Toronto w głębokim kryzysie, Lakers dogonili Kings

Oj źle się dzieje w obozie Toronto Raptors. Ekipa Lenny Wilkensa poległa po raz dwunasty z rzędu! Klęską zakończyła się tym razem wyprawa Raptors do Compaq Center, mimo iż lider zespołu z Kanady Vince Carter zaaplikował rywalom 43 punkty.

Steve Francis odpowiedział 35 "oczkami", Cuttino Mobley dodał 23 i Houston Rockets triumfowali 112:109. Zapowiada się zatem dramatyczna walka Toronto o awans do play off - ekipa z Kanady z bilansem 29 zwycięstw i 33 porażek spadła już na 10 miejsce w Konferencji Wschodniej.

Reklama

Podczas prezentacji kibice w Compaq Center zgotowali owację na stojąco środkowemu Raptors Hakkemowi Olajuwonowi, który w w 1994 i 1995 poprowadził "Rakiety" do dwóch tytułów mistrzowskich. Na tym jednak gospodarze skończyli z kurtuazjami. Gdy po 24 minutach gry Rockets schodzili do szatni z deficytem 15 punktów (62:47 dla Raptors) wydawało się, że ekipa z Toronto przerwie wreszcie feralną passę. Tymczasem trzecia odsłona, dzięki 11 punktom Francisa, rozpoczęła się od zrywu Rockets 21:7. Na 130 sekund przed końcową syreną Mobley trafił zza łuku 7,24 metra wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 104:102. Za chwilę Mobley dodał dwa "oczka" po slam dunku, a Walt Williams jeszcze raz przymierzył z dystansu i i było po meczu.

- Mecz przegraliśmy w trzeciej kwarcie. Popełniliśmy kilka bezsensownych strat, a rywale to wykorzystali - wściekał się coach pokonanych Lenny Wilkens, którym już tylko jednej porażki leży do wyrównania klubowego, niechlubnego rekordu 13 porażek z rzędu z przełomu marca i kwietnia 1998 roku.

Przez ponad trzy i pół kwarty koszykarze Los Angeles Lakers przestrzelili aż 15 z przysługujących im 23 rzutów wolnych, jednak w końcowych 273 sekundach meczu nastawili wreszcie celowniki, trafili 17 z 20 wolnych i triumfowali w starciu z liderem Konferencji Wschodniej New Jersey Nets 101:92. Dzięki 42. zwycięstwu w sezonie podopieczni Phila Jacksona dogonili już Sacramento Kings i obie kalifornijskie zespoły solidarnie liderują lidze. Pod nieobecność Kobe Bryanta, który pokutuje za bójkę z Reggie Millerem, pierwsze skrzypce w zespole zagrał Shaquille O`Neal. Środkowy z Miasta Aniołów, tradycyjnie był skuteczniejszy z akcji (16/21), niż z linii rzutów wolnych (8/20), ale wystarczyło to by uzbierać 40 punktów. W ekipie Byrona Scotta bliski triple double był Jason Kidd (19 punktów, 10 asyst, 8 zbiórek).

Zobacz wyniki meczów z 5 marca

Dowiedz się więcej na temat: Entourage | lakers | toronto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje