Zwycięstwo Lakers, 55 pkt Iversona!

Nie było niespodzianki w Minneapolis. Obrońcy mistrzowskiego tytułu Los Angeles Lakers dość łatwo pokonali Timberwolves 117:98 i prowadzą w serii best of seven 1-0.

Prowadzenie objęli też koszykarze Philadelphia 76ers, który dzięki 55 punktom Allena Iversona pokonali New Orleans Hornets 98:90. Porażki doznał najwyżej rozstawiony zespół na Wschodzie, Detroit Pistons. Pogromcą "Tłoków" okazał się Tracy McGrady, który zdobył 43 punkty i poprowadził Orlando Magic do wyjazdowego zwycięstwa.

Reklama

W Target Center 17 tysięcy widzów od pierwszych minut zdzierało gardła dopingując Timberwolves. Ten doping był bardzo potrzebny gospodarzom, gdyż od pierwszych minut spotkania Lakers objęli prowadzenie, którego nie oddali już do ostatniej syreny. Pierwsze punkty mistrzowie NBA zdobyli z dystansu po "trójce" Dereka Fishera. Chwilę później za trzy znów rzucił Fox, za moment znów Fisher i znów Fox. Cztery celne rzuty z dystansu zupełnie rozbiły gospodarzy, dla których punktował Kevin Garnett.

Lakers kontrolowali przebieg wydarzeń, a w drugiej kwarcie rozpoczął się Kobe Bryant Show. Obrońca z Los Angeles rzucał jak chciał, kiedy chciał i przeważnie piłka lądowała w koszu rywali. Do przerwy Bryant zdobył 28 punktów i schodząc na przerwę powiedział reporterowi stacji ABC: - Rzucam i wszystko wpada.

W pewnym momencie Lakers prowadzili już 21 punktami, ale gospodarze niesieni dopingiem wspaniałych kibiców zaczęli powoli i mozolnie odrabiać straty. Do przerwy 66:52 dla gości, ale w trzeciej kwarcie Wilki szybko gonią rywali i nagle Phil Jackson bierze czas, gdyż przewaga jego zespołu stopniała do 5 punktów.

I znów Bryant, O'Neal, Fisher, Goerge odskakują rywalom z wielką łatwością. Kiedy tylko Shaq był podwajany, z dystansu rzucał Fisher. Kiedy obrona skupiała się na obwodzie, Shaq dostawał podanie pod koszem i pakował piłkę, zdobywając cenne punkty.

W czwartej kwarcie Lakers bez wysiłku utrzymywali prowadzenie i korzystając z niecelnych rzutów Garnetta, Szczerbiaka i Hudsona.

Bryant zakończył mecz z 39 punktami, a siedem oczek mniej zapisał na swoim koncie O'Neal.

W bogatej historii zespołu Philadelphia 76ers nikt nie miał tak fenomenalnego występu jak Allen Iverson w pierwszym meczu playoffs z New Orleans Hornets. "Answer" zdobył 55 punktów, ustanawiając nowy rekord Sixers w postseason. Iverson trafił 21 z 32 rzutów z gry z czego 9 z 11 w czwartej kwarcie. Pobił tym samym własny rekord z 2001 roku, kiedy to w półfinale Konferencji Wschodniej zdobył 54 "oczka" w meczu z Toronto Raptors.

- Widziałem, że wychodzi na mecz z ogniem w oczach - powiedział po spotkaniu coach Sixers Larry Brown. - Nowitzki zdobył 46 pkt., McGrady 43, Bryant 39, więc Allen miał trochę dodatkowej motywacji.

- Złapałem rytm - opowiadał Iverson - To był taki rytm, że kosz wyglądał jak ocean a ja wrzucałem do niego kamienie. Moi koledzy wykonali super robotę, dając mi piłkę tam gdzie chciałem i wtedy gdy miałem dobrą pozycję.

Detroit Pistons mieli najlepszy bilans we Wschodniej Konferencji, a Orlando Magic mają najlepszego gracza. Tracy McGrady zdobył 17 ze swoich 43 punktów w czwartej kwarcie, prowadząc Magic do zwycięstwa nad faworyzowanymi Pistons 99:94.

O wyniki spotkania przesądził run Magic 10-0 w ostatniej części gry, a wszystkie punkty zdobył właśnie McGrady.

Pistons, którzy mogą poszczycić się najlepszą obroną w NBA, nie potrafili tego dnia powstrzymać T-Maca.

- Ten chłopak jest najlepszym graczem na tej planecie - mówił po meczu Carlisle. - Wiedzieliśmy, że może zdobyć kilka punktów, ale on dokonał rzeczy wręcz wyjątkowej. Nie chcemy nic zmieniać w naszej obronie, ale musimy więcej uwagi poświęcić McGrady'emu.

Zobacz przebieg rywalizacji playoffs oraz zdobywców punktów.

Dowiedz się więcej na temat: Los Angeles | Iverson | Philadelphia | NBA | magic | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje