Garnett i Billups zniszczyli Lakers

Kevin Garnett, zdobywając 33 punkty, zaliczając 15 zbiórek i 9 asyst, znacznie przyczynił się do zwycięstwa Minnesota Timberwolves nad Los Angeles Lakers 112:101.

Swoje 33 punkty do dorobku "Wilków" dołożył też Chauncey Billups, który asystował także 11 razy przy rzutach partnerów. Dla podopiecznych Phila Jacksona była to już 17 porażka w sezonie, a gracze z Minneapolis wygrali trzeci mecz z rzędu.

Reklama

Mecz rozpoczął się od prowadzenia mistrzów NBA (6:2), ale chwilę póżniej Timberwolves objęli prowadzenie po celnym rzucie za trzy Billupsa, który aż 7 razy na 8 prób umieszczał piłkę zza łuku 7, 24 metra. Pierwszą kwartę Lakers przegrali 22:30, a po pierwszej połowie przegrywali 47:60. Trzecią kwartę gracze z Los Angeles wygrali 2 punktami, a w ostatniej odsłonie był remis, co ostatecznie dało wygraną Timberwolves.

Coach "Wilków" Flip Saunders był po meczu zachwycony postawą swoich podopiecznych: - Zagraliśmy bardzo dobrze w ataku. Garnett był dziś naprawdę wielki, podobnie jak Chauncey (Billups). Obaj zdobyli ponad 30 punktów. To naprawdę jest nasze wielkie zwycięstwo.

Najskuteczniejszym graczem Lakers był Shaquille O'Neal, który zdobył 27 punktów, a Kobe Bryant zakończył spotkanie z 20 "oczkami" na koncie.

Allen Iverson poprowadził Philadelphia 76ers do zwycięstwa nad Miami Heat 82:72, ale swój wysiłek okupił kontuzją. Gdy miał już na koncie 31 punktów, a na zegarze pozostała ponad minuta do końca spotkania, Iverson zderzył się z Eddie Jones'em i padł ziemię. Podniósł się i trzymając się za udo, kulejąc opuścił parkiet. Sixers pozbawieni swojego kluczowego gracza nie dali wyrwać sobie zwycięstwa. Po meczu noga Iversona została prześwietlona promieniami Roentgena i jego status określono jako "day to day", czyli raczej nic groźnego się nie stało. - Uderzył mnie w mięsień powyżej kolana - skarżył się Iverson - Wiedziałem, że to nic poważnego, ale w pierwszym momencie poczułem straszny ból. - Na szczęscie to nic poważnego, nie możemy sobie teraz pozwolić na stratę Iversona - powiedział Larry Brown. Sixers dzięki zwycięstwu nad Heat wrócili do 50% bilansu zwycięstw i porażek.

Do składu Toronto Raptors po kontuzji wrócił Vince Carter, ale nie rozwiązało to problemów jego zespołu. Minionej nocy przegrali oni dziewiąte z rzędu spotkanie, ulegając w Air Canada Centre Orlando Magic 85:90. W składzie eikipy z Orlando jak zwykle błyszczał Tracy McGrady, który zdobył 24 punkty i zaliczył 8 asyst.

Zobacz wyniki meczów z 27 lutego

Dowiedz się więcej na temat: Los Angeles | Iverson | Minnesota Timberwolves | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje