Ekstraklasa. Kiedyś mecze w grudniu były nie do pomyślenia

- Gdy buty namokły, to jakby człowiek ciągnął wózek z węglem. Do tego murawy posypane piaskiem, stadiony kompletnie nieprzygotowane. Zupełnie inny świat niż dziś - wspomina w rozmowie z Interią Damian Gorawski. Jeszcze kilkanaście lat temu rozgrywanie meczów w grudniu było nie do pomyślenia, a teraz, w ostatnim miesiącu roku, drużyny zaliczają po cztery kolejki.

Przełomowy był sezon 2005/2006. Wcześniej piłkarze grali do drugiego, najpóźniej trzeciego tygodnia listopada. Później koszulki wędrowały na samo dno szafy, piłkarze rozjeżdżali się na długie wakacje, a kibice na wznowienie rozgrywek czekali nawet cztery miesiące!

Reklama

Jest komfortowo

- Kiedyś dochodziło do parodii, że do rundy wiosennej przygotowywaliśmy się dwa miesiące, a graliśmy trzy. To było bez sensu - wspominał w rozmowie z Interią Mariusz Śrutwa, były zawodnik Ruchu Chorzów.

Dziś wszystko nabrało tempa. W sezonie 2005/2006 Ekstraklasa przestała obawiać się grania w grudniu. Niestraszne okazały się mrozy, krótkie dni, czy opady śniegu, a to wszystko głównie dzięki wysokim standardom stadionów i podgrzewanym murawom.

- Pamiętam, że kiedyś też grałem w śniegu. A dziś? Klimat jest łagodniejszy, mamy podgrzewane murawy. Śnieg nie przeszkadza, jest komfortowo - opowiadał Śrutwa.

Gorawski: - Kiedyś murawy były kompletnie nieprzygotowane. Były albo zmrożone, albo pełne błota. By jakoś ratować sytuację, sypali na nie piasek, więc nawet bieganie było mocno utrudnione. Na pewno nie sprzyjało to graniu z fantazją. A do tego te buty - dziś obuwie piłkarza nie waży prawie nic, a wtedy? Graliśmy we wkrętach, ale jak namokły, to ważyły chyba z kilogram. Wystarczyło 30 minut i człowiek czuł się, jakby ciągnął wózek z węglem.

Kibic też zyskał

Za to dziś murawy nawet w grudniu potrafią wyglądać jak łąki w środku wiosny. Radzą sobie z obfitymi opadami, niskimi temperaturami i tylko nieliczne nie wytrzymują sporego obciążenia podczas grudniowych spotkań. Rzadko też trzeba odgarniać spod białego puchu linie czy przygotowywać pomarańczowe piłki (chyba, że z powodu śniegu padającego w trakcie meczu).

Trochę gorzej mają kibice, którym co prawda przestało padać na głowę, ale podgrzewanych krzesełek jeszcze stadiony Ekstraklasy się nie doczekały, więc oglądanie meczu w minusowych temperaturach do najprzyjemniejszych rozrywek nie należy.

Mimo to też wiele się zmieniło - część stadionów oferuje możliwość schowania się wewnątrz trybun, poprawiły się też firmy cateringowe i dostępność gorących napojów.

Kolosalne zmiany

- Część osób na grudniowe mecze przychodzi bez względu na pogodę, a pozostali mogą obejrzeć spotkanie w domu lub w pubie i też fajnie spędzą czas - podkreślał Śrutwa.

- Nie ma co ukrywać - zmiany są kolosalne - od muraw, przez obuwie, po stadiony. Dziś nie ma żadnych przeciwwskazań, by grać w grudniu - dodaje Gorawski.

Ostatnie spotkanie Ekstraklasy w tym roku zostanie rozegrane 18 grudnia - w Zabrzu Górnik zmierzy się z Cracovią. Później piłkarzy czeka niespełna dwumiesięczna przerwa, bo Ekstraklasa startuje już w drugi weekend lutego.

Piotr Jawor

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje