Finał NBA: Koszykarze San Antonio Spurs potrzebują już tylko jednej wygranej

Koszykarze San Antonio Spurs pokonali Miami Heat 114:104 w piątym meczu wielkiego finału NBA i potrzebują już tylko jednego zwycięstwa, aby zdobyć piąty tytuł w historii.

Gospodarzy poprowadzili do zwycięstwa Tony Parker (26 punktów) oraz Danny Green i Manu Ginobili (obaj po 24).

Reklama

Zaskoczeniem była świetna gra ostatniego z nich. Argentyńczyk wcześniej nie błyszczał (średnio 7,5 pkt na mecz w czterech pierwszych spotkaniach finału), ale w niedzielny wieczór rozegrał najlepsze spotkanie w sezonie. Ryzykowne posunięcie trenera Gregga Popovicha okazało się strzałem w dziesiątkę.

"Trener postanowił, że zagram od początku, a tego właśnie potrzebowałem. Czuć, jak zbliża się mecz, potwierdzić, że jestem w stanie atakować obręcz, stawać na linii wolnych, trafiać z dystansu, wyszukiwać kolegów na pozycjach" - mówił po meczu Argentyńczyk.

Z kolei Danny Green trafił sześć z 10 rzutów za trzy. Ustanowił też nowy rekord finałów - w pięciu meczach miał już w sumie 25 trzypunktowych prób. Poprzedni rekord - 22 celne - należał do rywala z Miami Raya Allena, który ustanowił go w 2008 roku, w mistrzowskiej drużynie Boston Celtics.

Liderzy Heat - LeBron James i Dwyane Wade zdobyli po 25 punktów, Chris Bosh 16, a Ray Allen wszedł z ławki i dołożył 21, ale goście nie potrafili zbliżyć się do znakomitej skuteczności rywali, która w niedzielę wyniosła 60 procent.

"W ofensywie nie byliśmy dziś wystarczająco dobrzy" - ocenił trener Heat Erik Spoelstra.

"Oni znów znakomicie zaczęli mecz, my wciąż zaczynamy zbyt wolno. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Zakopaliśmy się w głęboki dół. Musimy teraz pokazać, że jesteśmy lepszą drużyną, lepiej przygotowaną do najważniejszych prób" - podsumował Dwyane Wade.

Gospodarze prowadzili od początku meczu. Koszykarze Heat zniwelowali straty do zaledwie jednego punktu trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty, ale wtedy gospodarze wrzucili piąty bieg i przy stanie 75:74 zdobyli 19 punktów, a rywale tylko jeden (94:75). Wysokie prowadzenie dało im komfort gry i uchroniło od nerwów w końcówce.

Teraz rywalizacja przenosi się do Miami. Szósty mecz we wtorek, a ewentualny siódmy w czwartek. "Nie możemy myśleć o siódmym spotkaniu. Teraz najważniejsze jest szóste" - mobilizował kolegów LeBron James.

W poprzednich finałach NBA na 27 przypadków remisu 2-2 po czterech meczach, w 20 tytuł zdobywała drużyna, która wygrała piąte spotkanie.

5. mecz finałowy

San Antonio Spurs - Miami Heat 114:104 (32:19, 29:33, 26:23, 27:29)

Stan rywalizacji (do 4 zwycięstw): 3-2.

Dowiedz się więcej na temat: NBA | koszykówka | San Antonio Spurs | Miami Heat | Tony Parker | LeBron James

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje