PGE GKS Bełchatów w tym roku prawie nie przegrywa

Piłkarze GKS-u Bełchatów największy sukces w historii klubu osiągnęli w sezonie 2006/2007, gdy zdobyli wicemistrzostwo Polski. Jednak w rundzie rewanżowej tamtych rozgrywek ponieśli dwa razy więcej porażek niż w bieżącym roku.

Wiosną 2007 roku bełchatowianie rozegrali czternaście pojedynków ligowych, z których cztery skończyły się zwycięstwami rywali. W tym roku mają za sobą 21 ligowych potyczek, po których tylko dwa razy schodzili z boiska pokonani. Mogą więc mówić o wyjątkowym pechu, że w trakcie tak udanego roku spadli z ekstraklasy.

Reklama

Od kilku miesięcy zespół prowadzony przez Kamila Kieresia zupełnie nie przypomina drużyny, która w grudniu z dorobkiem zaledwie sześciu punktów kończyła pierwszą część ekstraklasowego sezonu. Wielu tzw. fachowców z przekonaniem twierdziło wówczas, że jest to początek końca profesjonalnego futbolu w Bełchatowie.

Potwierdzeniem tych opinii miało być to, co działo się w przerwie zimowej. Od pierwszej drużyny odsunięto wówczas kilkunastu zawodników, wśród których znaleźli się m.in. gracze "z nazwiskami": Kamil Kosowski, Paweł Buzała, Dawid Nowak, Tomasz Wróbel, Adam Stachowiak, Mate Lacić czy Miroslav Bożok. Wiele osób w środowisku piłkarskim uznało to posunięcie za samobójstwo, jednak w Bełchatowie nie przejmowano się tymi opiniami.

Po rezygnacji złożonej przez Michała Probierza klub podpisał dwuletnią umowę z trenerem Kieresiem, który podjął się zadania budowy zupełnie nowego zespołu. Zawodnikami sprowadzonymi na ul. Sportową interesowało się jednak niewiele osób. Sytuacja zmieniła się po wznowieniu rozgrywek.

Wiosną PGE GKS okazał się jedną z najlepszych ekip ekstraklasy. Zespół Kieresia bez kompleksów rozgrywał mecze z każdym rywalem i dał się pokonać tylko dwa razy - Koronie Kielce oraz Ruchowi Chorzów. Bełchatowianie zdobyli 25 punktów i tylko jednego zabrakło im do uratowania miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Po spadku nie doszło do rewolucji kadrowej. Drużynę opuściło wprawdzie kilku podstawowych zawodników, jednak dzięki temu udało się pozyskać pieniądze na uzupełnienie składu. Co prawda klub nie miał wpływu na odejście Łukasza Madeja i Emilijusa Zubasa, którym wygasły kontrakty, ale na sprzedaży wychowanka Seweryna Michalskiego już zarobił. Za transfer utalentowanego obrońcy belgijski KV Mechelen przelał na konto bełchatowian 275 tys. euro. GKS finansowo nie stracił również na rozwiązaniu umowy z Rafałem Kosznikiem, który przeszedł do Górnika Zabrze.

Kilka klubów chciało zatrudnić u siebie braci Mateusza i Michała Maków, jednak nikt nie był w stanie zapłacić tyle, by bełchatowianom opłacało się rozstać z bliźniakami, których kontrakty są ważne do końca 2015 r. Bracia zostali więc w Bełchatowie i są silnymi ogniwami w zespole Kieresia. Michał w tym sezonie zdobył cztery gole, Mateusz jednego. Dwa trafienia zaliczył natomiast Paweł Baranowski, stoper sprowadzony latem ze Stomilu Olsztyn. Również dwie bramki, ale stracone, ma na koncie Arkadiusz Malarz, który jest aktualnie najskuteczniejszym bramkarzem pierwszoligowych rozgrywek.

Bełchatowianie gole stracili w pojedynkach z Okocimskim Brzesko (1-1) i Miedzią Legnica (2-1). Cztery pozostałe mecze podopieczni Kieresia wygrywali zachowując czyste konto. Po 1-0 pokonali Puszczę Niepołomice i Chojniczankę, 5-0 GKS Katowice i 2-0 Olimpię Grudziądz. Po sześciu kolejkach PGE GKS z 16 punktów jest liderem 1. ligi i najpoważniejszym kandydatem do awansu.

Coraz częściej działalność klubu kierowanego przez prezesa Marcina Szymczyka jest też wskazywana jako przykład rozsądnej polityki transferowo-kadrowej, dzięki której można znacząco zmniejszyć wydatki, spłacić zaległości, odzyskać płynność finansową i jednocześnie zbudować młody, ambitny zespół potrafiący skutecznie i widowiskowo walczyć o ligowe punkty.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę 1. ligi

Dowiedz się więcej na temat: I liga | PGE GKS Bełchatów | Michał Mak | Mateusz Mak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama