Ekstraklasa do policji: Zalegalizujmy pirotechnikę!

"Zalegalizujmy race i przywróćmy na stadionach Ekstraklasy miejsca stojące" - postulat wygłoszony na spotkaniu z policją i mediami przez szefa departamentu rozgrywek i logistyki Ekstraklasy SA Marcina Stefańskiego brzmiał jak bluźnierstwo. Stefański ma jednak poważne argumenty.

Zakaz używania środków pirotechniki na stadionach to jeden z elementów sporu między kibicami a klubami. Trudno zresztą mówić o sporze. Tak naprawdę jesteśmy świadkami największej zimnej wojny, jaką wytoczyły ostatnio środowiska kibicowskie. 

Reklama

Zorganizowani fani (wraz z nimi także chuligani) Legii, Wisły Kraków i Widzewa bojkotują mecze swoich drużyn, stawiają klubom i państwu warunki. Dialog jest konieczny w równym stopniu, jak eliminacja ze stadionów grup ultrasów i chuliganów, którzy tworzą nieformalne bojówki.

Miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanym przez policję w Szczytnie seminarium "Bezpieczeństwo masowych imprez sportowych; perspektywa na lata 2012-2016". Było tam wiele ciekawych opinii, ale jednym z najbardziej poruszających wystąpień było to Stefańskiego, który reprezentował interes klubów Ekstraklasy. W dobie, gdy race i wszelka pirotechnika są zakazane niemal w całej Europie, a kluby płacą gigantyczne kary, mają zamykane trybuny za stosowanie tych elementów oprawy, dyrektor Stefański postulował legalizację rac świetlnych!

- Wiem, że to brzmi kontrowersyjnie, ale pirotechnika oddana pod kontrolę organizatorowi, odpalana przez przeszkolone osoby mające w pobliżu pojemnik z piaskiem, czy wodą, byłaby bezpieczna. Na dodatek zalegalizowana pirotechnika przestałaby być tak atrakcyjną dla grup ultras - argumentował Stefański.

O podobnym pomyśle z pirotechniką wspomniał mi prezes PZPN-u Zbigniew Boniek. Zibi spotkał się ze środowiskami kibicowskimi, wysłuchał tego, co ich boli. - Kto wie, czy zgoda na użycie pirotechniki raz w roku, na zdrowych zasadach nie byłaby rozwiązaniem problemu. Tak jak jest na przykład we Włoszech, gdzie kibice mogą sobie odpalić race tuż przed meczem - powiedział prezes Boniek.

Stefański z pewnością nie jest urzędnikiem, który bezdusznie wykonuje swoją pracę, a teraz chce się tylko przypodobać kibicom. To człowiek z wykształceniem prawniczym i sporym doświadczeniem, jakiego nabył podczas podróży na zagraniczne stadiony. Pod wpływem obserwacji organizacji meczów na Union Berlin postuluje, by przywrócić miejsca stojące na meczach Ekstraklasy.

- Musimy przyjąć fakt, że żywiołowego dopingu nie da się prowadzić na siedząco. Niemcy podkreślają, że przecież żaden chór nie wykonuje pieśni na siedząco, a kibice też mają swoje piosenki - podkreśla.

Miejsca stojące miałyby posiadać barierki, o które by się opierali kibice, a także restrykcyjnie pilnowano by zasady - jak to czynią Niemcy, że nikt nie stoi w przejściach.

- Nie możemy wygonić ze stadionów młodzieży, a tej najczęściej nie stać na trybuny z miejscami siedzącymi - argumentuje Marcin Stefański.

Dodaje także, że najlepszym wyjściem byłoby przyjęcie rozwiązania z Signal Iduna Park w Dortmundzie, gdzie trybuny dla ultrasów mają możliwość szybkiej instalacji fotelików na potrzeby rozgrywek pod auspicjami UEFA, która wykluczyła oglądanie meczów na stojąco. - Pamiętajmy, że foteliki zamontowane na stałe nie zawsze są argumentem ku poprawie bezpieczeństwa. W razie nagłej ewakuacji one utrudniają opuszczenie stadionu. O wiele łatwiej wyjść z trybuny z miejscami stojącymi - podkreśla.

Co na to nasi czytelnicy? Nie wszyscy są zachwyceni takimi pomysłami.

"Byłam na meczu Wisły z Lechem i było bardzo niebezpiecznie. Lubię jak kibice kibicują, nawet do wulgaryzmów zawartych w okrzykach biorę dystans. Pirotechniki nie powinno się tolerować. To nie było widowisko. Kibice się dusili" - pisze ola.

"Dodatkowo dajmy kibicom jeszcze po jednej palce drewnianej lub metalowej i mamy ubaw i rozrywke jakiej nigdzie nie zobaczymy..." - wtóruje jej hary.

Innego zdania jest qwerty: "Państwo policyjne. Normalnie już dawno byłoby to zalegalizowane. Biorąc pod uwagę to, że nasze kluby NIE GRAJĄ NIC, doping i oprawy są największą atrakcją spotkań" - pisze.

"Ha ha ha bandyci ustalaja warunki gry, jak nie, to nie przyjda na mecze. W tym cała nadzieja że w końcu nie przyjdą niech zostaną w domu jedzą czipsy i sie ogladajac mecz w TV podniecają" - podsumował rb.

A co Wy o tym sądzicie? Ciekawi jesteśmy Waszych głosów na temat legalizacji rac świetlnych (ale nie petard) i przywrócenia miejsca stojących w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czekamy na Wasze opinie, wpisujcie je w komentarzach pod tym tekstem.

Autor: Michał Białoński

Korespondencja ze Szczytna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje