Aleksandra Pawlak: Mało kto na nas stawia, ale wierzymy

Kapitan reprezentacji Polski koszykarek Aleksandra Pawlak z optymizmem patrzy nie tylko na najbliższy mecz eliminacji ME 2017 z Belgią, ale i na przyszłość odmłodzonej kadry. - Już raz w Wałbrzychu sprawiłyśmy niespodziankę. Dlaczego nie mamy tego powtórzyć - powiedziała.

Polki na rozpoczęcie eliminacji pokonały przed rokiem w Wałbrzychu czwarty zespół ME Białoruś 65:56. Ze zwycięskiego składu pozostały obecnie trzy zawodniczki: Agnieszka Skobel, Agnieszka Śnieżek i Pawlak, która w tym roku pełni funkcję kapitana.

Reklama

32-zawodniczka Cosinus Widzew Łódź jest najstarszą kadrowiczką, po tym jak trener Teodor Mołłow odmłodził drużynę, a kilka zawodniczek walczy z kontuzjami (m.in. 21-letnia Angelika Stankiewicz, jedna z najlepszych w spotkaniu przed rokiem czy 27-letnia Agnieszka Kaczmarczyk).

- W zasadzie to powinnam się czuć obco, bo w reprezentacji same młode, ale tak na szczęście nie jest. Atmosfera jest bardzo fajna, a dziewczyny ambitne i waleczne. Cała kariera przed nimi. Fajnie że dostały od losu i trenera taką szansę, by w wieku 20 lat reprezentować kraj. Cieszę się, że jeszcze daję radę i mogę z nimi rywalizować o miejsce w zespole. Wiemy, że mało kto na nas stawia, ale wierzymy w wygraną z Belgią, przecież w spotkaniu z Białorusią dawano nam jeszcze mniej szans - powiedziała.

Sytuacja przed ostatnimi meczami grupowymi jest dla Polek mocno skomplikowana. Biało-czerwone rozegrały już trzy z czterech meczów w grupie G. Pokonały Białoruś w Wałbrzychu 65:56 i przegrały na wyjeździe z Belgią 63:100 oraz liderem tabeli Białorusią 62:79.

O tym, czy zespół Mołłowa awansuje do czerwcowego Eurobasketu zadecydują mecze Belgia - Białoruś (sobota) oraz Polska - Belgia (środa). Wyjazdowe zwycięstwo Białorusinek (obecnie bilans 2-1) oraz wygrana z Belgijkami w Wałbrzychu da "Biało-czerwonym" drugie miejsce w tabeli. To jednak nie gwarantuje jeszcze awansu do finałów ME, który odbędą się w Czechach. Udział w nich wywalczą zwycięzcy dziewięciu grup eliminacyjnych oraz sześć drużyn z drugich miejsc z najlepszym bilansem.

- Zwycięstwo Białorusi w Belgii jest moim zdaniem bardziej prawdopodobne niż odwrotny wynik. Nie oglądamy się na rywalki, wiemy że mamy robić swoje. Towarzyskie mecze z Niemkami pomagają w eliminowaniu błędów i pozwalają przez te kilka dni, które zostały do spotkania z Belgijkami podszlifować nasze mocne strony - oceniła.

"Biało-czerwone" w rozegranych w Wałbrzychu sparingach z Niemkami przegrały 60:75 i wygrały 74:57.

- To były dwa różne spotkania, ale w obydwu w defensywie zagrałyśmy podobnie, choć w meczu numer dwa ciut agresywniej. Początek pierwszego meczu zupełnie nam się nie udał. Pewnym wytłumaczeniem może być to, że miałyśmy zaledwie dwa dni treningów. To trochę mało czasu na przypomnienie sobie taktyki z lata, tym bardziej, że personalnie mamy bardzo zmieniony skład. W pierwszym meczu Niemki miały 60-procentową skuteczność rzutów za trzy, co nie zdarza się często. Wynik spotkania nie oddawał, moim zdaniem, przebiegu gry. Tak czy inaczej na pewno porażka nie podcięła nam skrzydeł. Pokazałyśmy to w rewanżu - podkreśliła.

Pawlak liczy na to, że szkoleniowiec ponownie zaskoczy zawodniczki... kulinarnie. Trener Mołłow jest znakomitym kucharzem i kilkukrotnie przygotowywał już na zgrupowaniach kolację dla swoich podopiecznych, serwując im specjały bułgarskiej kuchni.

- Słyszałem tu i tam, że tym razem także trener szykuje nam niespodziankę kulinarną. Uwielbiam jego sałatkę szopską. Pamiętam też znakomicie smak mięsa podanego w cieście francuskim. Wspólny posiłek to znakomity pomysł na budowanie dobrego klimatu i atmosfery pracy w drużynie, tego nie da się przełożyć na godziny treningów - dodała.

Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Pawlak | koszykarska reprezentacja Polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje