Dariusz Baranowski: Polscy kolarze będą widoczni w Tour de France

Dariusz Baranowski, do niedawna znakomity kolarz, uważa, że polscy zawodnicy będą widoczni na trasie tegorocznego Tour de France. - Nie spodziewam się, by grali w nim pierwsze skrzypce, ale z pewnością będą aktywni na poszczególnych etapach - powiedział.

Nie wyklucza też, że pokuszą się o zwycięstwo etapowe, zwłaszcza w górach.

Reklama

Pięciokrotny uczestnik Tour de France, zwany w peletonie "Rybą", dodał, że polscy kolarze w ostatnim czasie coraz częściej pokazują, że należy się z nimi liczyć i śmiało atakują pozycje asów. Dowodem są m.in. ich wysokie lokaty w klasyfikacji końcowej ostatnio zakończonego Giro d'Italia.

- Jeszcze nie tak dawno myślałem, że trochę poczekam, aż młodsi koledzy zaczną zajmować miejsce zbliżone do moich, ale zmobilizowali się szybciej i przyjemnie mnie zaskoczyli - zauważył.

Zapytany z kim wiąże największe nadzieje na dobry wynik odpowiedział, że oczekuje szczególnie skutecznej jazdy od Przemysława Niemca z włoskiej grupy Lampre-Merida, który w niedawnym Giro zajął 6. miejsce.

- We Włoszech pojechał doskonale, ale nie sądzę, żeby tym razem Przemek uznał klasyfikację generalną za priorytet. Będzie raczej pomagał Damiano Cunego. Skoro nie będzie na nim ciążyła presja końcowego wyniku, może się świetnie zaprezentować na etapach górskich, które są jego domeną. Stać go tam na wygraną, ale ostatnie słowo będzie należało m.in. do Alberto Contadora - stwierdzi kolarz, który także znakomicie ścigał się w górach.

Olimpijczyk z Atlanty wypowiedział się również o pozostałych polskich kandydatach do startu w Wielkiej Pętli. - Maciej Bodnar, ścigający się we włoskiej grupie Cannondale, będzie zapewne oddelegowany do kasowania ucieczek, ale może też spróbować odjazdów w mniejszych górach. Z kolei Tomasz Marczyński (holenderska grupa Vacansoleil-DCM) chyba spróbuje coś zwojować w generalce, a z pewnością pokaże się w ucieczkach. Sylwester Szmyd (hiszpański zespół Movistar) będzie pewnie pomagał Alejandro Valverde, ale w górach jest mocny i będzie chciał coś udowodnić. Jeżeli wystąpi Michał Gołaś, ścigający się w barwach Omega Pharma-Quick Step, stać go będzie, także na etapach górskich, na pokazanie swojej klasy. W końcu zajął w tej klasyfikacji 4. miejsce w ubiegłorocznym Giro d'Italia - dodał zawodnik, który rozstał się z zawodowym ściganiem w ubiegłym roku, w wieku 40 lat.

Baranowski wskazuje na specjalizację ocenianych kolegów: - Jak widać, możemy się pochwalić góralami, a ta umiejętność najbardziej dowodzi kolarskiej klasy. Czekam więc na zwycięstwo etapowe.

Zapytany o swój udział w Tour de France, powiedział, że najczęściej wraca pamięcią do startu w 1998 roku, gdy jadąc w barwach amerykańskiej grupy US Postal, zajął w klasyfikacji generalnej 12. miejsce.

- Szczególnie miło wspominam przedostatni etap, jazdę indywidualną na czas, którą ukończyłem na 4. miejscu. Jechało mi się super. W ogóle to zawsze wtedy byłem w czołówce, a dużą moc czułem w górach. Dwa lata później, jadąc w hiszpańskim Banesto, również świetnie sobie radziłem na długich i stromych podjazdach. Niezapomnianych przeżyć dostarczył mi wjazd na Pola Elizejskie. Już tylko dla takich chwil warto żyć - przyznał.

W rodzinie Baranowskich miało ostatnio miejsce ważne wydarzenie. - Syn, 16-letni Alan, ukończył Miejskie Gimnazjum im. Jana Pawła II w Głownie. Bal gimnazjalny rozpoczął się od poloneza. Trochę się, z żoną, Agnieszką, wzruszyliśmy. A potem już zeszliśmy młodym z oczu, by ich nie stresować - śmieje się Dariusz Baranowski.

Rozmawiał Andrzej Basiński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje