zawodników, którzy stracili na piłce już tyle zdrowia, że z dnia na dzień łapią kontuzje, albo zacinają się w strzelaniu bramek.

Może ci piłkarze nie wygrywają, bo ciągle ich pan broni?

- Ja ich nie bronię. Podaję tylko argumenty, których nie znacie, bo nie obserwujecie treningów, nie jesteście z nami w szatni.

- Powtarzam - nie jesteśmy Borussią Dortmund, która ma w kadrze 30 ludzi. U nas jest 12 piłkarzy, jak wypadnie dwóch, robi się problem, a jak czterech, to tracimy na jakości gry, jak wypada siedmiu, jak przed meczem z Podbeskidziem, to jest już dramat.

- Dlatego nie ma się co dziwić, że zdarzyły nam się porażki. I tak długo się bez nich trzymaliśmy. Z nimi trzeba żyć i próbować się podnieść.

- Jak ktoś chce krytykować, to najpierw się powinien dowiedzieć, co się dzieje.

- Ja robię wszystko, żeby w Krakowie jak najlepszą drużynę stworzyć, ale też musimy każdą złotówkę oglądać uważnie, zanim ją wydamy. Równie ważnym procesem, jak budowa silnego zespołu jest wyprowadzenie klubu z długów. Od początku mówiliśmy otwarcie, że sytuacja nie jest wesoła i zarząd robi wszystko, aby to zmienić, uzdrowić klub. Dlatego jeśli ktoś nas teraz krytykuje, to znaczy, że nie zna sytuacji Wisły.

Po takich porażkach jak te z zespołami z dołu tabeli często dochodzi do zmian trenerów. Pan nie miał obaw o rozstanie?

- Wszystko jest możliwe w tym zawodzie. Każdy trener z tym musi żyć. Zawsze mówię - jeżeli ktoś uważa, że jest cudotwórcą, to zapraszam na moje miejsce.

- To nie jest drużyna, które wszystkie mecze z rzędu będzie wygrywać. Jak to jest, że najpierw się martwicie, jak się utrzymamy w lidze, a później wytykacie nam jedną czy drugą porażkę, choć jesteśmy na czwartym miejscu? Ja piłkarzy nie bronię, ale jak są kontuzje i absencje, to nie ma cudów.

- Janowicz miał rację, że zrugał dziennikarzy, jestem za nim. Ten chłopak mówi prawdę - daje z siebie wszystko i w rewanżu ma krytykę za jedną porażkę. Krytycy myślą, że człowiek to jest maszyna. Wystarczy naoliwić, odpalić i sama pracuje. Człowiekowi wychodzi gra raz dobrze, a innym razem źle.

- Mnie nikt łaski nie robi. Będę robił, co uważam za słuszne. Jak ktoś spośród krytykantów znajdzie cudotwórcę, to zapraszam na moje miejsce!

- Jak wyliczacie porażki i niewygrane mecze, to mówcie też prawdę, że od pierwszego meczu wiosny gramy bez dwóch kontuzjowanych - Boguskiego i Jovanovicia, później doszły pauzy za kartki i kontuzje. Przy tak wąskiej kadrze to się musiało odbić na wynikach. I my, mając dwunastu do gry, mamy wygrywać mecz za meczem!? To jest jakiś debilizm!

Podobno po porażce z Widzewem w ośrodku w Myślenicach odwiedził was sam właściciel Bogusław Cupiał?

- Pierwsze słyszę, ktoś panu głupot naopowiadał.

Gdy wracał pan do zadłużonej Wisły, Andrzej Iwan nazwał to w ten sposób: "Ktoś Franka Smudę ładuje na konia". Nie zniechęca pana cała sytuacja?

- Ja zapału do pracy nie tracę. Do końca sezonu walczę, a jak się to skończy, to usiądziemy, przeanalizujemy i zobaczymy jakie będą wnioski.

Rozmawiał Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Bogusław Cupiał | Wisła Kraków | Franciszek Smuda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje