NBA: Czterdzieści punktów Kobego Bryanta

Czterdzieści punktów Kobego Bryanta nie pomogło koszykarzom Los Angeles Lakers w odniesieniu zwycięstwa nad zespołem Indiany Pacers we wtorkowym meczu ligi NBA. O wygranej gości 79:77 zdecydował rzut George'a Hilla niemal równo z końcową syreną.

Spotkanie w Staples Center przypominało wymianę ciosów między Bryantem a grającą zespołowo ekipą z Indianapolis.

Reklama

Zmagający się z grypą gwiazdor "Jeziorowców" 24,5 s przed końcem regulaminowego czasu gry piątym celnym rzutem za trzy punkty doprowadził do remisu 77:77. Ostatnie słowo należało jednak do Hilla, który po indywidualnej akcji 0,1 s przed ostatnią syreną zapewnił gościom siódmą wygraną w sezonie.

Dorobek Bryanta uzupełniło 10 zbiórek i trzy asysty, ale popełnił też 10 strat.

Jedną z przyczyn porażki Lakers była słaba skuteczność z linii rzutów wolnych. Trafili ledwie 23 z 43 prób. "Taki procent to coś okropnego" - przyznał ich trener Mike D'Antoni.

Hill z dorobkiem 19 pkt był najskuteczniejszym graczem Pacers. Dobrze spisał się również David West - 16 pkt, 10 zbiórek i osiem asyst.

Obie drużyny mają obecnie bilans 7-8 i zajmują dziewiąte lokaty w swoich konferencjach.

Serię pięciu porażek przerwali koszykarze Minnesoty Timberwolves. Do wyjazdowego zwycięstwa 97:89 nad Sacramento Kings poprowadził ich Kevin Love, który niedawno wrócił na boisko po złamaniu ręki. Mistrz olimpijski z Londynu odnotował 23 punkty i... 24 zbiórki, co jest najlepszym osiągnięciem w lidze w tym sezonie.

- Moja ręka jest coraz silniejsza i sprawniejsza. Coraz lepiej też czuję piłkę, choć do pełni formy jeszcze mi trochę brakuje - przyznał Love.

- On był wszędzie i zawsze tam, gdzie piłka. Wyrastał jak spod ziemi. Nie znaleźliśmy na niego sposobu - zauważył Tyreke Evans, który zdobył 20 pkt i wspólnie z DeMarcusem Cousinsem był najskuteczniejszy w ekipie "Królów".

Marcin Gortat zdobył tylko sześć punktów i miał trzy zbiórki w wygranym 91:78 przez Phoenix Suns wyjazdowym meczu z Cleveland Cavaliers. To siódme zwycięstwo "Słońc" w sezonie, drugie nad tym rywalem.

Polski środkowy nie zaliczy wtorkowego występu do udanych. Grał niespełna 24 minuty, trafił trzy z siedmiu rzutów z gry, spudłował wszystkie cztery wolne, miał trzy zbiórki w obronie - najmniej w sezonie, po dwie asysty i straty, przechwyt, blok oraz popełnił dwa faule.

Najwięcej punktów dla Phoenix zdobyli Słoweniec Goran Dragic - 19 (także pięć zbiórek i siedem asyst), Michael Beasley - 15, Argentyńczyk Luis Scola - 14 i Jared Dudley - 11.

W drużynie gości wyróżnili się najlepiej zbierający w całej NBA Brazylijczyk Anderson Varejao - 20 pkt i 18 zbiórek (uzyskał 10. w sezonie double-double), Dion Waiters - 16 pkt i siedem asyst oraz występujący przed rokiem krótko w Asseco Prokomie Gdynia Alonzo Gee - 12.

Suns mają teraz w lidze siedem zwycięstw i osiem porażek, co plasuje ich na 11. pozycji na Zachodzie. W środę spotkają się w Detroit z drużyną Pistons. Potem czekają ich jeszcze wyjazdowe mecze z Toronto Raptors (piątek), New York Knicks (niedziela) i Memphis Grizzlies (wtorek).

Dowiedz się więcej na temat: Kobe Bryant | NBA | los angeles lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje