Brazylijczycy nie mogą się doczekać medali olimpijskich z Pekinu

Po wykryciu dopingu u Nesty Cartera z Jamajki, Brazylijczycy ze sztafety 4x100 m otrzymają brązowy medal z igrzysk w Pekinie. - To wspaniałe uczucie, mimo upływu czasu - powiedział Bruno de Barros.

Wskutek dyskwalifikacji sztafety jamajskiej, której składzie był m.in. Usain Bolt, złoto przypadnie reprezentacji Trynidadu i Tobago, a srebro - Japonii.

Reklama

- Uczucie, że jest się medalistą olimpijskim to niesamowita sprawa. Fakt, że czekaliśmy na to tyle czasu, sprawia, że medal znaczy dla mnie jeszcze więcej. Jestem podekscytowany i nie mogę doczekać się momentu, gdy będę miał w rękach swój pierwszy olimpijski krążek - powiedział 30-letni de Barros, który w Pekinie biegł w sztafecie razem z Jose Carlosem Moreirą, Sandro Vianą i Vicente Lenilsonem.

Ten ostatni jako jedyny z brazylijskiej czwórki miał w dorobku srebro w sztafecie wywalczone w 2000 roku w Sydney.

Lekkoatleci Brazylii niezbyt często sięgają po olimpijskie medale. Jako gospodarze ubiegłorocznych igrzysk wywalczyli tylko jeden - złoty w skoku o tyczce zdobył Thiago Braz.

Jamajczycy ustanowili w Pekinie rekord świata (37,10) w składzie: Carter, Michael Frater, Bolt i Asafa Powell. W połowie czerwca 2016 roku pojawiła się pierwsza wiadomość o niedozwolonym środku wykrytym w organizmie Cartera. Ponowne badanie próbek pobranych w 2008 roku wykazało obecność metyloheksanaminy.

Boltowi pozostało zatem osiem złotych medali olimpijskich wywalczonych w Pekinie, Londynie i Rio de Janeiro w biegach na 100 i 200 m oraz 4x100 m. Najszybszy człowiek świata poinformował, że nagrodę za sztafetę ze stolicy Chin już przekazał do MKOl.

Dowiedz się więcej na temat: Nesta Carter | doping | Bruno de Barros

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje