Alan Banaszek: Nie spodziewałem się, że aż tak uda mi się zdominować wyścig

Alan Banaszek z powodzeniem łączy starty na szosie i torze. W sobotę w Berlinie zdobył tytuł mistrza Europy elity w torowym wyścigu punktowym. Młody kolarz nie ukrywa, że chciałby wystartować w igrzyskach olimpijskich w 2020 roku w Tokio właśnie na torze.

"Moim głównym celem jest kolarstwo szosowe, aczkolwiek tor nie jest dla mnie jakimś dodatkiem do szosy. Chciałbym się ścigać na torze jak najdłużej, starty traktuję bardzo poważnie i mam nadzieję, że do igrzysk w Tokio uda mi się łączyć te dwie odmiany kolarstwa. A co będzie później, zobaczymy" - powiedział Banaszek.

Reklama

W wyścigu punktowym w Berlinie pojechał jak profesor. Wygrał dwa pierwsze punktowane finisze i był w grupie siedmiu zawodników, którzy w różnych momentach wyścigu nadrobili okrążenie nad resztą stawki. Przypieczętował zwycięstwo na 10 okrążeń przed zakończeniem rywalizacji, zajmując na przedostatnim punktowanym finiszu drugie miejsce.

"Nie spodziewałem się, że aż tak uda mi się zdominować wyścig. Czułem się bardzo dobrze, atakowałem od początku, ale nie byłem pewny swego. Wyścig był ciężki, musiałem uważać, by nikt mi nie odjechał. Dopiero jak na przedostatnim finiszu zdobyłem trzy punkty, to wiedziałem, że wygram" - ocenił.

Dwa dni wcześniej Banaszek startował w wyścigu drużynowym na 4 km na dochodzenie. Razem z Szymonem Sajnokiem, Szymonem Krawczykiem i Bartoszem Rudykiem po raz pierwszy przełamali granicę czterech minut, a wynik 3.58,523, który dał im szóste miejsce, był lepszy od poprzedniego rekordu kraju o ponad trzy sekundy.

"Wszyscy byliśmy dobrze przygotowani, tor był rozgrzany, było ciepło, a to pomaga w uzyskiwaniu dobrych czasów. Wiedzieliśmy, że taki wynik jest w naszym zasięgu, tylko musieliśmy w to uwierzyć. Zmieniliśmy też lekko taktykę. Zwykle prowadzący drużynę zmienia się po jednym okrążeniu. W Berlinie ja i Bartek Rudyk dawaliśmy dłuższe zmiany - po półtorej rundy. To był dobry pomysł" - podkreślił.

W stolicy Niemiec dopingowali go ojciec Bogdan, młodszy brat, a także stryj Dariusz, prezes PZKol. "Nie było czasu na świętowanie zwycięstwa. Niektórzy koledzy mieli jeszcze przed sobą starty" - wspomniał Alan, który zdobywając złoty medal sprawił sobie prezent na zbliżające się 20. urodziny. Będzie je obchodzić 30 października.

Banaszek odpoczywa obecnie w swoim domu w Aleksandrowie koło Nieporętu, ale już na początku listopada czeka go start w Pucharze Świata w Pruszkowie.

"Zapewne pojadę w drużynie, a w jakiej konkurencji indywidualnej, tego jeszcze nie wiem. Zdecyduje trener Jacek Kasprzak. Być może wystartuję w madisonie. W tej konkurencji też się ścigam i miałem nawet brązowy medal ubiegłorocznych młodzieżowych mistrzostw Europy razem z Danielem Staniszewskim. W Berlinie Daniel wywalczył brąz razem z Wojtkiem Pszczolarskim" - przypomniał.

Banaszek ściga się na co dzień w grupie CCC Sprandi Polkowice. W 2015 roku w estońskim Tartu został mistrzem Europy juniorów w wyścigu szosowym ze startu wspólnego. W tym sezonie odniósł pięć zwycięstw na szosie, m.in. w Memoriale Henryka Łasaka, Memoriale Grundmanna i Wizowskiego oraz w Grand Prix wyspy Rodos. Debiutował też w Tour de Pologne, zajmując na etapie do Zabrza dziewiąte miejsce.


Dowiedz się więcej na temat: Alan Banaszek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje