Zmarł uczestnik Biegnij Warszawo

Zmarł jeden z uczestników imprezy Biegnij Warszawo. Jak poinformowała stacja TVN24, mężczyzna zasłabł na mecie, a reanimacja nie przyniosła efektów.

"Radość słonecznej imprezy zakłócił zgon jednego z uczestników. Według naszych danych jest to 26-letni mężczyzna. Zasłabł na mecie. Ratownicy natychmiast przystąpili do reanimacji, która nie przyniosła dobrego efektu. Trudno w tej chwili powiedzieć, co było przyczyną śmierci. Zawodnik został przewieziony karetką do szpitala, gdzie trafiło jeszcze kilka omdlałych osób, ale ich stan zdrowia nie zagraża życiu" - poinformował dyrektor zawodów Bogusław Mamiński.

Reklama

Dodał, że tragiczne przypadki w masowych imprezach długodystansowych zdarzają się nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. "Jest mi bardzo przykro, tak jak wszystkim osobom pracującym przy imprezie, że zdarzyło się to u nas, w Warszawie" - podkreślił.

Rzecznik prasowy Biegnij Warszawo Sławomir Rykowski zaznaczył, że zabezpieczenie medyczne znacznie przewyższało przyjęte standardy. Na każdym kilometrze był ratownik, na trasie znajdowało się sześć dwuosobowych zespołów "lotnych" z łącznością, cztery karetki i jedna na mecie.

Sędzia międzynarodowy IAAF Janusz Rozum powiedział, że przepisy nie określają jak ma być zabezpieczona od strony medycznej biegowa impreza masowa.

"Musi być lekarz i szybka droga do szpitala - tyle mówią przepisy. Bez lekarza zawody nie mogą się rozpocząć" - podkreślił Rozum. Dodał, że w Polsce takie przypadki zdarzają się prawie każdego roku. W październiku 2012 zmarł jeden z uczestników 13. Poznań Maraton. 35-letni mężczyzna na czternastym kilometrze miał atak serca. Mimo akcji reanimacyjnej nie udało się go uratować.

Romuald Krupanek, były zawodnik WKS Śląsk Wrocław i członek kadry Polski, pod koniec kariery maratończyk, swoje wieloletnie doświadczenie zdobywał pracując m.in. w zagranicznych klubach lekkoatletycznych takich jak SCC i OSC Berlin. Jak zaznaczył, trenujące osoby często zaniedbują kontrolowanie stanu zdrowia.

"Dziś na 200 metrów przed metą udzieliłem pomocy zawodnikowi, który zasłabł i się przewrócił. Jak się okazało miał cukrzycę i nie powinien biegać tylu kilometrów. Mógł wystartować w chodzie na 5 km. Bardzo często, jak rozmawiam z trenującymi osobami, nie poddają się badaniom. Mówią, że nie ma takiej potrzeby, bo się dobrze czują. To jest złudne, amatorzy także powinni kontrolować stan zdrowia, przynajmniej dwa razy w roku" - powiedział dwukrotny reprezentant kraju w przełajowych mistrzostwach świata. 

Specjalista kardiologii i medycyny sportowej, dyrektor Centrum Medycznego Gajda-Med w Pułtusku dr n. med. Robert Gajda podkreślił, że takie śmiertelne zdarzenia występują na najlepiej zorganizowanych imprezach na świecie.

"Niestety, nie ma żadnej możliwości ich wyeliminowania nawet przy najlepszym zabezpieczeniu medycznym. Na co dzień w swojej pracy zawodowej zajmuję się badaniami sportowców, ze szczególnym uwzględnieniem ewentualnych zagrożeń wynikających ze schorzeń układu krążenia. Brałem udział w tym biegu i jego organizację uważam za perfekcyjną" - ocenił.

Gajda uważa, że próby wyeliminowania poprzez szczegółowe badania kardiologiczne osób potencjalnie zagrożonych nagłym zgonem po wysiłku fizycznym z pewnością zmniejszyłyby ogólną śmiertelność w biegach masowych, ale z całą pewnością nie dałyby gwarancji ich całkowitego wykluczenia.

"Koszt tych badań byłby duży. Natomiast korzyści płynące ze zdrowego stylu życia, który muszą w jakimś stopniu stosować w swoim życiu uczestnicy biegów masowych, mają wartość nie do przecenienia. Istnieją choroby, zarówno wrodzone jak i nabyte, które niezdiagnozowane w porę są śmiertelne dla młodych ludzi. Prawdopodobieństwo wystąpienia tych chorób jest bardzo niewielkie, a trudności diagnostyczne olbrzymie. Ludzie dotknięci tymi chorobami umierają nagle, w niemożliwych do przewidzenia okolicznościach" - wyjaśnił.

"Niech to tragiczne wydarzenie będzie przestrogą dla wszystkich sportowców-amatorów i uświadomi im konieczność systematycznych badań u lekarzy pierwszego kontaktu" - podkreślił. 

W komunikacie organizatorzy Biegnij Warszawo napisali: "Podczas tegorocznej edycji miało miejsce niezwykle przykre zdarzenie. Pomimo udzielenia natychmiastowej pomocy medycznej, jeden z uczestników biegu zmarł po przewiezieniu do szpitala. W tej tragicznej sytuacji jesteśmy myślami z jego rodziną i przekazujemy nasze najszczersze kondolencje".

Poinformowano, że organizator zapewnił pełne zabezpieczenie medyczne zgodnie z obowiązującymi przepisami, a poszkodowanej osobie została udzielona natychmiastowa pomoc przez wykwalifikowanych ratowników medycznych.

"Ze względu na zaistniałą sytuację zaplanowana na poniedziałek, 7 października konferencja prasowa Biegnij Warszawo zostaje odwołana" - napisano też w komunikacie.

Uczestnicy biegu i świadkowie twierdzą, że przypadków zasłabnięcia na trasie było więcej. Według relacji świadków, karetka dotarła na miejsce dopiero po około 40 minutach. Policja mówi, że ambulans dotarł po kilku minutach, a o 13.30 był już w najbliższym szpitalu na ulicy Czerniakowskiej.

Sprawą teraz zajmie się prokurator, a ostatecznie przyczyny zgonu ustali sekcja zwłok, która odbędzie się w przyszłym tygodniu.

W imprezie Biegnij Warszawo wystartowało blisko 12 tysięcy uczestników, co jest rekordem frekwencji w masowym biegu w Polsce.

INTERIA.PL/RMF/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | lekkoatletyka | śmierć | biegacz | karetka | bieganie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama