El. ME koszykarek. Teodor Mołłow: Liczę na determinację młodego zespołu

W środę reprezentacja Polski koszykarek rozegra w Wałbrzychu ostatni mecz eliminacji mistrzostw Europy. By awansować, musi pokonać Belgię różnicą 38 punktów. - Liczę na determinację młodego zespołu - powiedział trener "Biało-czerwonych" Teodor Mołłow.

Szkoleniowiec nawiązał do kłopotów zdrowotnych potencjalnych kadrowiczek, które zainspirowały go do budowy praktycznie nowej drużyny.

Reklama

- Kontuzje dopadły aż osiem zawodniczek. Sytuacja wymusiła na mnie powołanie dziewczyn w wieku 19-22 lata, które mogą w przyszłości tworzyć trzon reprezentacji, m.in. na mistrzostwach Europy w 2019 roku - powiedział bułgarski trener.

Jak poinformował, ostatnią stratą jest Dominika Miłoszewska, która doznała kontuzji ścięgna Achillesa.

Nowe okoliczności, zauważył Mołłow, zmieniły jego plany w ostatniej fazie trwającego od 13 listopada zgrupowania w Wałbrzychu.

- Pierwszym celem było skonsolidowanie zespołu, bo połowa zawodniczek po raz pierwszy znalazła się razem. Drugim było zwiększenie u nich wytrzymałości, szybkości i siły oraz wkomponowanie w taktykę obrony i ataku - podkreślił i dodał, że wśród zadań do wykonania były też agresywna i bezpardonowa obrona pressingiem oraz maksymalne przyspieszenie gry w ataku i kontrataku.

Mołłow podzielił się swoimi przemyśleniami z przygotowań w ośrodku Aqua Zdrój. Na pierwszy plan wybił to, że on i jego sztab nie mieli dużo czasu i z konieczności realizować plany musieli w przyspieszonym tempie.

- Liczę na zaangażowanie i determinację młodej ekipy. Wiem, że na razie cudów nie zdziałamy, ale ręczę, że walki i ambicji naszych dziewcząt na boisku nie zabraknie - zaznaczył.

Trener opisał typowy dzień na zgrupowaniu: - Zaczynamy o 8 rano śniadaniem, później siłownia i poranny trening na sali. Następnie dwie godziny regeneracji, godzina oglądania wideo i popołudniowy dwugodzinny trening. O godzinie 20 kolacja, masaż i zabiegi". A - jak zapewnił - o 22.30 wszystkie zawodniczki są w łóżkach.

Zdaniem szkoleniowca, zawodniczki lubią przebywać ze sobą i nie wykazują zmęczenia wzajemnymi kontaktami. Drużyna integruje się z dnia na dzień, co dobrze rokuje na przyszłość.

- Jeśli chodzi o tak preferowane przeze mnie zaangażowanie, to myślę, że lepiej już być nie może. Obserwuję pełną mobilizację. Dziewczyny zdają sobie sprawę, jaka odpowiedzialność na nich ciąży - nadmienił.

Mołłow przyznał, że wielu istotnych wskazówek dostarczyła mu towarzyska konfrontacja z Niemkami.

- Przede wszystkim wyszło ciągle niewystarczające zgranie drużyny, ale to jest zrozumiałe. Jednak styl, który przyjęliśmy, jest właściwy i może być w przyszłości gwarantem sukcesów - ocenił.

Jak powiedział, na obecnym etapie nie możemy liczyć na w pełni ułożoną koszykówkę, a jedynie na szybkość, agresję i walkę o każdy centymetr parkietu.

Trener uważa, że mecz z Belgią będzie wyjątkowo trudny, ale "Biało-czerwone" nie mają żadnych kompleksów, mimo oczywistej klasy rywalek. Polki chcą się zrehabilitować za porażkę w pierwszym meczu różnicą 37 pkt.

- Hala w Wałbrzychu jest dla nas szczęśliwa. Tu przecież na inaugurację eliminacji wygraliśmy z Białorusią - przypomniał.

Popularny "Toto" jest człowiekiem, który w latach 80. zaczął się w Polsce realizować jako trener właśnie w Wałbrzychu, gdzie szybki i agresywny basket zaszczepił męskiej drużynie Górnika.

Jak wałbrzyskie zgrupowanie ocenia Katarzyna Trzeciak?

- Miałyśmy niewiele czasu, by się zgrać i doszlifować wszystkie elementy, ale wykorzystałyśmy go w sposób maksymalny i to powinno zaowocować - powiedziała 24-letnia zawodniczka PGE MKK Siedlce.

Zwróciła uwagę, że to, co zaproponował trener Mołłow, jest projektem na lata.

- Jeśli wszystkie zaangażujemy się w jego wdrażanie, można będzie ze spokojem myśleć o przyszłości polskiej kobiecej koszykówki. Młodość plus doświadczenie to pożyteczna mieszanka - dodała.

Jej zdaniem, tworzy się ambitny, waleczny zespół.

- Mimo krótkiego pobytu w Wałbrzychu, zaczęłyśmy być jedną rodziną, która się lubi, nie hoduje urazów i sporne kwestie wyjaśnia na bieżąco. Podczas każdego treningu, jak również sparingowych spotkań z Niemkami, ćwiczyłyśmy różne warianty taktyczne raz z lepszym, a raz z gorszym skutkiem. Wniosek generalny: to był pożytecznie spędzony czas - podkreśliła rozgrywająca.

Jak przyznała, zawodniczki nie zaprzątają sobie głowy rozważaniami szans na awans.

- Są różne opinie na ten temat. Niektórzy mówią o tzw. matematycznych, inni w ogóle nas skreślają. Nie zastanawiamy się nad tym, bo do nas należy walka i pozostawienie serca na boisku w szczęśliwej dla nas hali. A po meczu zobaczymy, do czego to wystarczyło - podsumowała Trzeciak.

Andrzej Basiński

Dowiedz się więcej na temat: Teodor Mołłow

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje