• 1 .Górnik Zabrze (29 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (28 pkt.)
  • 3 .Wisła Kraków (27 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (27 pkt.)
  • 5 .Korona Kielce (25 pkt.)
  • 6 .Lech Poznań (24 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (23 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (20 pkt.)

Wisła - Legia. Jałocha: Nie byłem warszawianinem, a doczekałem się przyśpiewki. To miłe

- Nigdy nie powiedziałem, że za żadne skarby nie odejdę do Legii. I kiedyś usłyszałem jasno: Masz jechać do Warszawy, bo Wisła jest w takiej, a nie innej sytuacji. To co miałem zrobić? Pojechałem - wspomina w rozmowie z Interią Marcin Jałocha, jeden z niewielu zawodników, którzy zamienili Wisłę na Legię. W niedzielę w Krakowie (godz. 18) spotkanie obu drużyn.

Piotr Jawor, Interia: Jakoś mocniej interesuje się Pan tym meczem?

Reklama

Marcin Jałocha: - Pewnie, dziś najbardziej liczą się derby i właśnie spotkanie z Legią. To prestiż! Zresztą jeśli sprzedano komplet biletów, to widać, że Kraków żyje tym meczem i nie da się przejść obok niego obojętnie.

W niedzielę ma być 33 tys. widzów. Pan przy takiej samej frekwencji w wieku 16 lat debiutował w Wiśle, w wyjazdowym spotkaniu z Jagiellonią.

- Przyjechaliśmy półtorej godziny przed meczem i stadion już był pełny, bo Jagiellonia była beniaminkiem. Kolana mi się trochę ugięły... Z jednej strony mnie to mobilizowało, z drugiej deprymowało.

W 1993 r. przeszedł pan do Legii. Piotr Voigt, prezes Wisły podobno powiedział: Słuchaj, oferta jest dobra zarówno dla Ciebie, jak i dla nas.

- Po powrocie z Barcelony [na igrzyskach olimpijskich Jałocha zdobył z reprezentacją Polski srebrny medal] zapadła decyzja, by mnie sprzedać. Podobno było jakieś zainteresowanie z zachodnich klubów, ale wyjazd zagraniczny nie był łatwą sprawą. Pojawiła się też oferta z Górnika Zabrze, ale lepsza była ta z Legii. Nikt się więc nie zastanawiał, tylko sprzedano mnie do Warszawy.

A dla Pana która opcja była lepsza? Wahał się Pan, czy pójść do Legii?

- Nie wahałem, bo usłyszałem jasno: Masz jechać, bo Wisła jest w takiej, a nie innej sytuacji. To co miałem zrobić? Pojechałem. Z perspektywy czasu tego nie żałuję, bo Wisła była w innym miejscu niż teraz. Początki były ciężkie, bo jako młody chłopak przeprowadziłem się z rodziną do obcego miasta. Z każdym treningiem i sparingiem było jednak lepiej.

To prawda, że kibice w Warszawie skandowali: "Marcina Jałocha, cała stolica Cię kocha"?

- Cała Warszawa, nie stolica (śmiech). Tak, doczekałem się takiej przyśpiewki i to było miłe, szczególnie, że nie byłem rodowitym warszawianinem, ale zawodnikiem z Krakowa. Jednak nie odstawiałem nogi i byłem waleczny, czasami aż za bardzo.

Jakie wówczas były relacje między Wisłą a Legią?

- Animozje nie były tak odczuwalne, bo nie było jeszcze internetu. To były chyba mniej szowinistyczne czasy.

A jak Pana, jako piłkarza Legii, przyjmowano w Krakowie?

- Nie przypominam sobie, żebym z tego powodu miał jakieś problemu. Kibice zrozumieli... Pewnie zaraz zapyta pan o Krzyśka Mączyńskiego, ale ja nigdy nie powiedziałem, że za żadne skarby nie odejdę do Legii.

Jakiego "przywitania" przy Reymonta może spodziewać się Mączyński?

- Nic ciekawego na pewno go nie czeka... Żeby to było tylko przywitanie ze smakiem, a nie wulgarne. Wiadomo, że nie będzie to dla niego przyjemne, ale niech to mieści się w jakiś granicach...

Udźwignie to psychicznie?

- Powinien. To nie bramkarz czy obrońca, ale zawodnik bardziej ofensywny, więc ewentualnie może mieć "setkę" i jej nie wykorzystać, ale z tyłu raczej nie powinien przyczynić się do straty bramki. Zresztą to zawodowiec. W reprezentacji też miał kryzys, a potem strzelił bramkę. Da sobie radę.

Gdzie Pan ma więcej znajomych - wśród piłkarzy i kibiców Legii czy Wisły?

- Chyba pół na pół. W Wiśle spotykam się oldbojami, w Legii też mam znajomych. Teraz mieszkam w Krakowie, więc jednak więcej kontaktu mam z tutejszym środowiskiem.

A nie myślał Pan, by na stałe osiąść w Warszawie? Większe miasto, większe zarobki...

- Teraz ta różnica między Warszawą a Krakowem jest widoczna. Warszawa to aglomeracja, trochę inny świat. Ale za moich czasów nie było takiej różnicy w zarobkach czy sposobie życia. Wręcz odwrotnie - gdy się przyjeżdżało do Krakowa, to pod względem życia kulturalnego i towarzyskiego był dużo ciekawszy, bo w stolicy o godzinie 22 nie dało się napić piwa. Zresztą wyjeżdżając do Warszawy wiedziałem, że jak będzie możliwość, to trzeba wrócić do Krakowa i tak też układałem sobie plany. Tu kupiłem mieszkania, coś zainwestowałem...

Jakie spotkania spodziewa się Pan w niedzielę?

- Chciałbym wymiany cios za cios, ale obawiam się, że to będą szachy. Dziś Legia to niewiadoma. Za to Wiśle lepiej gra się w ofensywie. Było to widać w ostatnim meczu ze Śląskiem. Gdy próbowała się bronić, to ciężko było to oglądać...

Wisła jest faworytem?

 - Tak, ale nawet nie z powodu miejsca w tabeli, ale stylu gry w ostatnich meczach. Należy jednak pamiętać, że Legia kiedyś na pewno się obudzi...

Rozmawiał Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Legia Warszawa | Marcin Jałocha

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje