Lekkoatletyczne HMŚ: Prezes Skucha liczy na medal i rekordy Polski

Prezes PZLA Jerzy Skucha z optymizmem podchodzi do występu polskich lekkoatletów w 15. halowych mistrzostwach świata w Sopocie. Nie chce deklarować liczby medali, ale na nie liczy. Tak samo jak na rekordy kraju. Impreza IAAF odbędzie się w dniach 7-9 marca.

"Szanse medalowe są i to w kilku konkurencjach. Przewidywanie jest jednak zawsze trudne. Jako prezes związku powinienem być optymistą, ale... Rzadko się zdarza, by powtórzyła się taka sytuacja jak w 1999 roku w Maebashi. Tam medale zdobywali nie tylko ci, na których stawialiśmy; były też i niespodzianki" - powiedział Skucha.

Reklama

Mistrzostwa w Japonii były jak dotychczas najbardziej udanym występem w historii startów Polaków pod dachem. Wówczas lekkoatleci przywieźli do kraju pięć medali, w tym jeden złoty (Sebastian Chmara w siedmioboju).

"Oczywiście możemy się przymierzać do takiego sukcesu, ale to jest naprawdę bardzo trudne. Musiałoby dojść do niespodzianek w Sopocie, a tych prognozować przecież nie można. Nie stawiam żadnego celu minimum. Liczę jednak na medal, może jeden, a może dwa..." - ocenił prezes PZLA.

Wśród szans medalowych wymienił tyczkarzy Pawła Wojciechowskiego (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) i Annę Rogowską (SKLA Sopot), kulomiota Tomasza Majewskiego (AZS AWF Warszawa), skoczkinię wzwyż Kamilę Lićwinko (Podlasie Białystok) oraz 800-metrowców Adama Kszczota (RKS Łódź) i Marcina Lewandowskiego (SL WKS Zawisza Bydgoszcz).

"Wojciechowski wraca do wysokiego skakania, bardzo dobrze wyglądał na początku sezonu, mam nadzieję, że ostatnie treningi sprawią, że powalczy o medal w Sopocie. On już wie jak zostaje się mistrzem świata i to doświadczenie jest bardzo ważne. To samo tyczy się Rogowskiej, czy ośmiusetmetrowców" - powiedział Skucha.

Nie łudzi się jednak, że na podium może stanąć dwóch zawodników na 800 metrów. "To będzie bardzo trudne, a jednocześnie uzyskiwane przez nich wyniki nie sugerują, by obaj byli tak wysoko. To jest konkurencja, w której wiele zależy od odpowiedniej regeneracji, od samej walki już na bieżni. Co nie znaczy, że nie chciałbym zobaczyć i Marcina, i Adama z medalem na szyi" - dodał.

Majewski ostatni tydzień przed imprezą spędził w Katarze. "Z tego co wiem, na treningach wygląda już bardzo dobrze i jego forma idzie w górę. Tomek wariant wyjazdu do ciepłych krajów przed najważniejszym startem pod dachem już stosował i dawał bardzo dobre rezultaty. Teraz też z trenerem Henrykiem Olszewskim wybrali takie rozwiązanie i wierzę, że jest ono najlepsze z możliwych" - ocenił Skucha.

Prezes PZLA nie obawia się także, by Lićwinko, która dwukrotnie pokonała dwa metry w skoku wzwyż, nie poradziła sobie psychicznie. W tym sezonie lepsza jest od niej jedynie Rosjanka Maria Kuczina - 2,01.

"Kamila ustabilizowała się na wysokim poziomie. Choć nie ma jeszcze jakiegoś spektakularnego sukcesu, to jest oskakana i nie obawiam się, żeby sobie nie poradziła" - powiedział.

Skucha liczy, że w Ergo Arenie padną zarówno rekordy świata, jak i Polski. "O najlepszy w historii wynik będzie oczywiście trudno. Takich rezultatów nie osiąga się na zawołanie, ale bieżnia w Sopocie jest bardzo szybka i najlepsi powinni umieć to wykorzystać. Z pewnością możemy oczekiwać rekordów Polski. Nie mówmy o tym głośno, ale może sztafeta kobiet 4x400 m? Może Lićwinko?" - zastanawiał się.

Prezes jest spokojny przed HMŚ. Jest przekonany o tym, że wszystko będzie idealnie przygotowane. "Po halowych mistrzostwach Polski przekazaliśmy uwagi organizatorom. Od dwóch tygodni są w Sopocie przedstawiciele IAAF, którzy wszystko nadzorują. Ich opinia już na początku była pozytywna, więc nie ma powodów, by się obawiać" - zaznaczył.

Halowe mistrzostwa świata w Sopocie są największą w historii imprezą lekkoatletyczną organizowaną w Polsce. Wystąpi także rekordowa liczba biało-czerwonych - 37.

Dowiedz się więcej na temat: Anna Rogowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje