PŚ w kolarstwie torowym. Adrian Tekliński za życiowym zakrętem

Mistrz świata w kolarstwie torowym Adrian Tekliński jeszcze niedawno myślał o zakończeniu kariery, ale - jak podkreślił - złe dni ma za sobą. W sobotę wieczorem wystartuje w zawodach Pucharu Świata w Pruszkowie w finale swojej koronnej konkurencji - scratchu.

"W pewnym momencie zostałem sam z moimi problemami. To były ciężkie chwile, które odbiły się na mojej dyspozycji, ale to już zamknięty rozdział, do którego nie chcę wracać" - powiedział PAP kolarz z dolnośląskiego Brzegu.                      

Reklama

U progu sezonu torowego 2016/17 znalazł się w dramatycznej sytuacji finansowej. Brał pod uwagę nawet zakończenie kariery. Czeska ekipa z Prościejowa, sama borykając się z problemami, nie przedłużyła z nim kontraktu. Pozostało mu tylko skromne stypendium z ministerstwa za wywalczony w kwietniu w Hongkongu tytuł mistrza świata w scratchu (konkurencja nieolimpijska) - 1700 złotych miesięcznie na rękę.

Na dodatek wyniki na torze nie były zachęcające. Słabo wypadł zarówno w mistrzostwach Polski w Pruszkowie, jak i Europy w Berlinie, gdzie zajął w scratchu dopiero 20. lokatę. "Moja dyspozycja chyba tak bardzo nie odbiegała od normy. To głowa była zablokowana" - ocenił.

Ostatnie tygodnie odwróciły złą kartę. Razem z Wojciechem Pszczolarskim ścigał się w sześciodniówce w Londynie, w perspektywie ma start w kolejnej w Berlinie. Dostał specjalne stypendium ufundowane przez rodzinny Brzeg, a w najbliższych dniach ma podpisać kontrakt z jedną z grup zawodowych.

"Jest parę ciekawych opcji z zagranicy i nie tylko. Jeszcze nic nie podpisałem, ale myślę, że w ciągu paru dni wszystko się wyjaśni i wtedy poinformuję o tym oficjalnie" - zaznaczył.

W piątek w zawodach PŚ w Pruszkowie Tekliński wygrał serię eliminacyjną w scratchu, sprawiając sobie prezent na 28. urodziny.

"Nie wiedziałem jak mój organizm zachowa się po ciężkiej sześciodniówce w Londynie. Miałem nadzieję, że noga będzie rozkręcona, przepalona. I rzeczywiście tak było. Tęczowa koszulka nie pomaga w takich wyścigach, ale dałem radę. Chciałem wygrać w dniu moich urodzin" - wspomniał.

Tekliński wybiega myślami do przyszłorocznych mistrzostw świata w Holandii, na których chce obronić tytuł. Nie ukrywa jednak, że głównym celem są igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Średniodystansowcy będą tam walczyć o medale w wyścigu drużynowym na 4 km na dochodzenie, w madisonie (wyścig dwójkami) oraz w omnium (wielobój indywidualny).

"Wszystko wskazuje na to, że w Tokio będziemy walczyć o medal, bo nasze kolarstwo torowe jest coraz silniejsze. Ja jestem w grze i chcę w niej pozostać do igrzysk" - podkreślił. 

Tekliński stanie na starcie finałowego wyścigu scratch w sobotę o godz. 21.30. Niewykluczone, że wystąpi także w niedzielę w rywalizacji drużynowej na 4 km na dochodzenie. W eliminacjach jego młodsi koledzy uzyskali drugi wynik w historii polskiego kolarstwa - 3.59,729.

" To był rewelacyjny występ naszych młodzieńców. A są jeszcze rezerwy, o czym przekonałem się w czwartek podczas treningowej jazdy. Być może w niedzielę dołożę swoje trzy grosze do drużyny, ale wszystko zależy od decyzji trenera Jacka Kasprzaka" - powiedział mistrz świata.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje